Książka ta może ulegać aktualizacjom.

 

 

„PRZEKROCZYĆ WSZELKIE GRANICE”

 

JAROSŁAW ZIÓŁKOWSKI

 2005

 

 

 SPIS TREŚCI

 

Wprowadzenie..........................................................................................................................

1.Jesteśmy niepowtarzalni..........................................................................................................

2.Nadchodzi era miłości, jedności i wolności..............................................................................

3.Podróż wgłąb siebie..............................................................................................................

4.Przesłanie do Ciebie...............................................................................................................

5.Przebudzenie..........................................................................................................................

6.Potęga naszego Umysłu..........................................................................................................

7.Wielowymiarowy Wszechświat muzyką kosmiczną, geometrią przestrzeni...............................

8.Wolność od autorytetów........................................................................................................

9.Pieśń kosmiczna z innych wymiarów.......................................................................................

 

 WPROWADZENIE

 

W książce tej postaram się ukazać, jakże zadziwiający, magiczny jest wszechświat, a zarazem i my. Jakże mamy wielki wpływ na swoje życie. Właściwie główne przesłania tej książki to: „Myślą kreujemy świat”. Tworzymy nią siebie, swój wizerunek, otoczenie, zdarzenia, wszystko. „We wszystkim i w każdym jest piękno, jeden wielki cud”. Albowiem to, na czym się skupiamy, powołujemy do życia, wzmacniamy. „Prawdziwa wiedza tkwi tylko w Nas”. To, co mówią inni, wszelkie nauki religijne, prawdy mistrzów duchowych, wszelkich guru, nauczycieli to tylko z pozoru zrozumiała wiedza. To jedynie domysły, niepełne zrozumienie, pełne niepewności. Jedynie nasze doświadczenia, nasze życie jest wiedzą. Bo wiedza to nie tylko suche informacje, ale co za tym idzie czyny. Jeśli coś wiesz, to robisz, bo to czujesz. Prawdziwa wiedza czyli jedność na poziomie myśli, słowa i czynu. To po prostu życie. „Strach, lęk, rywalizacja, emocje, poniżanie siebie, czy innych już nie są Nam potrzebne”. Są one promowane w religiach, polityce, kulturze, w szkole, w pracy, niemal wszędzie. „Prawdziwym człowieczeństwem jest radość, miłość”. Cierpienie już nie jest Nam potrzebne. W ten sposób nic nie zdziałamy. Jedynie optymizm, pełnia radości i zabawy zainspirowana miłością może zanieść Nas na krańce wszelkich możliwości.

Tak, więc w książce tej, po części w formie prozy, poezji, w większej części w formie pamiętnika ukazuję, jakże magiczna może stać się podróż wgłąb siebie. Podróż poza wielowymiarowy labirynt systemu zniewalającego ludzki umysł. Jakże wiele tajemnic można wówczas odkryć. W Nas są bowiem niesłychane skarby. Wtedy życie zaczyna szybko się zmieniać. Coraz szybciej i szybciej, jakby czas i przestrzeń przestały grać rolę. Już czas dmuchnąć w żagle i wyruszyć w wielką dal, magiczną, tajemniczą podróż!!!

  

ROZDZIAŁ PIERWSZY: JESTEŚMY NIEPOWTARZALNI

 

Kochani czytelnicy, kochani mieszkańcy tej Ziemi. Zrozumcie mnie proszę. Postarajcie się zrozumieć, jakie jest sedno tej książki. Czasem pewne słowa, zdania mogą wydawać się sprzeczne, ale to tylko pozory. Najważniejsze jest to, co niosą one w samej swej głębi. Po prostu poczujcie je. Może się zdawać niektórym z Was, że nie ma we mnie pokory. No cóż, jedna wielka wyniosłość. No, bo uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych. No, bo uznaję się za twórcę swojej rzeczywistości, za istotę nieograniczenie wspaniałą. Wszędzie widzę w sobie wielkie możliwości. No cóż, tak jak o sobie myślisz, takim się stajesz. To myślą malujesz siebie, cały swój świat. Jesteście często nauczani, że potrzebna jest wielka pokora: „Wiem, że nic nie wiem”. Jednak to nie o to chodzi. Tak naprawdę to my wszyscy jesteśmy wspaniali, to my wszyscy jesteśmy wielcy. Nawet nie wiecie, jak bardzo. Macie w sobie możliwości miliardy razy większe, zagłuszono je tylko. Wybito je Wam z pamięci. Możecie mieć często wrażenie, że lęk, strach są nieodzownym czynnikiem, by sobie radzić w życiu, by omijać to, co jest zagrożeniem. Wszędzie niemal proponuje się Wam emocje, strach. Tą jedną wielką adrenalinę promuje się w kinach, w telewizji, w rywalizacji sportowej, religiach, niemalże wszędzie. W wyniku tego wasze umysły są przepełnione obrazami przemocy, gwałtu, cierpienia. Nawet nie zdajecie sobie wtedy sprawy, że obrazy, które macie w swoim umyśle, że myśli, które wirują w waszych głowach są projektem, planem, szkieletem waszego życia. Myśli przecież realizują się. Myślami tworzymy rzeczywistość. Z jednej strony chcecie, by nie było cierpienia, przemocy, a sami rozkoszujecie się tym, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Być może, aż tak jest otępiony umysł. Czas się obudzić. Zrozumcie mnie proszę. Tylko piękne obrazy, harmonia utrzymywana w umyśle może coś zdziałać. Bo to od myśli wszystko się zaczyna. Najpierw projekt, później kreacja. Lęk, strach, emocje, poniżenie, uznanie innych za bogów, mistrzów, a siebie za pokornego człowieka, nic nie daje.

Choćbyś nie wiem, jaką wiedzę otrzymał od mistrza, nauczyciela, czy guru, i tak będziesz stał niemal w miejscu. Może Ci się wtedy wydawać, że wiesz już tak dużo, ale co z tego, skoro nie stosujesz tego w życiu, skoro nie czujesz tego całym sobą. Nie chodzi o to, co wiesz, ale o to, co czujesz w całej swej pełni, co wypływa z Twoich doświadczeń. Bo tak naprawdę, to Ty jesteś świetny, to Ty jesteś wspaniały, wielki. To Ty jesteś swoim nauczycielem. To twoje życie jest wielką księgą wiedzy, i to nie wiedzy suchej, w której nic nie jest pewne, ale wiedzy, którą jesteś, czujesz. Bo tak, gdy wciąż szukasz nauczycieli, liczysz od nich na wtajemniczenia, na wiedzę, do niczego nie dojdziesz. Na co Ci wiedza innych, na co Ci wiedza mistrzów duchowych, Jezusa, Buddy, czy kogokolwiek innego. Na co Ci wiedza ukryta w Biblii, w tonach świętych ksiąg, skoro te doświadczenia należą do innych, nie do Ciebie? Wiedza choćby nie wiem, jaka by była, przekazywana Tobie od kogoś jest tylko domysłem, zniekształceniem. To tylko Twoje doświadczenia, Twoje życie możesz w pełni zrozumieć. To stąd wypływa prawdziwa wiedza, od siebie. Już wtedy nie powiesz: „Wiem, że nic nie wiem”. Bo Ty tą wiedzą jesteś. To w Tobie jest ten wielki magiczny świat.

Czyż nie mówiono Ci, że jesteś dzieckiem Boga? Czyż jeszcze nie zrozumiałeś tego przesłania, że to Ty jesteś Bogiem? My wszyscy jesteśmy Bogami, a ściślej mówiąc jednym Bogiem, bo stanowimy jedną wspólną świadomość. To stąd jest ten jeden Bóg. Nie ma między nami różnic w kwestii, kim jesteśmy, a jedynie w sposobie kreacji siebie, świata. Zrozumcie mnie proszę. My wszyscy mamy potężne możliwości. Powołujemy do życia zdarzenia, rzeczy, które utrzymujemy w umyśle. Myślą kreujemy świat, wizerunek siebie. To narzędzie, którym można dokonać wszystkiego. Nie ma granic. Ktoś powie, że gdyby tak było, to by nastał chaos. No tak. Wszechświat jest jednak tak doskonały, że dopóki będzie w Nas lęk, emocje, gniew, dopóty nie odnajdziemy w sobie tej wielkiej siły twórczej. Bo lęk, adrenalina, emocje to jeden wielki upust energii, siły, która jest przecież potrzebna, by kreować świat. Tak, tak. Natura jest doskonała. Ty też jesteś doskonały. W samej swej głębi. Bo cała ta otoczka tych emocji, wiedzy, które narzuca się Wam z zewnątrz to nie Wy. To tylko warstwa, pod którą Wy jesteście. A jesteście cudowni, Wy wszyscy. Bez względu na rasę, przekonania, cokolwiek. Pod tym wszystkim, kryje się wielka potęga, a zarazem miłość. Już czas, by we wszystkim odnajdywać piękno, harmonię, a nie przemoc i niesprawiedliwość. We wszystkim, w każdym człowieku, zdarzeniu kryje się cud. Jeśli tak spojrzymy na siebie, na świat, to równocześnie takim go będziemy stwarzać, kreować. Mogą Wam wkoło wmawiać, że nie mamy na nic wpływu. Nic z tych rzeczy. Mamy i to przeogromny. Wspólnymi siłami możemy stworzyć sobie taki świat, jaki tylko sobie zapragniemy. Nie ma granic. Jednak warunkiem jest to, jak myślimy, jak czujemy.

Warunkiem jest odrzucenie wszystkiego, co jest równoznaczne z walką, przemocą, rywalizacją, lękiem, poniżaniem kogokolwiek. Albowiem my wszyscy jesteśmy wspaniali. Każdy jest wielkim talentem. Jedynie ten wielki system, matrix to zagłuszył. Czas odrzucić wszelkie źródła przemocy wobec innych, ale i siebie. Tak, więc koniec z religiami, które wmawiają Nam, że ktoś jest wielki, a my nie. Koniec z oglądaniem horrorów, przemocy, dramatów w telewizji, czy w kinie, z tym jednym wielkim zbiorowym utrzymywaniem w umyśle obrazów pełnych niezadowolenia i strachu. Koniec z rywalizacją w szkole, w sportach. To nonsens zadawać tyle bólu innym. To nonsens, by powoływać do życia tak wielu przegranych. Po cóż innych poniżać. Czyż nie ma czegoś bardziej kreatywnego, czegoś gdzie każdy by był wyróżniony? Nie lepszy, czy gorszy od innych. Po prostu inny, tak odmienny, że niepodlegający w ogóle kwestii porównania. Czy ogień jest lepszy od wody? Czy może woda? Zarówno jeden, jak i drugi żywioł są tak samo ważne. Podobnie my wszyscy jesteśmy tak samo ważni. Bo każdy ma odmienne talenty, możliwości. W czymś innym ma doświadczenie. Już nie musimy się sprzeczać o racje, nie musimy walczyć z innymi narodami, bo w jakim celu? Obrona bliźnich, swojego narodu to wymówka. Bliźnimi są po prostu wszyscy. Każda istota. Koniec z tą dziecinną zabawą w wojny, w ten patriotyzm. Patriotyzm to źródło podziałów na narody. Jest tylko jeden naród. My wszyscy nim jesteśmy. Nie ma już, o co walczyć. Nie ma, co już bronić czyjegoś życia, bo życie jest wieczne. Jeśli nadchodzi śmierć, to tylko śmierć ciała, Twojego ubranka. Więc nie musisz się bronić, nie musisz się bać. Największą „obroną” jest myślenie w pełni optymistyczne bez strachu i lęku. Bo to, o czym myślisz, to co utrzymujesz w umyśle, to kreujesz. Więc nic, nikt nie może Cię skrzywdzić. Bo tak myślisz. Bo tak kreujesz swój świat. Czy teraz rozumiesz mnie? Czy rozumiesz, jak bardzo ważne są myśli, nastawienie? To od Nas, bowiem wszystko się zaczyna.

Możesz myślą zanosić się w różne zakątki Wszechświata. Możesz podróżować w czasie. Możesz kreować różne formy. Możesz robić wszystko. Miłością możesz dokonać wszystkiego. Bo w miłości jest ukojenie, błogość, w końcu jeden wielki spokój. Bo miłość do innych, do kamieni, kwiatów, zwierząt, Ziemi, wszelkich istot całego wszechświata, to miłość tak naprawdę skierowana do siebie. My wszyscy stanowimy jedność. Jesteśmy ze sobą powiązani. Gdy jedna cząstka, czy organ całego organizmu niedomaga, wówczas cały organizm w pewnym sensie niedomaga. Do każdego ten skutek dochodzi. Jesteśmy, bowiem jednym, tym jednym Bogiem, który siebie kreuje, stwarza, który bawi się i tańczy w rytm cudownej muzyki kosmicznej.

Czas odnaleźć siebie. Czas odnaleźć swe korzenie, świetność, doskonałość. I skupić się tylko na tym, co chce się powołać do życia.

 

Jakże ważne jest to, o czym myślimy.

  

ROZDZIAŁ DRUGI: NADCHODZI ERA MIŁOŚCI, JEDNOŚCI I WOLNOŚCI

           

Czas płynie coraz szybciej. Spływają na naszą Ziemię coraz silniejsze energie. Jednym słowem nadchodzą nowe czasy. Z fragmentarycznego punktu widzenia może Nam się zdawać, że wkracza na ziemię coraz większy chaos. Jest coraz więcej kataklizmów, wypadków, walki o przeżycie. Padają fabryki, różne firmy, wszelkie źródła dochodów. Zwiększa się bezrobocie. Coraz mniej miejsc pracy. Jedzenie jest coraz bardziej zatrute, przetworzone. Powietrze, wody, ziemie ulegają skażeniu. Coraz więcej samobójstw.

Ale czy naprawdę dzieje się coś złego? Tak może być jedynie z naszej perspektywy wąskiego spojrzenia na świat, narzucanego przez media, naukę, religię. Otwórzmy się na szerszy wachlarz świadomości. Wszystko, co się teraz dzieje, z perspektywy całości jest tak naprawdę wręcz czymś idealnym. Ktoś powie, no jakże, przecież w pracy jest okropnie, nie ma pieniędzy na podstawowe potrzeby materialne, ciągle jakieś choroby, a w dodatku coraz silniejsze kataklizmy. Z perspektywy jedności jest to jednak dla naszego dobra. Bo co jeszcze nam jest potrzebne, byśmy się w końcu przebudzili, obudzili do życia radosnego, szczęśliwego zgodnego z naszymi potrzebami, pragnieniami. Gdyby nie ten rozpad tak zestarzałej struktury formy pracy, nauki, wiary, wówczas dalej by było coś nie tak. Bo czy tak naprawdę lubisz swoją pracę, czy może tak naprawdę rozwala twoje zdrowie, w ogóle nie interesuje, a wręcz napawa nienawiścią. No cóż, robisz to z czystego przymusu. Jednym słowem walczysz z sobą, cierpisz. Nie możesz robić tego, co chcesz. A tu wyrzucają Ciebie z pracy. I jak na tę sytuację reagujesz? Jesteś zrozpaczony. Twój fragment rozumu podpowiada Ci, że jest to prawidłowa reakcja. No, ale z szerszej perspektywy jesteś wezwany w końcu do obrania pracy zgodnej z twoimi zainteresowaniami, aktualną ciekawością świata, z tym, co lubisz tak naprawdę robić, czego chcesz się nauczyć. Z pozycji lęku mógłbyś znów szukać jakiejkolwiek pracy, by mieć tylko pieniądze, by przeżyć. I w jakim celu tak się ograniczasz? Obudź się! Twoje lęki, jak i marzenia realizują się. To Ty tworzysz swoją przyszłość. Tak, więc zacznij myśleć o tym, co chcesz mieć, co chcesz przeżyć. Nie ograniczaj się. Nie lękaj się. Wszelki rozpad, jaki dokonuje się wokół Nas jest wielkim procesem oczyszczania naszego życia z wszelkich cierpień, niezadowolenia z życia, jakiejkolwiek formy walki z sobą, czy z kimś.

Kurtyna się podnosi. Następują coraz większe anomalie, niby chaos, ale tak naprawdę proces uzdrawiania Ziemi i jej mieszkańców. Nie potrzebujesz już się znęcać nad sobą chodząc do pracy, której nie lubisz. System szkolny też już od wewnątrz upada. Dużo i w nim przemocy. Dzieciom nakazuje się to i tamto. Muszą uczyć się wbrew sobie. Często każe im się wkuwać całą gamę niepotrzebnych informacji. Często są one ciekawe i wręcz przydatne, jednak chodzi tu o samą formę przekazu tych informacji. W szkołach na lekcjach panuje zazwyczaj strach, lęk przed złymi ocenami, kazaniem rodziców. W jakim celu tak rozwalać życie dzieciom. One same, jak zechcą podążą do nauki w odpowiednim dla nich czasie i wybiorą to, czego chcą się uczyć. Wtedy to nauka wchodzi ze zwielokrotnioną siłą i nie ulega zapomnieniu. Jeśli nie przytępimy ich marzeń, pozwolimy im się spełniać, wówczas będą miały pracę i to w swoim fachu. Przecież każdy z Nas ma jakieś talenty, a teraźniejszy system wręcz je zagłusza, straszy, że jeśli nie będzie się miało wykształcenia, to również i pracy, a co za tym idzie pieniędzy. Ale takie nastawienie jest życiem wbrew sobie, walką. I czy tak musi być?

Wszelkie choroby pojawiające się w naszym życiu to wynik nieharmonijnego życia, pełnego stresu, lęku, walki. Wszelkie epidemie, zarazy wręcz apelują by w końcu zatrzymać się i przypatrzyć się swojemu życiu. Czas w końcu pokochać siebie, nie robić nic wbrew sobie. To czas zwrócenia w końcu na siebie uwagi, czas korekty swojego życia, zwrócenia w końcu swych myśli ku marzeniom, a nie służenia jedynie innym. Bo skąd się biorą choroby, jak nie z przepracowania, walki, stresu. Czas uspokoić swój umysł, wytonować emocje. Nie trzeba zagłuszać nieprzyjemnego życia narkotykami, alkoholem, czy słodyczami i znów do niego wracać, w dodatku jeszcze cierpiąc z powodu trującego działania tej chemii. Tak jedynie dorabiasz sobie jeszcze więcej dolegliwości życiowych. Po prostu zmień swoje życie. Wycisz się. Odpowiedz sobie na pytanie, co chcesz robić w życiu i rób to. Życie to wynik, efekt twoich myśli. Wszystko niby się wali, następuje niby chaos. Jest to jednak proces oczyszczania całej planety. Nie ma już miejsca na strach, lęk, zastraszanie. Wszelkie systemy, które siały lęk, zastraszały, już powoli kończą swoją rolę. Były one Nam potrzebne, byśmy w końcu sobie uzmysłowili, że nie musimy cierpieć, walczyć ze sobą. W ten sposób jedynie unieprzyjemniamy sobie życie.

Nowa era to czas odejścia od rywalizacji sportowej. Ileż tutaj walki ze sobą, emocji, dochodzenia do tego, kto jest lepszy. Każdy z Nas jest wspaniały i nie ma, co jednego nad drugim wywyższać. Walka jest też w systemie wychowawczym dziecka, w którym traktuje się je jako przedmiot, własność. Dziecko też jest istotą rozumną, nie mniej od rodziców. To dzieci światła, które mają niesłychane zdolności leczenia, uzdrawiania. Mają w sobie głęboką wiedzę, a my na nic im nie pozwalamy. Zagłuszamy ich naturę zakazami, nakazami wprowadzając w ich życie lęk. Mówimy im, co mają robić, a sami tego nie robimy.

Walka tkwi również w systemach religijnych, gdzie zastrasza się Nas wiecznym potępieniem, szatanem. To już schyłek wszelkich guru, nauczycieli duchowych, którzy jak dotąd mówili Nam, co mamy robić by doznać szczęścia, zbawienia, oświecenia. Istoty te mogą być dla nas inspiracją, ale swymi słowami, swą mądrością nie wypełnią naszego życia. Słowa są tylko słowami. To pusta wiedza. Tak naprawdę mądrość, prawdziwe rozumienie wypływa z doświadczeń własnego życia. Wtedy to po prostu czujesz i zgodnie z tym postępujesz. A tak słuchając swych autorytetów religijnych, naśladując ich postępowanie, żyjąc tak jak napisane jest w świętych księgach, nie zrozumiesz do końca, o co chodzi, nie poczujesz tego i stąd będzie tkwiło w Tobie poczucie jakbyś postępował wbrew sobie. A gdybyś sam zaeksperymentował i odkrywał tajemnice życia, wówczas w końcu byś wiele istotnych spraw zrozumiał, a nie tylko w nie wierzył. To postępowanie zgodnie z sobą, ze swoją wiedzą, aktualnym rozumieniem rzeczywistości jest prawdziwym szczęściem. Jakże cudownie jest postępować jak się chce, oczywiście kierując się miłością w życiu.

W końcu żyj podobnie jak natura, przyroda. Tak, jak cząstki elementarne tańcują w swoich przestrzeniach, tak jak gwiazdy, planety tańcują w przestrzeniach kosmicznych, tak i ty tańcuj. Ciesz się swoim życiem. Raduj się. Przypatrz się temu, co jest niezgodne z Tobą, co jest nieprzyjemne, co jest jakąkolwiek formą walki, przymusu i gdy nadejdzie odpowiedni moment, splot okoliczności dokonaj zmiany. Teraz wszechświat aż nawołuje do globalnej zmiany całej ludzkości. Chyba już się nie dziwisz, że jest coraz więcej katastrof, klęsk ekologicznych, że rozpadają się struktury społeczne, religijne, że potyka się nauka o nieścisłości, że dzieci coraz bardziej wołają o swoją wolność, coraz bardziej przeciwstawiając się takiej formie nauki. Wejście dzieci i nie tylko ich, w świat seksu, używek jest jedynie próbą osiągnięcia wolności, tutaj jeszcze złudnej. Bo co to za wolność. To jedynie przytłumienie, otępienie odbioru w swoim życiu niewoli. Chyba już się nie dziwisz, że coraz mniej miejsc pracy, że upadają różne firmy, zakłady. To nic złego. Ta szansa byś w końcu wziął się za siebie, byś w końcu podjął pracę sprawiającą Ci przyjemność i nie tylko. Kto powiedział, ze trzeba jej szukać na rynku pracy? Przecież samemu można podjąć działalność gospodarczą. Tylko troszkę odwagi. Nie musisz się bać o przeżycie. Jeśli zaufasz wszechświatu, poprosisz Go o Twoje marzenia, zgodne z Tobą, bez wydźwięku nietolerancji w stosunku do czegokolwiek, wówczas przyjdzie czas i tak się stanie. Tak, czy siak jesteś wieczny. Nie ma śmierci. Nie ulegaj jakimikolwiek formom zastraszania. Jedzenie niby coraz droższe, coraz bardziej przetworzone, coraz więcej w nim chemii, toksyn. A tak naprawdę no i co z tego? Kto powiedział, że trzeba dużo jeść? Nadmiar przyczynia się do wielu chorób. A może to nawoływanie wszechświata do tego abyś zaczął w końcu zwracać uwagę na to, co jesz? Nie zauważyłeś może takiej zależności, że im łatwiej strawne pokarmy spożywasz, to tym więcej witalnej energii w sobie masz? Okresy braku pożywienia możesz przecież potraktować jako formę postu oczyszczającego organizm ze złogów, trucizn, wręcz uzdrawiającego Cię z nieuleczalnych niby chorób, a zarazem uspokajającego Twój umysł. W końcu otwórz się. We Wszechświecie jest pełnia harmonii. Często tylko z perspektywy fragmentarycznej jest coś nie tak, ale z punktu widzenia całości to służy Tobie, jak i wszystkim. Wszystko, co się Tobie zdarza możesz traktować jako przygodę, zabawę. Już nie musimy grać męczenników, służących, patrzeć na życie z pozycji ofiary. Ten etap już się kończy. Wszystko jest cudowne, nawet rzeczy, sytuacje niby niechciane, nieprzyjemne. Gdy tylko coś widzisz z pozycji bólu, smutku, wnerwienia możesz w mgnieniu oka przestawić się na inne nastawienie, jakby zanurzyć się w innych częstotliwościach drgań tego zdarzenia i ujrzeć same pozytywne, korzystne cechy. W tym oto momencie możesz zobaczyć istny czar, pełnię magii, po prostu spojrzeć na sytuację jakbyś dopiero, co się narodził. A wszystko, co dotąd się zdarzyło, wiązało Ciebie, dokuczało nie miało już znaczenia. Tylko te magiczne zdarzenie i Ty. Jedno wielkie teraz. Od teraz życie jest dla Ciebie przyjemnością, zabawą pełną tajemnic.

  

ROZDZIAŁ TRZECI: PODRÓŻ WGŁĄB SIEBIE

 

W poprzedniej książce wspomniałem o niby dziwnym zbiegu okoliczności, kiedy to uzmysłowiłem sobie, iż warto by było skierować się ku ćwiczeniom qigong lecący żuraw, ku sztuce kreacji ruchów zgodnych z prawami wszechświata, które mają na celu doprowadzić ciało, organizm, ducha do pełnej równowagi z sobą i otoczeniem. W uproszczonej formie mówiąc, sztuka ta ma umożliwić nie tylko dojście do pełni zdrowia organizmu fizycznego poprzez udrożnienie kanałów energetycznych (meridianów), ale i do harmonii z sobą i otoczeniem. Ćwiczenia te, jak się dowiedziałem, mogą być narzędziem do osiągnięcia oświecenia, samospełnienia. Stąd mnie to tak zainteresowało.

 

KOMENTARZ

 

Jednak nie zdawałem sobie sprawy, przez pewien jeszcze określony czas, iż to też jest w pewnym sensie kontrola ludzkich umysłów. Wszelkie sztuki takie jak Tai chi, qigong i wszystkie im podobne, to system. Są tutaj mistrz i uczniowie. Ludzie zamiast odkrywać różne światy energii po swojemu, starają się robić tak jak inni, tak zwani wielcy mistrzowie. Próbują ich naśladować. Nie są sobą. Nie idą swoją drogą. Przez to daleko nie zachodzą. Gdy istnieje mistrz, wówczas pewna grupka ludzi, która za nim podąża, wkracza w duże ograniczenia. Nie może odkrywać po swojemu. No cóż, prawidłowe jest tylko to, co mówi mistrz. Jest to kontrola umiejętności ludzi, ich siły, mocy. Bo co by się stało, gdyby ludzie nie mieli swoich mistrzów? Gdyby zaczęli odkrywać świat po swojemu? No cóż, nie mieliby już żadnych granic. Potęga rosłaby w nich nieskończenie. Nagle mogliby dojść do wniosku, że wcale nie jest im potrzebna, ta droga na około. Iż to, co powodują te ćwiczenia, to po prostu skutek umysłu. To myśli leczą. Ćwiczenia są tylko oprawą. Co prawda piękną, jednak sprawiającą wrażenie, iż droga do osiągnięcia określonego celu, uzdrowienia, spokoju jest długa. Cały zestaw jakże trudnych ćwiczeń. Nauczyciel mówi, iż harmonię osiągniemy wtedy, kiedy opanujemy perfekcyjnie wszystkie te ćwiczenia. No tak, ale potrzebujemy na to wiele lat. Właśnie. A można przecież dokonać tego dosłownie w pięć minut. Po prostu wystarczy myśl i już momentalnie osiągamy to, co chcieliśmy osiągnąć. Wszystkie myśli się materializują. Gdy istnieje nauczyciel, guru, to, co można zrobić w pięć minut, ludzie zrobią w ciągu całego swojego życia. Mało tego, nie pojmą tego, tak jak rozumie to mistrz. Bo nie są nim. No cóż, słowa są tylko słowami.

 

A stało się to drugiego października 2003 roku. Pomyślałem sobie, że dzięki temu jeszcze lepiej zrozumiem siebie, jak i istotę wszechświata. Bo w gruncie rzeczy nasze wnętrze oraz cały ten wielowymiarowy wszechświat, przejawia się w tych samych prawach, jest jednym i tym samym. Bo cała ta przestrzeń kosmiczna jest zarówno zwinięta, jak i rozwinięta, stąd wszystko jest w nas. Stąd pomyślałem, że warto by było lecącym żurawiem zająć się, być może nawet poprowadzić w przyszłości zajęcia. W ten sposób można przecież poznać głębiej siebie i cały wszechświat, bo on jest z natury fraktalem. Znaczy to, iż ku coraz to mniejszym, jak i większym przestrzeniom są te same geometryczne kształty, struktury drgań przestrzeni, ten sam przejaw praw.

No, ale jak natrafiłem na tę możliwość? A mianowicie pewnego razu nic nie jadłem. Piłem tylko soki. Można by było więc powiedzieć, iż podążałem sobie określoną czasoprzestrzenią. Organizm mój wchodził na coraz to wyższe drgania, częstotliwości. Po prostu uwrażliwiał się, oczyszczał. Podążał od drgań na poziomie dźwięku „do” poprzez „re” i kolejne coraz to wyższe dźwięki. Między dźwiękiem „mi” i „fa” natknąłem się na interwał, zakrzywienie czasoprzestrzeni. Dzięki mej otwartości na otoczenie i świadomości, że w czasie interwałów są duże możliwości, zauważyłem w pobliżu sąsiadującą czasoprzestrzeń, a w niej możliwość uprawiania lecącego żurawia . I właściwie od tej pory zacząłem poznawać tę formę ćwiczeń. Zgłębiałem ją początkowo teoretycznie, aż w końcu 28-go listopada 2003 roku zetknąłem się z książką Liu Zhongchuan'a, jednego z twórców tego stylu. Studiowałem w niej zawarte ćwiczenia. I tak zacząłem ćwiczyć.

 

28.11.2003

Ostatnio wzrasta we mnie chęć na pracę w ochronie środowiska. Coraz bardziej interesuję się ekologią, ochroną wód, podwodnymi badaniami nurkowymi i szkoleniami w tym zakresie. Wchodzę w niesłychany świat wiedzy przyrodniczej i płetwonurkowej. Jednak zastanawiam się, jakie jest naprawdę moje powołanie? Czymże ono jest? Czyż to nie prowadzenie badań tutaj i poza ciałem innych przestrzeni energetycznych, równoległych wymiarów? Czyż to nie jest odkrywanie nowych szlaków, dróg wśród przestrzeni, którymi nikt z ludzi nie podążył? No cóż. Dość dużą wiedzę mam. Jest ona głównie charakteru parapsychologicznego, ezoterycznego. Właściwie w tym czuję się ekspertem.

Tak czy siak zauważam, iż możliwości pracy w ochronie środowiska są malutkie. Nie ma miejsc pracy. I czy to jest powód do niezadowolenia? Nie! Wszystko, co się dzieje w naszym życiu ma jakiś sens. Nawet niby najgorsze sytuacje z fragmentarycznego punktu widzenia, są dla Nas wielkim darem. Cokolwiek by w naszym życiu się działo jest ważną lekcją życiową. Myślę, iż nic nie dzieje się bez przyczyny. Takie są w istocie prawa wszechświata, w które wkomponowują się wszelkie elementy, istoty całej otaczającej Nas przestrzeni. Jest to "Wu wei", jak to sobie pomyślałem. To znaczyłoby, że dzieje się to, co ma się dziać, że właściwie nic na siłę nie warto robić. Jednak ludzie uparcie dążą do sukcesów, realizują swoje pragnienia, pożądania. Nie chcą ich stracić, a gdy tak się stanie, wpadają w depresyjny nastrój, bo to, co było wspaniałe już minęło. Może to być wszystko: koniec podróży wakacyjnej, rozłąka z ważną dla nas osobą, strata pracy, itp.. A tak naprawdę to tylko przejściowy aspekt rzeczywistości. Przecież można do tego podejść inaczej. Gdy określony cudowny etap naszego życia się kończy, to znaczy że jest wspaniale. Przecież kolejny będzie jeszcze lepszy. Gdy będziemy się do czegoś przywiązywać, czy to do miejsca, osoby, czy określonego poglądu, wówczas nieraz zderzymy się ze smutkiem, załamaniem emocjonalnym, niezadowoleniem. Wówczas wciąż będziemy powoływać się na istniejącą w naszym życiu niesprawiedliwość. Wszystko, co się zdarza w naszym życiu, wynika z naszych wcześniejszych myśli, przekonań, obaw, które w końcu się materializują. A zachodzi to zgodnie z prawem Wu wei. Energia w przestrzeni kosmicznej, a zarazem w Nas, płynie po nierównej drodze, załamuje się w określonych obszarach, interwałach. W miejscach tych, między dźwiękiem mi i fa oraz si i do, w wyniku zetknięcia się z innymi czasoprzestrzeniami, istnieje więcej możliwości, bo przecież pewien etap określonego przejawu rzeczywistości się skończył. Znaczy to, iż pojawia się otwarta przestrzeń na inne zdarzenia. Stąd te rozgałęzienia czasoprzestrzeni .

W wyniku tego wszechświat, cała ogarniająca Nas przestrzeń, która drga różnymi częstotliwościami i tworzy przez to cudowne melodie kosmiczne, posiada strukturę drzewiastą. Wszelkie zjawiska, jakie zachodzą w przyrodzie, kosmosie, w naszych komórkach ciała, a nawet w naszych emocjach, myślach, a zarazem zdarzeniach, układają się w oktawy, a w odpowiednich interwałach zakreślają kręte drogi. I to właśnie tutaj można zauważyć te Wu wei. Dzieje się to, co ma się dziać. I trzeba na to przyzwolić. Zgodzić się na to i być wciąż otwartym na nowe możliwości. A przecież sukces, ten jedyny wymarzony cel, do którego tak często dążymy, i to po prostej drodze, niczego innego nie widząc, może przyczynić się do wielu rozczarowań, smutków, cierpień.

I tak sobie myślę, że jeśli nie mogę znaleźć tej pracy w ochronie środowiska, to może mam się skupić na czymś istotniejszym dla mnie. Myślę, że może to być sprawka "wyższych" istot, ich pomocy, współpracy, wglądu w moje intencje. Bo w gruncie rzeczy jestem wciąż nastawiony, otwarty na ich pomoc.

 

KOMENTARZ

 

Jest to nic innego, jak tworzenie swojej rzeczywistości myślami przy współpracy z istotami z innych wymiarów energetycznych. One mają większy ogląd w skali czasu i przestrzeni. No cóż, stanowimy razem całość. Mamy jedynie złudzenie, że jesteśmy rozdzieleni, samotni. A tak przy odrobinie otwartości nagle pojawiają się „cuda”.

 

A jakże mają Nam pomóc, skoro nie jesteśmy otwarci na ich działanie. A może by tak zainwestować czas w poszukiwanie możliwości spełnienia się zawodowego w eksterioryzacji. A może okaże się, że będzie można było z kimś współpracować? Czasami a nawet często odstawiam tę możliwość na bok, bo nie widzę w tym być może szans, możliwości. No ale przecież zgodnie z numerologią jestem piątką urodzeniową z doskonałą kombinacją 3/1 - 22, co daje mi te szczególne możliwości. Ten energetyczny potencjał we mnie jest. Nawet wynikająca z podpisu liczba 9, która determinuje, kreśli przyszłość, za tym....

 

KOMENTARZ

 

9-tka to z jednej strony wielki myśliciel, mistyk, uzdrowiciel, mędrzec, ale z drugiej strony podróżnik w wielowymiarowym wszechświecie.

 

....przemawia. Sięgając zaś do księgi astrologii planetarnej, zwanej przeze mnie meteorologią kosmiczną, łatwo zauważyć me niby wyjątkowe przeznaczenie. Bo przecież ciało niebieskie zwane Chironem, które symbolizuje przewodnictwo duchowe...

 

KOMENTARZ

 

Teraz twierdzę, iż Chiron symbolizuje wyjście, wyłamanie się spod wszelkich struktur, systemów zniewalających nasze możliwości. A więc nie jakiś guru, mistrz duchowy, czy przewodnik, który ukazuje drogę do oświecenia, ale po prostu człowiek, który zachęca, motywuje do wyłamania się z ograniczeń systemu, wmawiającego, że musimy wciąż polegać na zewnętrznych autorytetach.

 

...jest w koniunkcji z moim Słońcem, które odpowiada za naszą tożsamość, poczucie kim się jest. Mało tego, ta konstelacja, Chiron ze Słońcem w czasie mojego urodzenia wzbudziły swe energie w czwartym domu, w znaku byka. A to przecież daje mi potencjalną możliwość osiągnięcia samoświadomości, nirwany, samadhi, spełnienia się duchowego, czy jak kto inaczej to nazwie.

 

KOMENTARZ

 

Czwarty dom astrologiczny z aktualnego mojego poziomu rozumienia rzeczywistości to wielowymiarowość wewnątrz Nas. Wszechświat nieograniczony czasem i przestrzenią. Możliwość podróży, dokąd się tylko zechce. To świadomość jedni z Architektem Wszechświatów.

 

Poza tym za moją potrzebę mistycznego, duchowego podejścia do życia odpowiada planeta Neptun, która tę duchowość symbolizuje i ją wzbudza. Planeta ta, będąc w czasie mojego urodzenia na ascendencie, który odpowiada za nasz sposób przejawiania się w tym życiu, determinuje mój pociąg do wiedzy duchowej oraz do przeżyć metafizycznych, mistycznych. No cóż, przecież to pierwsze sekundy naszych narodzin zapisują się w naszej pamięci determinując nasze zachowania. Jak na górze, tak i na dole. Rzeczywistość przejawia naturę fraktalową. Stąd to, co się dzieje w przestrzeni kosmicznej, dzieje się i w Nas. I to właśnie motywuje mnie do działania. No, ale jak to zorganizować. Mogę oczywiście na razie w innej dziedzinie pracować, ale tak czy siak, trzeba powoli przygotowywać grunt na nowe możliwości.

 

1.12.2003

I tak od czasu do czasu trochę ćwicząc qigong zastanawiam się nad sobą. Nad mym narodzeniem w tym życiu. Nad sensem różnych okoliczności, jakie przydarzyły się w moim życiu. Skąd się bierze moja izolacja od otoczenia? Dlaczego jestem taki zamknięty w sobie? Skąd mój otępiony słuch? Na pewno niedosłuch, jak i częste zamyślanie się w życiu są ze sobą nierozerwalne. Wszelkie aspekty naszych zachowań, nawyków, myśli przejawiają się na poziomie fizycznym w sposobie funkcjonowania naszego ciała. Wszelkie zaburzenia na poziomie astralnym i mentalnym konkretyzują się w choroby naszego organizmu. Mamy tu do czynienia z równoległością, równoczesnością czasoprzestrzeni. Różne aspekty danej rzeczywistości są jednym i tym samym. To, co się dzieje w kosmosie, w świecie atomowym, w naszych myślach i emocjach, tak samo dzieje się w naszym organizmie fizycznym. Są one ze sobą nierozerwalne. No cóż, jest to świat fraktalowy. Zastanawiam się, czy ten mój otępiony słuch wynika z mojego urodzenia się przez cesarskie cięcie? Nastąpiły wtedy poważne konsekwencje. Bo po narodzeniu leżałem nieprzytomny w inkubatorze. Pogrążony byłem w śpiączce. W zupełnie odmiennym stanie świadomości, w wyższym wymiarze energetycznym. Mało tego, na mnie przeprowadzono zaraz po urodzeniu reanimację. A więc już w pierwszych chwilach życia tutaj na Ziemi doznałem tzw. śmierci klinicznej. Byłem jak to się mówi po tamtej stronie A wiemy, że pierwsze sekundy i dni po narodzinach mają najbardziej decydujący wpływ na nasz charakter w dziecięcym jak i dorosłym życiu. I właśnie takie zdarzenie zdeterminowało mój pociąg do świata duchowego, mistycyzmu. To mój dom. Jest nim cały wszechświat, i to wielowymiarowy. To być może z tego powodu tak często zamykam się na ten zewnętrzny świat. Czy to nie wynika często z mego określania tutejszych dążeń ludzkich za mało istotne, stąd zamiast podążać za myślami rozmówców, pogrążam się w mym świecie, niby ważniejszych rzeczy, bardziej wartościowych, czy to szukając istoty różnych zjawisk, czy pogrążając się w duchowym Jestestwie? Myśląc, że to, co robią ludzie, to nic nie warte, sprawiam, że zamykam się na nich. To stąd mój przytępiony słuch. Być może tak musiało być, coś za coś. I tak często przybywają chwile, że chcę dawać ludziom miłość, coś wartościowego, ignorując przyziemne rzeczy, rozmowy, podarunki. No tak. Myślę kategoriami swoich wartości. Uważam, że wiedzę ezoteryczną, zrozumieniem istoty świata duchowego, a więc kładąc główny nacisk na umysł, mogę się przyczynić do poprawienia warunków we wszechświecie i tu na Ziemi. Myślę, iż tymi wartościowymi rozmyślaniami o sprawach duchowych, o istocie tego wszystkiego będę promieniował wzniosłą energią, wzbudzając w innych te energie, no, chociaż troszeczkę. Tak to istotne. No, ale spójrzmy na to jeszcze głębiej. Przecież pewne istoty z innych wymiarów, ukazują się ludziom po tzw. „śmierci" w sposób, jaki chcą ludzie, jakie mają wierzenia, poglądy. I tak chrześcijanom ukazują się jako aniołowie, Chrystus, wyznawcom buddyzmu jako Budda. Ludzie widzą to, co chcą widzieć. No cóż, subiektywny świat. Nawet po tej stronie. Bo we wszystkim można ujrzeć albo dobro, albo zło. To kwestia interpretacji rzeczywistości. Stąd uzmysławiam sobie ważność mówienia o pewnych sprawach będąc na poziomie poglądów określonych ludzi. Mogę pojawić się w kościele, świątyni, na ruchu Hare Kryszna i mówić o różnych sprawach dostosowując się do konstrukcji myślowej, dogmatycznej danej osoby. Warto rozmawiać z ludźmi i wzbudzać w nich iskierkę duchową. Trzeba jednak przestrzegać prawa tolerancji. Nikogo nie można do niczego namawiać. Ale można o tym mówić. Jednak trzeba uważać na ich poglądy, dopasowywać się do nich, ukazywać różne swoje wnioski. Muszę nauczyć kontaktować się z ludźmi, rozmawiać o tych sprawach na przybliżonym do nich poziomie, ale i o ich troskach, zainteresowaniach, bo w ten sposób można ich dowartościować, sprawić przyjemność. A tak w ogóle nie zdaję sobie z tego sprawy. Nie wnikam często w uczucia innych ludzi, lecz myślę o moich najważniejszych rzeczach. Trzeba być przecież w równowadze między świadomością siebie, swych zainteresowań duchowych i zainteresowań innych ludzi. Muszę się tego uczyć. W ten sposób mogę dojść do równowagi między energią umysłu, a energią serca, która jest u mnie taka często znikoma. Trzeba wzbudzić w sobie miłość. To jest istotne. A ma towarzyszka życia Marta, może mnie tego nauczyć. A przecież tak często chcę osiągnąć całkowitą wolność, która jednak w istocie mnie rozleniwia, a częste niby okowy, trudności w życiu motywują do studiowania nauk duchowych. Zdaję sobie sprawę, że będąc czy to w kościele, klasztorze, wśród ludzi określonego wyznania, światopoglądu, trzeba rozmawiać ich językiem, a zarazem mówić o swoich przemyśleniach, o tym jak ja myślę, albo raczej: „Zastanawiam się, jak tak naprawdę jest?” Bo w gruncie rzeczy wszelkie nasze wierzenia manifestują się nam jako subiektywny świat. Wszystko to energia, fale elektromagnetyczne, które skupiają się w bardziej gęstą materię zgodnie z energetycznym wzorcem naszych poglądów. Nasze wierzenia, przekonania są naczyniem, w którym energia przybiera określone kształty.

I tak próbując wniknąć w siebie jeszcze głębiej, zadaję sobie pytania. Kim ja jestem? Skąd pochodzę? Moi rodzice mówili mi, że jestem, zupełnie odmienny, że właściwie pochodzę nie z tej planety. I tak jak pamiętam z opowiadań, przez dwa lata od moich urodzin miałem niespotykaną energię. Dzień i noc płakałem, nie dając swojej mamie ani chwili spokoju. Widocznie ciężko mi było do tych ziemskich warunków się przyzwyczaić. Potem przyszedł okres biegania, jak tylko stanąłem na nogach. Etap czołgania się na kolanach po ziemi ominąłem. Nie było wtedy mowy o spokojnym chodzeniu, tylko bieganie. Mało tego, wbiegałem na meble, drzwi, wszystko, nie zwracając uwagi na przeszkody. Stąd trzeba było mnie ciągle łapać. Zdaję sobie teraz sprawę, że to nie tylko wynik potężnej we mnie energii, ale i nieprzystosowania się do tak gęstej materii jak tutaj. Zachowywałem się  tak, jakby wszelkie przeszkody można było przeniknąć. Później, gdy na początku szkoły średniej spotkałem się po raz pierwszy z parapsychologią, byłem przekonany, że jestem w stanie przechodzić przez ściany, lewitować, czytać w myślach. Byłem po prostu tego pewien. Jednak opór materii tutejszej nie pozwalał mi na to. Chociaż i tak zauważałem w sobie różne zdolności psychiczne, jak przewidywanie zdarzeń, sporadyczne świadome sny, czy oddzielanie się od ciała, widzenie aur ludzi, barwnej struktury energetycznej przestrzeni, aż po rzadkie czytanie w myślach. Dla mnie to było coś niesamowitego, pasjonującego. Jednak teraz zdaję sobie sprawę, że takie działania joginów, czy mistrzów, jak tworzenie różnych rzeczy z niczego, uzdrawianie, lewitowanie, chodzenie po wodzie samo w sobie nie jest dla mnie tak istotne, chyba, że czemuś służy, całości.

 

KOMENTARZ

 

Zdolności parapsychiczne, praca nad nimi, uczy wiary w siebie, w swe zdolności, ukazuje, iż są inne wymiary, energie, mobilizuje do zainteresowania się czymś więcej niż tylko fizyczną materią, ziemskimi przyjemnościami. Niby jest to według pewnych mistrzów duchowych czy religii magia egocentryczna, zła, bezwartościowa, bez celu, jednak jakże ważna. Wzbudza w Nas bowiem większe poczucie wartości, mocy. Jest to dla Nas ważne, byśmy w końcu zaczęli tworzyć swój świat, taki, jaki chcemy, bez cierpienia i smutku. Byśmy w końcu zrozumieli, że to swymi myślami, przekonaniami tworzymy rzeczywistość. Bo jaki sens ma cierpienie? Czyż nie lepiej cieszyć się i radować? Takim nastawieniem możemy przecież stworzyć fantastyczny świat pełen harmonii i euforii. Tak więc, przykładowo próba chodzenia po ogniu, materializacji jakiegoś przedmiotu, czy widzenia przez przeszkody, w głębi rzeczy ma na celu zrozumienie, że to my swym umysłem wpływamy na rzeczywistość, iż to tak naprawdę my stwarzamy swoje zdarzenia, sytuacje życiowe, w których bierzemy udział. No cóż, tak jak pomyślisz, tak się dzieje.

Poza tym przecież, zdolności te mogą być wykorzystane do tworzenia niesamowitych planów, projektów, przedmiotów, światów, które wnoszą harmonię zarówno w Nas, jak i w całym Wszechświecie. By stworzyć naprawdę coś wielkiego, trzeba mieć naprawdę niezwykłe zdolności.

 

Pamiętam, że gdy byłem mały, tak bardzo chciałem spotkać się z istotami z innych wymiarów, z UFO. Czułem z nimi związek. Myślałem często, że jestem kolejnym Chrystusem, kolejnym wcieleniem Krishnamurtiego, nie tylko ze względu na podobieństwa w charakterze, ale i bardzo podobne kosmogramy astrologiczne, tzw. horoskopy. Czułem już, że muszę przekazać coś wartościowego ludziom. I tak dopatrywałem się różnych znaków, które by tę moją misję potwierdzały. Doskonała kombinacja 1/3 wartości samogłosek i spółgłosek moich imion wraz z liczbą 22 określająca mój cel, aktualne przeznaczenie, aspiracje potwierdzają ważność mojego pobytu na tej Ziemi. Potwierdzeniem na to są przecież i znaki astrologiczne, których część powyżej przedstawiłem. Tak, więc jest coś ważnego do wykonania, a właściwie do przekazania.

 

KOMENTARZ

 

Tradycyjna numerologia, czy astrologia mogłaby twierdzić, iż moje zadanie to zostać przewodnikiem duchowym, guru, jednak to nie o to chodzi. Ja jedynie mogę inspirować. Nie wyznaczam jakiegoś wzorca zachowania, który by "oświecił" ludzi, ukazał drogę do nirwany, nieba. Jestem być może po to, by ukazać, iż wszelkie systemy religijne, ale nie tylko, kreują z Nas rolę ofiary i kata. Bądźmy sobą. Żyjmy zgodnie ze swoją wiedzą, rozumieniem. Obudźmy swoje zdolności podróży w czasie i przestrzeni, tworzenia. Tak naprawdę nie ma granic. Są one jedynie wyznaczane przez tradycje, kulty, przekonania, guru, przewodników duchowych, autorytety naukowe, czy w ogóle jakiekolwiek. Moja misja być może to inspiracja ludzi do uwalniania się spod kontroli, manipulacji i osiągnięcie wolności, która tkwi w Nas. To inspiracja do sięgnięcia swym umysłem poza ten trójwymiarowy świat.

 

Myślę, iż świat energetyczny liczb, przestrzeni kosmicznych oraz świat naszych zdarzeń to jedno i to samo. Jak w górze, tak i na dole. Jest to jakby równoległość, równoczesność czasoprzestrzeni. I żeby poznać siebie lepiej można na przykład zgłębić tajniki przesłania, znaczenia określonych układów ciał niebieskich, wirujących w przestrzeni kosmicznej, czy rozkładu energetycznych liczb w dacie urodzenia, imionach, czy gdziekolwiek. Albowiem właściwie wszelkie zdarzenia, przedmioty mają jakąś swoją liczbę, wibrację wynikającą na przykład z sumowania wartości liter. Zaś określone obliczenia matematyczne umożliwiają przewidywanie, rozeznanie sedna określonych zdarzeń.

Zdaję sobie sprawę, że dysponuję ogromną energią, wynikającą z występowania w moim portrecie numerologicznym mnóstwa jedynek oraz liczby mistrzowskiej mojego wnętrza 55. Wielu numerologów nie uznaje tej liczby, jako że jest ona za silna i przejawia się w zbyt subtelnych energiach.

A ja jestem z natury bardzo wrażliwy. I to właśnie z tego powodu tak często absorbuję się w jakieś wielkie, idealistyczne cele, ale i nie tylko. Wiem, że ode mnie zależy, czy podążę ku sławie, karierze, czy ku okultyzmie, osiągnięciu spełnienia duchowego. Materia, czy duch? To ode mnie zależy. Zdaję sobie sprawę, że wszystko, co widzę, tak w to się wchłaniam, jakbym tym był. Numerologia, jak i astrologia mówią, że mogę właściwie wszystko zrealizować, dosłownie wszystko. Mogę osiągnąć najwyższe stanowisko w ochronie środowiska, mogę zostać specjalistą w nurkowaniu zawodowym, instruktorem wspinaczki skałkowej, zawodowym długodystansowym biegaczem podbijającym wszelkie rekordy. Stąd sobie pomyślałem, iż jeśli w moim potencjale jest możliwość dokonania wszelkich niemożliwych rzeczy, to czemuż by nie doznać samoświadomości i ulecieć w wielowymiarowy fantastyczny wszechświat kosmicznych energii. Bo jeśli jest wybór, to trzeba wybrać to, co jest najlepsze, najbardziej wartościowe. Dla mnie życie po cielesnej "śmierci" to normalne realia, w których właściwie ze wszystkich rzeczy jestem najbardziej obeznany. Stąd myślę, że warto by było wybrać drogę duchową. Bo sięgając w świat energetyczny liczb, uwzględniając tym razem swoje warunki urodzenia, wychowania, narodzenia w Polsce trzeba sięgnąć po nowy inny system numerologiczny, który bierze po uwagę znaczenie, wartość numerologiczną liter narodowych Polski. Tutaj kombinacja cyfrowa samogłosek i spółgłosek moich wszystkich imion i nazwiska się zmienia. Wynosi 9/3. A więc wskazuje na możliwości wykorzystania swych parapsychologiczno-duchowych uzdolnień, aspiracji i wiedzy w działalności zawodowej, a więc spełnienie się w społeczeństwie. Wnikając zaś w wibracje mojego podpisu, którym siebie kreuję można ku memu zdziwieniu ujrzeć niesłychane silne i subtelne wibracje. Są nimi mistrzowskie liczby 22 i 44, które w sumie dają cyfrę 66. Według kabalistycznej numerologii liczba ta symbolizuje Chrystusa. Tak, więc aż takie są moje aspiracje? Bo w gruncie rzeczy jakoś często siebie widzę jako Mesjasza, który...

 

KOMENTARZ

 

Myślę, że ten okres kreacji siebie w jak najlepszym świetle, był czasem budowania wszechpotężnego poczucia olbrzymiej wartości i pewności siebie. Być może są ku temu podstawy, jak pochodzenie z innych wymiarów. Bo szczerze mówiąc traktuję tę Ziemię jako przystanek w wielowymiarowej podróży po wszechświecie. Dlatego być może tak duża pewność siebie i mniemanie pochodzi ze zetknięcia się z ludźmi, uwięzionymi w tej zawężonej czasoprzestrzeni w zapomnieniu o swojej potędze i kosmicznym pochodzeniu.

 

... ma przebudzić ludzkość.

 

KOMENTARZ

 

Aktualnie myślę, iż jestem jednym z, wielu, którzy tu przybyli, by przekazać zagubioną wiedzę o wielowymiarowości. Jakoś ludzie zapomnieli o swoich nieograniczonych zdolnościach podróży w czasie i umiejętnościach tworzenia rzeczywistości. Nadszedł czas przebudzenia, ujrzenia siebie w szerszej perspektywie, a nie ograniczania się jedynie do bogactw trójwymiarowej materii. Bo to już jest jedną wielką niewolą. Każdy z Nas jest wszechpotężną istotą nie gorszą, nie lepszą od Jezusa, Kryszny, Buddy, czy kogokolwiek. Obudźmy się!!!

 

W układach kosmicznych ciał niebieskich, w zestawieniu energii liczbowych możemy ujrzeć siebie, takimi, jakimi siebie widzimy i jak inni nas widzą. Cała, bowiem galaktyczna przestrzeń z pewnej perspektywy jest zwinięta w malutką przestrzeń, a więc jest w nas. Dodając do tej liczby 66, liczbę mego urodzenia można ujrzeć moją przyszłość, spełnienie. Jest nią liczba 17, która oznacza odnalezienie prawdy, misję, przebudzenie, możliwość spoglądania ponad granice, poznanie wszystkich wysokości i nizin oraz oczekiwanie tamtego świata. Zdaję sobie sprawę, iż różni „przywódcy duchowi”, Jezus, Krishnamurti byli takimi istotami jak my, tylko, że przebudzonymi. Jakże my lubimy wyolbrzymiać ich wielkie cechy, zapominając, iż my jesteśmy do nich podobni. Oni też jak my stykają się z różnymi problemami życiowymi, korzystają z różnych przyjemności. Po prostu kroczą sobie przez ten świat i chcą nam coś przekazać, pewne aspekty duchowe rzeczywistości. Jednak my odrzucając, czy to świadomie czy nie, ich "negatywne" cechy charakteru, które na wielkie istoty według nas nie przystają, idealizujemy je, wznosimy na wyżyny duchowe i budujemy im świątynie, kościoły. Tworzymy religie, obrzędy, rytuały. Składamy im dary, pokłony. Przecież my wszyscy jesteśmy wspaniali, a niektórzy z nas sobie kroczą przez różne wymiary, planety, aspekty rzeczywistości i próbują nam coś istotnego przekazać, jakieś prawa kosmiczne, pewną wiedzę duchową i wcale nie potrzebują tego wielkiego ceremoniału.

I tak studiując mój portret numerologiczny i astrologiczny można by było zauważyć, iż mam ważną robotę do wykonania. Zdaję sobie sprawę, że jeśli będę w tym kierunku podążał, wówczas będę miał poczucie zrealizowania się w tym wymiarze. Jest jednak pewna sprawa. Gdy z jakimś aspektem rzeczywistości się zetknę, tak mogę się weń zaangażować, że zapominam o pozostałych rzeczach, zbaczając w ten sposób z wcześniej wytyczonej drogi.

 

KOMENTARZ

 

A wielu z Nas, którzy przybywają z innych wymiarów wpadają w sidła zapomnienia na skutek zaangażowania się w trójwymiarowym życiu.

 

Pamiętam jak dotąd wahałem się między duchowością, okultyzmem, mistycyzmem, a karierą za granicą, podróżami ekstremalnymi, wspinaczką wysokogórską, nurkowaniem. Tylko to, albo to.

 

KOMENTARZ

 

Być może jedną z przyczyn pisania tej książki jest próba ustabilizowania się w tej wytyczonej drodze do wielowymiarowości i nie zbaczania z tego szlaku. Jest to jak jedna wielka afirmacja, wizualizacja, która pomaga mi nie zbaczać z drogi.

 

Teraz wiem, że muszę duchowość i materializm zjednoczyć, a zarazem umysł i serce. Trzeba wniknąć w potrzeby, pragnienia osób, nie zapominając o ich poziomie świadomości, wierzeniach. Zdaję sobie teraz sprawę, że tutejszy poziom materialny, fizyczny, jest również tak istotny, ważny, jak wyższe poziomy energetyczne nazywane nieraz przez nas niebem, piekłem, czyśćcem, krainą duchów itd. Materia i duch, różne światy energetyczne, tzw. równoległe wymiary są różnym aspektem tej samej rzeczywistości. I właśnie chciałbym ludziom ujawnić pewne niesłychane prawa kosmiczne, duchowe, które drgają w wielowymiarowym wszechświecie. I tak sobie myślę, że qigong lecący żuraw może mi w tym pomóc. Właśnie zacząłem tę sztukę ćwiczyć, uczyć się, by pogrążyć się w doskonałej harmonii, równowadze z sobą i z wszechświatem. A więc nie tylko by być zdrowszym, ale i odnaleźć siebie, odpowiedzieć na pytanie, kim właściwie jestem i jakie jest w samej istocie me powołanie. Myślę, że warto uczyć ludzi tego stylu, a zarazem pisać książki. Mam nadzieję, że nauczę się oddzielać od ciała, by móc pokazać ludziom, jak bogaty jest świat, jakże zróżnicowany. Chciałbym by lęk przed „śmiercią”, przed "złem", utrapieniami ludzkimi roztopił się i rozpłynął w przestworzach i przemienił w ciekawość odkrywania innych rzeczywistości.

 

3.12.2003

I tak nagle po wczorajszym ćwiczeniu lecącego żurawia, poddałem się przez chwilę mantrowaniu imion boskich wziętych z Misji Czaitania. Później wgłębiłem się w świadomość siebie, zadając pytanie, "Kim ja jestem?". I stwierdziłem, że dociekanie sedna swej istoty jest o wiele lepsze. Wtedy nie tylko jest się świadomym swego wnętrza, iskry boskiej, ale i otoczenia. Nagle słyszę coraz lepiej. To nie żarty. To jest zapewne lepsze, bardziej wartościowe, niż mantry, które niby mają naszą naturę uwznioślić do natury boskiej. Zauważyłem, że to w pewnym sensie jest pogrążaniem się w świecie duchowym, mistycznym, jednak z pominięciem tego naturalnego świata. One nas odcinają od tutejszej rzeczywistości, określając ją jako samsara, koło wcieleń, zło, cierpienie. I kojąc się mantrami rozpływamy się w przestworzach, ale i zamykamy na tutejszą rzeczywistość. Jakoby nasze zmysły uwrażliwiają się wtedy na wyższe wymiary energetyczne, ale tak czy siak, wciąż tkwimy w iluzji naszych wyobrażeń wyższego świata. Malujemy go w postaci bóstw, Kryszny, różnych sług Boga. Tworzymy wtedy dalej niebo, choć w dużej mierze odmienne od chrześcijańskiego. Nie mówię wcale, że to złe, bo marzenia, wyobrażenia, iluzje mogą być przyjemne, ukoić nas, odratować od tego niby okropnego materialnego świata. Bo również według buddyzmu jest ono iluzją, ale i cierpieniem, że właściwie świat ten to wielka pułapka, która zadaje rany ludziom, że trzeba się stąd wyzwolić. I tak próbujemy naśladować Buddę i stosować różne praktyki medytacyjne, próbując stać się kimś innym, niż tym, kim się w istocie jest. To wielkie pomieszanie. Jak mamy się rozpłynąć swą świadomością po całym wielowymiarowym wszechświecie, skoro próbujemy naśladować Chrystusa, Buddę, czy inne  „wcielenia” Boga? W ten sposób nie będziemy sobą i nie wnikniemy w istotę rzeczywistości, nie pogrążymy się w samoświadomości. A jednak nasze umysły są nafaszerowane przeróżnymi praktykami religijnymi, sposobami medytacji, i tak próbujemy kogoś naśladować, nie realizując w ogóle siebie. Każdy z nas przecież jest inny. Ma inne talenty, możliwości, cele. A tak ulegamy w pewnym sensie zmechanizowaniu przez różne konstrukcje religijne. Wcale ten świat nie jest złem, czymś okropnym. To tylko nasze życie niezgodne z prawami kosmicznymi do tego się przyczynia. A jednym z nich jest życie zgodnie ze sobą, z tym, co wiemy i czujemy. Żyjąc tu na Ziemi niezgodnie z naturą wielowymiarowej przestrzeni wciąż podlegamy rozczarowaniom, smutkom, niezadowoleniom, popadając często nawet w poważne choroby. I próbujemy o to oskarżyć ten materialny świat. Nadajemy mu cechy negatywne. A tak w istocie cierpienie nasze wynika z odcięcia się od swej natury, od bycia sobą, naszych myśli, które tworzą różne przekonania, przesądy, dogmaty. Naprawdę warto ujrzeć, że wszystko, co nam się zdarza, zarówno w tym wymiarze, jak i w innych, jest wynikiem naszego nastawienia, myśli, przekonań. Bo nawet nasze lęki materializują się w zdarzenia. Wszelka radość, jak i ból, smutek w przeróżnych zdarzeniach życiowych. to rezultat naszych przekonań. W istocie rzeczy to my decydujemy czy jesteśmy zadowoleni, czy nie.

To niesłychane, iż ćwiczenie świadomości siebie, swych myśli, uczuć, zachowań wprowadzają mnie w odmienny stan świadomości, nieco poszerzonej. Zadawanie sobie pytania, kim się nie jest, pozwala na stopniowe odkrywanie swej prawdziwej istoty. Bo w gruncie rzeczy nie jesteśmy tym ciałem fizycznym, ani emocjami, ani myślami, bo gdy któreś z tych przejawów zaniknie, my dalej istniejemy i to w sposób ciągły, wieczny. I gdy sobie to uświadomimy, wówczas możemy poczuć pewną euforię, równoczesność odczuwania siebie i otaczającej nas przestrzeni. Właściwie w ćwiczeniu samoświadomości swych myśli, działań upatruję możliwość nauczenia się oddzielania od ciała fizycznego i odkrywania nowych wymiarów. A przecież Lecący Żuraw takim ćwiczeniem jest.

Tak, więc wszelkie nasze niezadowolenia, rozpacz, ból, ale i euforia, radość, zadowolenie nie wynika z istoty zdarzeń, które nam się przydarzają, lecz z naszego nastawienia, naszych myśli, oczekiwań lub obaw. To czy czegoś chcemy, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Ważna jest myśl, wyobrażenie, które w końcu się materializuje. A gdy myślimy w ten sposób, że czegoś nie chcemy, gdy boimy się czegoś, wówczas i tak tworzymy takie zdarzenia, gdyż to nasze wyobrażenia kreują rzeczywistość. W książce "Szczęście jest w nas" wykazałem, iż nasze myśli, emocje, ale i wszelkie istoty, przedmioty, zjawiska, zdarzenia to fale elektromagnetyczne, drgania przestrzeni, które w określony sposób tworzą muzykę kosmiczną. I właśnie fale naszych myśli, emocji nakładają się na fale zdarzeń tworząc subiektywny odbiór rzeczywistości, albo inaczej mówiąc, kreując odmienną rzeczywistość. Czyż to nie Matrix? To my decydujemy czy będziemy zadowoleni, czy nie. Poza tym wyjaśniłem w niej, iż drgania wszelkiej przestrzeni wydają coraz to wyższe, albo coraz to niższe tony, tworząc w ten sposób oktawy, a wszelkie zjawiska w przyrodzie, jak i w kosmosie podlegają prawu oktaw. Stwierdziłem, iż w pewnym momencie wszelkie zjawiska, a nawet nasze dążenia natrafiają na dwa interwały między mi/fa oraz si/do. Iż to w tych miejscach jest załamanie czasoprzestrzeni, a zarazem dostęp do innych czasoprzestrzeni. I to właśnie stąd, gdy coś nam się nie udaje, nagle nie wychodzi, gdy grunt odsuwa się pod nogami, gdy tracimy oparcie w doktrynie religijnej, w bliskiej nam osobie, czy w czymkolwiek, natrafiamy na interwał, który w gruncie rzeczy jest rozgałęzieniem na wiele przyszłych możliwych dróg. I to od nas zależy, którą z nich podążymy. Czas przestać się rozżalać, rozpaczać nad stratą kogokolwiek, czegokolwiek. Czas skończyć ze smutkiem z powodu zakończenia się jakiejś przyjemności. Bo gdy będziemy próbowali coś zatrzymać i nie przyzwolimy na naturalne jego odejście, wówczas łatwo możemy pogrążyć się w cierpieniu. Po cóż rozpaczać, że coś się skończyło. Czas otworzyć oczy. Pojawiają się przed nami przecież nowe możliwości. Warto się na nie otworzyć. Jesteśmy przecież w interwale, w załamaniu czasoprzestrzeni. A są tu naprawdę olbrzymie możliwości, że względu na istne silne pokłady energii przypływających z sąsiadujących czasoprzestrzeni. Gdy właśnie pewne przekonania w nas pękają, dogmaty się walą i nie mamy nagle oparcia, nasze zmysły mogą się otworzyć na szerszą rzeczywistość, gdyż są pozbawione twardej skorupy różowych okularów.

Próbując szerzej objąć naturę tworzących się zdarzeń w przyrodzie i kosmosie można zauważyć, iż wszystko, co się zdarza, układa się w misterną sieć czasoprzestrzeni, które tworzą w sumie strukturę drzewiastą. Można ją zauważyć we wszelkich przejawach rzeczywistości, w różnych wymiarach energetycznych. I właśnie umiejętność podążania tymi drogami, ścieżkami sprawia, iż jesteśmy szczęśliwi. Nieraz te ścieżki, kierunki zdarzeń zataczają wiry, spirale drgając na coraz to wyższych i niższych tonach. Tak oto tworzy się muzyka kosmiczna, a zarazem atomowa. Jest to nic innego jak przejaw zasad Tao. Bo przecież woda, wszelkie pierwiastki w niej zawarte, organizmy żywe nie podążają po prostej drodze. Omijają one wszelkie przeszkody, tworząc kręte drogi. To jest właśnie Wu wei. Niech dzieje się to, co ma się dziać. Niczego nie warto zatrzymywać na siłę. Jeśli coś się kończy, to się kończy. Nie ma, co się tak do tego przywiązywać. Jeśli coś istotnego, czy przyjemnego w naszym życiu znika z oczu, to czas z tym się rozstać i otworzyć się na nowe zdarzenia, możliwości, życiowe lekcje i zabawy. To jest, jak ruch wzdłuż zakrzywionych strumieni zdarzeń. W przyrodzie wszystko płynie po zakrzywionych torach. Przykładowo strumienie ze źródła łączą się w rzeki, które wpływają w coraz to większe cieki wodne, by w końcu wpaść do oceanu, czy morza. Mało tego, woda omijając kamienie, pnie, rośliny podwodne, wyspy i inne przeszkody, zatacza się w spirale, wiry. W ten sposób jest ona żywa i może oczyścić się z wszelkich zanieczyszczeń. Szerzej patrząc, jej ruchy w istocie kreują strukturę drzewiastą, zarówno w skali mikro, w pewnym zawężonym obszarze toni wodnej, jak i w skali makro, na szerszym obszarze tworząc na przykład rozgałęzioną sieć rzeczną. Wszystko, co w tej cieczy jest roztopione, wszystko, co w niej żyje, również podąża takimi zakrzywionymi drogami. Podobnie przecież jest z układem energetycznym naszego organizmu, w którym to umiejscowione są meridiany. Są to kanały energetyczne, które również tworzą taką strukturę. I nimi podąża sobie energia qi, nieraz zatacza się i ulega wirom w czakrach energetycznych, zarówno w tych większych, jak i mniejszych. Jest to jeden wielki ocean fal elektromagnetycznych, w którym tańcują energie. Są jednak również oceany i morza przejawiające się na wyższych poziomach energetycznych. Są to morza astralne pełne różnych namiętności, emocji i uczuć, jak i oceany mentalne nasycone całą gamą mieniących się myśli, idei, pomysłów. One to krążą po różnych obszarach na zasadzie rezonansu energetycznego, przyciągania i odpychania i również wpadają w wir różnych czakr, myślokształtów. Jest to jedna wielka drzewiasta sieć energetyczna, która przybiera wciąż coraz to nowsze kształty. Nawet w powietrzu materia sobie tak krąży i zatacza krzywe linie, łuki, spirale, wiry. A w niej są drobnoustroje, drobne żyjątka, martwa materia organiczna i nieorganiczna, różne cząsteczki powietrza.

I tak parują oceany, morza, jeziora, rzeki. Para wodna to nic innego, jak kropelki wody, które unosząc się do góry, łączą się ze sobą i podobnie jak małe strumyki wpadają do większej rzeczki. I tak kropelki są coraz większe, a ich ciężar nie pozwala już na unoszenie się w powietrzu i w końcu spadają na ziemię jako duże krople deszczu, czy płatki śniegu. Taki jeden twór, który powstał z mniejszych drobinek. Czyż to nie struktura drzewiasta, czyż to nie ruch po spiralach, krętych drogach? Całe nasze życie jest taką strukturą. Z końcem każdego etapu w naszym życiu, otwierają się coraz to nowsze możliwości, których z biegiem czasu jest coraz więcej. Z jednej czasoprzestrzeni wyłaniają się różne warianty równoległych czasoprzestrzeni, możliwości i to od nas zależy, którą wybierzemy. Są to wybory szkół, w których zamierzamy się uczyć, wybór pracy, pasji, którą chcemy podążyć, partnera życiowego, przyjaciół. Właściwie w każdym momencie naszego życia istnieją wybory, co do wariancji, którą zamierzamy objąć. Tak, więc żeglujemy sobie po wielkim obszarze drgającej przestrzeni i nie ma co się nigdzie wciskać na siłę. Korzystajmy z tego, co nam los przyniesie, samemu również kreując ten świat. Chodzi mi o to, by nie przywiązywać się do idealnych projektów, marzeń, lecz korzystać w pełni radości z tego, co udało się na dany czas uzyskać. Tak, więc zwracajmy uwagę na swoje myśli i twórzmy optymistyczną przyszłość, zadawalając się równocześnie teraźniejszością. Cieszmy się z tego, co nam się przydarza, nawet wtedy, gdy są to nieprzyjemne, niechciane sytuacje. Z wszelkich momentów naszego życia możemy, bowiem wynieść informacje, lekcje, które przydają się w przyszłości. Może czasem wydawać się nam, że życie jest niesprawiedliwe, ale to przecież naszym nastawieniem, naszymi ukrytymi pragnieniami, przekonaniami tworzymy rzeczywistość. Mogłoby się wydawać, iż moje wczesne dzieciństwo na przykład było złe, bo tyle kłopotów, smutków. No, ale tak naprawdę, wcale tak nie jest. Wszystko, co mi się zdarzyło miało głęboki sens. Bez tych wcześniejszych zdarzeń, bez tych kłopotów z narodzinami, bez kłopotów w szkole podstawowej nie natrafiłbym na takie realia, z jakimi teraz mam do czynienia. Bo wszelkie ciosy w naszym życiu, choroby, problemy to interwały, a więc duże możliwości samorealizacji. Jest to Wu wei. Wcale to nie znaczy, iż interwały nie wyłaniają się również w zrównoważonych sytuacjach. Dzieje się to, co ma się dziać. Każdy z nas ma jakieś przeznaczenie, które sobie kreuje lub przyzwala z zewnątrz. Tworzymy je swoimi świadomymi i nieświadomymi pragnieniami, myślami. To stąd rodzimy się w takich warunkach, a nie w innych. To my przed narodzinami projektujemy sobie takie okoliczności, byśmy jak najlepiej mogli się spełnić, czy w końcu czegoś nauczyć. Nie ma, więc, co się denerwować, czy smucić, gdy coś nam nie dzieje się po myśli. Nic w przyrodzie, ani w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko służy nauce, doświadczaniu, poszerzaniu świadomości, choćby to były kataklizmy, wojny. One służą nam do przebudzenia się, do uświadomienia, że życie jedynie w tej materii, w oderwaniu od ducha, spokoju, medytacji, wielowymiarowości, miłości jest jednym wielkim brakiem satysfakcji. Tak, więc pojawiają się w naszym życiu choroby, różne wypadki, straty by zakomunikować, iż trzeba jednak coś w życiu zmienić, otworzyć się na świat naszego wnętrza, na wielowymiarowy wszechświat pełny niekończącej się ilości różnych istot kosmicznych o różnym stopniu inteligencji. Nie jesteśmy przecież w tym kosmosie sami.

Jakże często lubimy działać na siłę i realizować jakiś ideał bez innych ewentualnych wariancji, przywiązując się do różnych naszych przekonań, pragnień, sytuacji. A gdy coś niby nie wyjdzie już panika, smutek, rozpacz. Przecież jest to, jak tworzenie pogłębionych, prostych kanałów wodnych z przepięknie krętej, meandrującej rzeki. W ten sposób ingerujemy w prawa natury, wszechświata. Przeciwstawiając się naturalnemu przepływowi wody, budując wały przeciwpowodziowe, tamy, myślimy, iż będziemy wtedy bezpieczni. No, ale zobaczmy. Lęk, strach, obawa przed powodzią powoduje, iż ona się materializuje. Podobnie w naszym życiu lęki się materializują. Niby się ubezpieczamy, jednak tak naprawdę, w ten sposób jeszcze bardziej pogrążamy się w niechcianych sytuacjach. Każda myśl, bowiem materializuje się, realizuje. Dlatego ważne jest zaufanie wszechświatu, myślenie optymistyczne. Tamy, które budujemy, prostowanie rzek przyczyniają się do powodzi. A tak, gdyby woda podążała swoją naturalną drogą, rozlewałaby się równomiernie na łąkach i w lasach. Tam naturalnie zostałaby wchłonięta i wykorzystana. Tak, więc przyroda, wszechświat nas chronią, jednak wtedy, kiedy na to przyzwolimy. Dlaczego tak ingerujemy w naturalny przebieg wody? Przecież wtedy woda ze wzmożoną siłą uderza w dolnych partiach koryta rzecznego w miasta, pola przyczyniając się do olbrzymich strat. To prosta droga kanałów rzecznych przyczynia się do przyspieszenia tempa przepływu wody. A to już wielka siła niszcząca. Analogicznie, dlaczego w swoim życiu nie pozwalamy na to, by pewne sprawy naturalnie odeszły? Zakończenie przyjemności, rozwód, strata mieszkania, przyjaciela, zachwianie poglądów, na wszystko to reagujemy zmartwieniem, samoudręką. Próbujemy na siłę zatrzymać czas. To fikcja. To jedno wielkie rozwalanie sobie życia. Przed Nami są przecież możliwości. Otwórzmy się, więcej optymizmu, życia! Nie, Nam często się wydaje, że zabezpieczanie się, próba zatrzymania kogoś, czy czegoś zadowoli Nas. Ale tak nie będzie, bo to niezgodne z prawami natury. W ten sposób ingerując w przyrodę, próbując zrobić coś lepiej, na przykład ochronić pola przed małymi, krótkotrwałymi zalewami, poprzez budowanie tam, prostowanie rzek, przyczyniamy się do śmierci wielu żywych stworzeń, zarówno flory jak i fauny, na lądzie tworząc miejscami pustynie i powodzie, jak i w wodzie tworząc zbyt przyspieszone tempo wody, nienaturalne dno wody. To właśnie w naturalnych meandrach, gdzie bujnie rozwija się roślinność, jest tak ogromna różnorodność żywych stworzeń. Podobnie jest w życiu. Gdy coś robimy na siłę, gdy obawiamy się różnych rzeczy, wówczas równolegle wszystko zaczyna się komplikować. Jeśli coś w życiu dzieje się niby nie tak, to trzeba to po prostu wykorzystać, bo na pewno to ma jakiś sens. Wszelkie zdarzenia, które w gruncie rzeczy My kreujemy, są dla Nas określoną lekcją życiową. Warto z nich wyciągać wnioski i wprowadzać je w życie.

I tak wciąż staram się siebie zgłębić, coraz bardziej i bardziej. Zadaję sobie różne pytania. Pogrążam się w świecie myśli, z których wyciągam różne wnioski. Z tej magicznej krainy wyobraźni wypływają określone przemyślenia. Jednym z nich jest to, iż właściwie nie jesteśmy jednostkami oddzielnymi od natury. W gruncie rzeczy gdyby tak się zastanowić, cała istność stanowi jedność. Jesteśmy zjednoczeni jako jedna świadomość, kosmiczna energia, w której to drgają różne zdarzenia, zjawiska, w której to przejawiają się różne ciała, obiekty, przedmioty. One to wirują zgodnie z określonymi prawami wszechświata, drgając na przeróżnych częstotliwościach, tworząc w końcu przepiękną muzykę. Przestrzeń drgająca, wyłania ze swej przestrzeni przeróżne barwy, kształty, które zagęszczają się w myśli, emocje, zdarzenia, aż po ciała niebieskie, galaktyki i wszechświaty. Przeróżne przejawy rzeczywistości są ze sobą nierozerwalne, ściśle połączone. Jest ich nieskończenie wiele.

I tak w tych różnych aspektach rzeczywistości można zobaczyć siebie. Przeróżne układy planetarne, liczbowe, światy barw są wyrazem Nas. Wszelkie nasze pragnienia, cele życiowe, potrzeby, talenty, sposoby zachowania się, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość można zobaczyć w kosmicznych układach astrologicznych gwiezdnych przestrzeni kosmicznych, w matematycznym świecie liczb numerologii, w świecie barwnych aur wokół ciał, w sposobie ubierania się, rodzaju spożywanego pokarmu. Linie papilarne na dłoni to też jeden wielki mikroświat, w którym jest odzwierciedlone nasze życie. Budowa ciała, kształt głowy, oczu, rąk, nóg a właściwie wszystkiego, łącznie z uwzględnieniem sposobu poruszania się i okazywania swoich manier, to również jeden wielki aspekt naszego przejawu w tejże rzeczywistości. Same choroby każdej z części ciała, czy narządu odpowiadają za problemy w jakiejś dziedzinie życia. O naszych zainteresowaniach, potrzebach i problemach świadczy przestrzeń, w której mieszkamy. Jest to dom, rodzaj umiejscowionych w nim mebli, dekoracji, ich sposób i miejsce umiejscowienia. Jeden wielki świat feng shui. Również i przestrzeń na zewnątrz domu, w ogrodzie, w mieście, w lesie jest wyrazem Nas. Cała ta architektura, sposób ułożenia budynków, ulic, rodzaj i lokalizacja drzew, wszystko. Zaglądając z kolei do naszego charakteru pisma, tak więc wielkości liter, ich czytelności, nachylenia, kształtu, również możemy zgłębić siebie. Tak, więc gdziekolwiek byśmy spojrzeli, zwrócili uwagę, wszędzie to przejaw naszej istności. Jednym słowem stanowimy jedność z tym wszystkim. Jak w górze, tak i na dole. Mamy tu do czynienia z równoległością i równoczesnością przeróżnych czasoprzestrzeni. Cokolwiek byśmy robili, o czymkolwiek byśmy pomyśleli, wszystko to przetacza się na nieskończoną ilość różnych czasoprzestrzeni zgodnie z prawem rezonansu energetycznego. Stanowimy, więc jedność z całym wszechświatem. Każda nasza zmiana, na zasadzie rezonansu wywołuje niby bezwiednie zmiany w naszym mieszkaniu (feng shui), ciele fizycznym (np. linie papilarne, zdrowie), imionach, miejscu zamieszkania (zmiana energetyki numerologicznej), a nawet w świecie architektury kosmicznej (astrologia). To od Nas zaczyna się przemiana, która emanuje na nieskończone przestrzenie energetyczne. Wszelkie te struktury to emanacja naszych myśli, przekonań, nastawienia.

 

KOMENTARZ

 

Tak, więc czas zrezygnować z takiego podejścia, iż przykładowo planeta astrologiczna Saturn, czy liczba numerologiczna 4, zsyła ciężkie, katastroficzne życie, w którym wszystko przychodzi z trudem. Nie istnieją w samej swej istocie złe, czy nieharmonijne planety, liczby, nic. Każda z nich ma w sobie i „negatywne” i „pozytywne” wibracje. Dla Nas Saturn, czy czwórka może być przecież również jedyną, wielką cudowną możliwością zrealizowania się największego marzenia. Bo energetycznie odpowiadają za materializację naszych marzeń, myśli. Wszystko w końcu się spełnia. Jakże cudownie. Tak, więc dosłownie wszystko to, co widzisz wokół siebie, nie jest w samej istocie takie, jakie jest. To Ty tworzysz swoją rzeczywistość. To Ty jesteś twórcą!!!

 

Cała struktura energetyczna, bo wszystko jest mniej lub bardziej zagęszczoną energią, układa się w misterną całość zgodnie z prawem oktaw. Znaczy to, iż cały ten olbrzymi wszechświat stanowi strukturę drzewiastą. Mamy tu do czynienia z wielkim kosmicznym drzewem, i to wielowymiarowym, w którym to każde odgałęzienie to inny wymiar, przestrzeń o innej częstotliwości. Spójrzmy na to głębiej. Całe te kosmiczne drzewo, które z określonych miejsc jest widoczne jako wir (galaktyki, gwiazdy), jest sumą mniejszych struktur drzewiastych. No cóż, na głównym pniu drzewa usadowione są konary, niby mniejsze drzewka, na których umiejscowione są jeszcze mniejsze zwane gałęziami, aż po coraz drobniejsze odgałęzienia, które widać w żyłkach liści i tak w gruncie rzeczy jest w nieskończoność. Z drugiej strony te nasze kosmiczne drzewo jest cząstką większego wszechświata, a ten jeszcze większego. I tak w pewnych miejscach, zwanych interwałami, między nutkami mi/fa oraz si/do, można zauważyć rozgałęzienie na inne czasoprzestrzenie. To stąd taka struktura wszechświatów. Przejawia się ona w sposób fraktalowy. To stąd gdziekolwiek byśmy spojrzeli, zobaczymy siebie. I odwrotnie zagłębiając się w siebie, odnajdując w sobie iskrę boską, kosmiczną, którą w istocie jesteśmy, możemy poznać cały wszechświat. Wszystko, co Nas otacza, jest w istocie w Nas. Wszelkie te odgałęzienia, jak struktury gwiezdno-planetarne, numerologiczne, barwne, anatomiczne, przestrzenne (feng shui) są przejawem natury fraktolowej rzeczywistości, są sumą jeszcze mniejszych struktur drzewiastych, a one sumą jeszcze drobniejszych. Inaczej mówiąc wszelkie te dziedziny, aspekty rzeczywistości można podzielić na coraz to drobniejsze specjalizacje, które w gruncie rzeczy należą do tego największego drzewa, a więc w pewnym sensie Nas, bo w rzeczywistości poczucie naszego ja, istnienia, nie bierze się z materii, lecz z naszej świadomości, która przenika wszystko.

 

27.12.2003

I tak natknąłem się kilka dni temu na książki, które starają się ujawnić, odkryć prawdziwe nauki Jezusa, ich sedno, istotę. Bo w gruncie rzeczy zdaję sobie sprawę, że zostały one nie pełnie przedstawione, a co za tym idzie wykoślawione. To, co przeczytałem potwierdziło moje wcześniejsze przemyślenia, poszukiwania. Bo okazuje się, iż Jezus uczył Nas przede wszystkim tego, że nasze ciało jest świątynią, którą przenika Bóg, energia kosmiczna. I że warto by było wniknąć w siebie, odnaleźć swoje sedno, boską energię. Ponaglał, aby te świątynie, kościoły, obrazy, posągi przedstawiające Boga usunąć, by w końcu skierować się bezpośrednio ku swemu wnętrzu. Zachęcał do porzucenia wszelkich tych dogmatów, sekt, wierzeń, kazań kapłanów. Niestety te nauki, ewangelie gdzieś się zapodziały. A było ich naprawdę dużo. Podobno około 50-ciu. Podobno niektóre z nich się zachowały i są trzymane w tajemnicy w różnych miejscach świata. I są to między innymi nauki Jezusa o reinkarnacji, o miłości nie tylko do ludzi, ale i zwierząt. To stąd te jego zachęty do jedzenia pokarmów nieskażonych krwią, cierpieniem istot żywych, a więc do wegetarianizmu. Poza tym przedstawiał ludziom wiedzę o innych rzeczywistościach energetycznych. Starał się Nam wytłumaczyć, iż niebo jest w Nas. No cóż, inspirował się naukami pobieranymi w Tybecie w klasztorach buddyjskich, w Egipcie i w innych częściach świata. I co może być dziwne, nie zachęcał ludzi do naśladowania jego czynów, lecz ewentualnie do towarzyszenia.

Jednak jego nauki zostały fragmentarycznie zinterpretowane przez władze kościoła, by odnieść z tego pewne korzyści w postaci pieniędzy, posiadłości a nawet kontroli nad umysłami ludzi. W imię religii uświęca się nienawiść, tortury, wojny, które przecież to kościół w przeszłości rozpętał. Czy tego nauczał Jezus? Władza kościelna stara się trzymać Nas, świadomie i nieświadomie w niewiedzy, z dala od poczucia wielowymiarowości przestrzeni. Zakodowała w Nas niskie poczucie wartości, byśmy czasem nie wyfrunęli i nie odkryli innych systemów i światów energetycznych. Wmówiła Nam konieczność cierpienia i ukryła wielkie możliwości poruszania po wszelkich wymiarach wszechświata. Ukryła przed Nami klucz do wielu tajemnic i przedstawiła bajkę, historyjkę, legendę zapisaną w Nowym Testamencie. No cóż, utrzymywanie niewiedzy wśród ludzi to niezła możliwość manipulacji nimi, uzyskiwania z ich energii w postaci strachu przed piekłem, diabłem. Wszelkie pokłony, modły są niezłym sposobem poniżania istot ludzkich, a co za tym idzie równolegle, kradzieży energii. Bo utrzymywany w tłumie lęk, poczucie niższości, marności, natury prochu, to nic innego, jak upust energii, którą żywią się inni. Tak oto z takim nastawieniem do życia człowiek, właściwie nie może zrobić prawie nic, a co dopiero odkryć całą gamę przefantastycznych światów energetycznych. Ludzie działają jak maszyny pozbawione indywidualności, samodzielnego wnioskowania. Mówi się Nam, że to jest złe, a to dobre. Czy przykładowo zabijanie lub potępianie ludzi innego wyznania jest dobre? Gdzie tolerancja, szacunek? Każdy z Nas jest przecież ważny. Czas więc pokochać siebie i innych. Trzeba jedynie przełamać strach przed nowym, zerwać ze starym, skostniałym poglądem na świat i wyruszyć w krainę nowych możliwości. Czas przestać ulegać przekonaniu, iż inne religie, wiedza okultystyczna, ezoteryczna, parapsychologiczna to emanacja szatana, zła. To nic innego jak specjalny zabieg, taktyka utrzymywania ludzi w niewiedzy, w niemożności poznania, czy zrobienia czegokolwiek. Jeśli nie zaryzykujesz, będziesz się bał dokonać kroku naprzód, to wiadomo, że nic nowego nie odkryjesz. Strach, lęk przed innym, przed nieznanym to w gruncie rzeczy podleganie manipulacji. Traktowanie przez kościół, różne religie, innych poglądów, wierzeń, wiedzy jako zło i wypływająca z tego nastawienia nienawiść jest sprzeczna z naukami Jezusa. Bo on przecież zachęcał Nas do miłowania każdego. A tak wszczynane są wojny, osądy. Potępia się odmienne zdania, poglądy niezgodne z wierzeniami określonej grupy ludzi. Tak czy siak, każdy z Nas ma swój subiektywny obraz rzeczywistości. Na swój sposób koloryzuje rzeczywistość. A więc już tworzy. Każdy w danej rzeczy, zjawisku widzi coś innego. No cóż, to wynik nałożenia się fal naszych myśli, emocji na fale przenikających nas przestrzeni, zdarzeń. Warto zdać sobie sprawę, że nikt nas nie zbawi od jakichkolwiek konsekwencji naszych postępowań, czynów. Wszystko co robimy, ma jakiś określony skutek. Wszelkie nasze myśli, emocje, czyny, mają decydujący wpływ na przestrzeń, wzbudzając w niej określone drgania. I tak tworzą się w ten sposób nam różne warunki życiowe, różne zdarzenia. Czas przestać ulegać złudzeniu, że spowiedź czy jakieś inne zabiegi zwolnią Nas od konsekwencji popełnianych przez Nas czynów. Ten wymyślony przez władze sakrament zwalnia Nas jedynie od poczucia odpowiedzialności, od poczucia, że mamy jakiś wpływ na otaczającą rzeczywistość. Bo w istocie tworzymy ją nieustannie. No, ale nauki na temat prawa karmy też zostały przez kościół ukryte. Warto sobie uzmysłowić, iż jesteśmy twórcami rzeczywistości, iż kreujemy pojawiające się w życiu zdarzenia. Wystarczy się przecież rozejrzeć i otworzyć umysł. A ujrzymy wielką prawidłowość zachodzącą we wszechświecie. Jest to podstawowe prawo przyrody. Wszystko jest dziełem myśli. To z nich wypływają wszelkie formy przestrzeni, to z nich wyłania się tak zadziwiająca różnorodność przejawu życia. Myślą tworzymy rzeczywistość. Bo skąd niby pojawiły się te wszelkie budowle, maszyny, urządzenia, pojazdy w naszych cywilizacjach? Przecież najpierw zaistniała myśl, pomysł, projekt a potem rozwinął się przemysł, miasta, ogrody. Obrazy namalowane przez malarzy pierwotnie pojawiły się w ich umysłach. Zanim powstały jakiekolwiek rzeźby, musiała na początku pojawić się myśl. Filmy, książki, muzyka, przedmioty to wszystko dzieło umysłu. Również miasta, pola, łąki, na których uprawiamy rośliny, hodujemy zwierzęta są dziełem twórczych myśli. Mamy też wpływ na tworzenie się lasów, różnych zbiorników wodnych i innych ekosystemów.

Ale nie tylko otaczającą Nas przestrzeń tworzymy, ale i nasze ciała, w których żyjemy. Wszelkie nieprawidłowości w naszym organizmie, niedomagania zdrowotne są wynikiem naszej twórczości, a nie jakiejś kary boskiej, czy splotu okoliczności. Ten, kto nie chce czegoś lub kogoś widzieć w swoim życiu, nie chce ujrzeć pewnej istoty rzeczy, możliwości pogarsza sobie wzrok. Ten, kto nie chce czegoś słuchać, zamyka się na otoczenie, tworzy sobie gorzej funkcjonujący narząd słuchu. Osoby uparte, twarde, mało elastyczne w swoich poglądach, czynach, samym swoim nastawieniem, myślami tworzą problemy zdrowotne związane ze stawami. Osoby niemające oparcia emocjonalnego w sobie, czujące niedosyt wsparcia od innych ludzi, będą miały kłopoty z kręgosłupem. Ten, kto nie będzie aktywnie korzystał z życia, będzie miał mniejszą wydolność płuc. Osoby obwiniające siebie za coś, zranią się, złamią sobie niby przez przypadek kość itp. Jak widać rzeczywistość naszej psychiki, myśli odzwierciedla się w świecie fizycznym, w budowie ciała, w którym żyjemy. Bo delikatność palców malarzy, rzeźbiarzy, dobry słuch muzyków, sprawnie funkcjonujący umysł naukowców, silne ciała robotników fizycznych, sportowców to wszystko dzieło naszej pracy, które wynika z naszych określonych dążności, a więc nakładania się myśli na przenikającą Nas rzeczywistość. Jakże cudowna równoległość czasoprzestrzeni.

To nie przypadek, że jedne dziecko ma talent do tego, a inne do czegoś innego. To wynik jej pracy w poprzednich wcieleniach no i oczywiście w tym. Nasze warunki, w których się rodzi, kraj, bliscy są dziełem jego potrzeb, pragnień, przywiązań. A to wszystko dzieje się zgodnie z prawami fizyki. Bo gdyby nie było wcześniejszych naszych wcieleń, wówczas moglibyśmy uznać, że materia powstaje z niczego. A tak naprawdę jest to ciągły proces przemiany energii w materię i odwrotnie. Materia nie może powstać z niczego. Takie jest prawo zachowania energii we wszechświecie. I tak, tam gdzie nasze myśli podążają, tam i my podążamy. Przykładowo, gdy czegoś się boimy, lękamy, nie chcemy by coś się zdarzyło, i tak tam podążamy, kreując o tym charakterze zdarzenia. To, co sobie pomyślisz, to, jaki obraz utrzymujesz w umyśle, to się pojawi. No, ale chrześcijanie zwalają wszystko na Boga i diabła. Wszystko według nich jest dziełem tych dwóch istot. Jednej dobrej, a drugiej złej. I w ten sposób stajemy się bierni. A tak naprawdę za wszelkie zdarzenia w naszym życiu, dosłownie za wszystko, w dużej części my odpowiadamy. Nasze warunki życia, jak i umiejętności my tworzymy. I tak człowiek przywiązany do danego miejsca, będzie w nim tkwił niemal przez cały czas, a osoba lubująca się w podróżach, będzie miała tendencje do zmiany miejsca zamieszkania. Wszystko, co zdarza się w naszym życiu jest naszym dziełem. To my swym nastawieniem dostrajamy się do różnych rzeczywistości, a co za tym idzie nastawiamy się na wpływ określonych istot. W ten sposób tworzymy wielką zorganizowaną wielowymiarową grupę. To my mamy decydujący wpływ na swoją rzeczywistość, w której się przejawiamy. Jeśli komuś się nie podoba zawód, który wykonuje, czy miejsce, w którym przebywa, czy osoby, z którymi ma do czynienia, to tak naprawdę wynika to z jego wewnętrznego przekonania, że tak musi być, że na to zasługuje, czy inaczej po prostu być nie może. A wszelkie nasze marzenia, myśli w końcu się realizują, jednak wtedy, gdy na to przyzwolimy, gdy będziemy krok po kroku nad tym pracować. Bo przecież obraz, rzeźba, czy budynek nie powstanie sobie tak od razu. Jednak na pewno nie jedna osoba sobie pomyśli: „No jakże to w końcu jest, przecież ja nie chcę żeby tak było”. I w ten sposób podważają swym przekonaniem tak wielką siłę twórczą myśli. Uznają, iż i tak nie dzieje się to, co by chcieli. Jednak w gruncie rzeczy nie zdają sobie sprawy z faktu, iż ich obawy, lęki, przekonania są również projektami myślowymi kształtującymi ich obecne i przyszłe życie. Ja sam nieraz się dziwię jakże me myśli, marzenia tworzą me życie. Jeszcze nie dawno marzyłem o podróży do Norwegii. I co ciekawe, ta możliwość w końcu się pojawiła. Widzę w swych myślach, jak organizuję wyprawy w różne dziewicze tereny Ameryki Południowej, w tym w tereny górskie. No cóż, są tu niesamowite energie kosmiczne o wysokich częstotliwościach. Tutaj wrażliwość na inne wymiary się zwiększa. Jestem ciekaw, jakie będzie moje nowe miejsce zamieszkania. Na pewno gdzieś blisko natury, może wśród gór. Tam na pewno moje doznania metafizyczne ulegną nasileniu. Będzie można było wtedy gdzieś tutaj stworzyć ośrodek badań parapsychologicznych. Mam tu na myśli ośrodek badań innych wymiarów, rzeczywistości, czy to poprzez channeling, czy podróże poza ciałem. Te metody mogą przynieść masę ciekawych informacji, z których chciałbym tworzyć książki. Jestem ciekaw czy to wyjdzie?

 

17.02.2004

Coraz bardziej pogrążam się w wirze ćwiczeń qigong. Jeszcze wcześniej ćwiczyłem jeden do dwóch razy w tygodniu, a tu nagle od 1-go lutego dzień w dzień. Za każdym razem poznaję coraz bardziej sens każdego ruchu, każdej myśli wytworzonej podczas ćwiczeń. Mało tego, coraz lepiej czuję jak energia przepływa przeze mnie i ulega nagromadzeniu w ciele. Robi się na długi czas ciepło. Chce się nieraz wskoczyć do zimnej wody. Wszelkie zatory energetyczne, blokady w meridianach puszczają pod naporem harmonijnych wibracji. Jest to skutek określonych sekwencji ruchów. Co za zmiana. Zaczynam czuć w sobie dużą moc. Czyżby te ćwiczenia miały podobną moc do niejedzenia, czy przebywania na sokach? No cóż, one również są wykonywane celem kumulacji energii na poziomie pępka, trzeciej czakry od dołu, a więc interwału. Dzięki temu energia podąża ku górze, wzbudzając wyższe czakry na wyższe poziomy kwantowe. Jakaś siła mnie ciągnie do ćwiczeń lecącego żurawia w terenie, gdzie daje się zauważyć piękną scenerię przyrodniczą, i co za tym idzie jeszcze większą energię, siłę, harmonię...Przede mną morze, wzburzona woda z zadziwiającą grą fal, innym razem meandrująca rzeka wśród trzcinowisk, torfowisk, drzew i pagórków. Jedna wielka euforia. Podczas tych ćwiczeń, jak i po, inaczej postrzegam przyrodę. Nieodgadnione kształty, niesamowita geometria przestrzeni. Można teraz poczuć jej głębię, spójność i harmonię z otoczeniem. Cudownie się ćwiczy. Teraz wyraźnie widać, jak korzystnie wpływają na mnie energie podczas ćwiczeń na świeżym powietrzu. Tu energia jest jeszcze silniejsza, subtelniejsza. Rzeczywistość w tym krajobrazie przyrodniczym zaczyna stawać się magiczna. Zdaję sobie teraz sprawę, jak mało wcześniej widziałem. Przecież mój wzrok był doskonały, a tu jeszcze się poprawia. W tych ćwiczeniach widzę możliwości polepszenia się mojego słuchu, jak i innych narządów zmysłów. Wzbudzając tym tańcem wokół siebie harmonijne energie, zdaję sobie sprawę, jak to ważne jest dla poprawy warunków życia ludzi na Ziemi. W ten sposób zgodnie z prawem rezonansu pobudzam harmonijne drgania wśród innych istot. Teraz wiem, że ćwiczenie lecącego żurawia w grupie musi być bardzo dużą siłą oddziaływania. Harmonia w psychice, pobudzana przez charakterystyczne ruchy podobne do Żurawia, ma zapewne decydujący wpływ na osiągnięcie satysfakcji z życia. Bo myśli wtedy stają się spójne. Zaczyna klarować się to, czego się chce. Nowe powołanie, zadanie do wykonania w tym życiu, cel staje się jasny. W moich myślach pojawia się chęć odnalezienia jeszcze innego stylu qigong, który pomógłby mi, udoskonaliłby umiejętność podróżowania poza ciałem, eksplorowania innych wymiarów rzeczywistości. Zapewne lecący żuraw ułatwi mi oddzielanie się od ciała fizycznego. Jednak na pewno musi istnieć taki rodzaj qigong, który pobudzałby specjalne punkty, meridiany, czakramy odpowiadające za te umiejętności. Jeśli takiego stylu nie ma, to trzeba będzie taki stworzyć. Tak jak są ludzie, którzy energię qigong wykorzystują do walk, chodzenia po szkłach, łamania stalowych prętów głową, czy uzdrawiania, tak ja chciałbym wykorzystać tę energię do wielowymiarowych podróży w czasie i przestrzeni. Cudownie by było być inicjatorem odmiennego sposobu wykonywania eksterioryzacji świadomości poza ciało. Dotychczas spotkałem się z metodą synchronizacji półkul mózgowych za pomocą płyt i kaset z Instytutu Roberta Monroe'a. No cóż, specjalnymi dźwiękami można pobudzić różne stany świadomości, jednak jakże by było wspaniale, gdybyśmy się uwolnili od sprzętu elektronicznego i potrafili swobodnie w różnych warunkach oddzielać się od ciała.

 

18.02.2004

 Niby dziwny zbieg okoliczności, harmonijne dogranie się równoległych partii rzeczywistości. Jest mój 11-sty numerologiczny rok. Możliwość rozwoju osobowości, wzniesienie swych ciał na wyższe pola energetyczne, a co za tym idzie, 13-sty miesiąc numerologiczny oraz 31-wszy dzień numerologiczny. A więc według nauk kabalistycznych, numerologicznych, przemiana osobowości: zmartwychwstanie do wyższych symfonii energetycznych. Jakby jednym słowem mówiąc, układ wibrujących liczb przemawia za możliwością wysokiego skoku kwantowego mej świadomości do rzeczywistości duchowej. Czy to przypadek, że dopiero trzeci raz wyszedłem na świeże powietrze w teren, aby ćwiczyć żurawia, a tu nagle spotkanie z towarzystwem Różokrzyża, Białego Bractwa, Zespołu Chrystusowego? Wielki interwał, tunel czasoprzestrzenny, wielka możliwość: lecący żuraw dostraja mnie do sytuacji najbardziej odpowiednich dla mego rozwoju duchowego. Wreszcie spotkałem się z ludźmi na poziomie, bo dotychczas byli to bioenergoterapeuci, radiesteci, numerolodzy, buddyści, członkowie Czaitanii, astrolodzy. A tu nagle te towarzystwo, które studiuje nauki okultystyczne i zajmuje się praktyczną przemianą siebie, transfiguracją, alchemią swej świadomości.

Tak czy siak, od dziesięciu lat mam styk z tymi naukami wśród krewnych i bliższych znajomych. To stąd wypłynęła, przelała się na mnie wiedza teozoficzna, okultystyczna. Jednak nigdzie indziej nie mogłem znaleźć ludzi o podobnych zainteresowaniach. Czyżby to było efektem ćwiczeń qigong, że znalazłem teraz takich ludzi? Myślę, że tak. To one wywołują w mym ciele i polu energetycznym drgania, poprzez które łączę się z ludźmi dla mnie najbardziej odpowiednimi. Zaczyna być coraz bardziej ciekawie.

 

27.02.2004

Nie wiem, kiedy to się dokładnie stało, ale pryska jak bańka mydlana moje zamknięcie się na otoczenie. Podczas gdy wcześniej przez moje życie przeciągała się nieśmiałość w kontakcie z ludźmi, tak teraz jakoś to się zmienia. Zauważyłem, i to z pozytywnym zdziwieniem, że moja najsłabsza strona psychiki ulega transformacji. Tak jak wcześniej wśród ludzi, w ogóle nie miałem odwagi wypowiadać się na jakiś temat, bo zazwyczaj wtedy gdzieś błądziłem nieświadomie i świadomie myślami, tak teraz, gdy jest więcej ludzi, potrafię się wypowiadać i żartować. Po prostu zaczynam być sobą. Czyż to nie piękne? Ma izolacja, która była przyczyną częstych depresji, nagle gdzieś ulatuje. Pamiętam, jak kiedyś trudno mi było rozmawiać z osobą płci przeciwnej, ze względu na sporą dawkę nieśmiałości, a zarazem być może jakieś podświadome uprzedzenia. Jednak teraz jakoś to się zmienia. Dłuższa koncentracja na wyższych czakramach, w tym przede wszystkim serca, trzeciego oka i szczytu głowy podczas ćwiczeń lecącego żurawia sprawia, iż nagle zaczynam się czuć współobywatelem tej materialnej rzeczywistości. Ale zmiana. Myślę, że na pewno pociągnie za sobą uzdrowienie na poziomie cielesnym, a mianowicie poprawi mój słuch. Nie wiem jak to się dzieje, ale rozumienie nauk ezoterycznych, różokrzyżowców ogromnie wzrasta. Czuję w sobie coraz większy spokój. Coraz bardziej zgłębiam się w rzeczywistość. A, więc pojawia się to, za czym tak często się uganiam, a zarazem to, co jest spełnieniem mych marzeń, sensu życia. Zdaję sobie sprawę, iż qigong u każdego inaczej może zadziałać. Dokonuje on zmian na poziomie rozwoju danej osoby, transformuje jej psychikę, polepsza stan zdrowotny ciała i otwiera horyzonty na samorealizację jednostki zgodnie z jej przeznaczeniem.

 

5-12.03.2004

Jestem na obozie qigong. Wokół mnie góry Beskid Śląski. Stoję na styku trzech granic: Polski, Czech i Słowacji. Jest tutaj mnóstwo śniegu, jedna wielka kraina zimowa. Pierwszy raz widzę, aż tak duże ilości śniegu, i to w górach. Odbywają się tutaj medytacje, ćwiczenia ruchome i stojące lecącego żurawia. Wreszcie na własne oczy widzę prawidłowo wykonywany ten styl. Dużo trzeba wprowadzić korekt. Teraz to zupełnie inaczej wygląda. Ruchy są płynne, elastyczne, w wielkim stanie rozluźnienia i koncentracji. A do tego dochodzi ćwiczenie w dużej grupie ludzi. Wielka koncentracja energii, proces oczyszczania swego umysłu, emocji, a zarazem ciała. Są tu olbrzymie możliwości. Nagle poczucie jedności z ludźmi i naturą staje się realne. Jest cudownie. Okazuje się, że qigong to życie, to ciągłe sterowanie energią qi, praca nad nią zgodnie z sobą i z otoczeniem. To nauka życia w harmonii z wszystkim i z niczym. To praca zgodna ze swoimi umiejętnościami, zainteresowaniami, wykonywana z chęcią. To przyjazne rozmowy, kontakty z ludźmi. To odnalezienie swego miejsca, powołania, sensu życia. To zaniknięcie pogoni jedynie za zyskiem, za złudnym szczęściem w bogactwie materialnym. Praca nad qi w formie lecącego żurawia sprawia, że wchodzimy w stan ukojenia, oczywiście zgodny z poziomem rozwoju danej jednostki. Nagle pojawia się Teraz, stan ciszy, a przywiązania do wszelkich aspektów przeszłości i pogoń za odległą przyszłością zanikają. U jednych to zachodzi mocniej, u innych słabiej. To wszystko zależy od jednostki. Niesamowite jest to, iż praca nad qi, harmonizowanie jej w swoim ciele, sprawia, iż wszelki zamęt, pęd w stanie stresu zanika. To jak wejście do nieba, do raju. Podczas ćwiczeń w grupie lub samemu, widzę nieraz jak wyzwalają się potężne oczyszczające i zasilające energie w postaci barw i innych form odczuć. Czuję, że warto jest uczyć ludzi tego stylu. Postanawiam dalej udoskonalać się w tych ćwiczeniach, kreacjach ruchu. W trakcie ćwiczeń w grupie wyczuwam czasem obecność inteligencji kosmicznych obserwujących ćwiczących z zaciekawieniem. Ćwiczenie qigong to nauka odczuwania energii i kierowania jej odpowiednio do różnych miejsc. To proces oczyszczania nie tylko ciała fizycznego, ale i uspokajania toku emocji i myśli. Przez niektórych jest on wykorzystywany do osiągnięcia stanu poczucia czystej energii bez formy, stanu oświecenia, Buddy. To wyzwalanie wokół siebie takich wibracji energetycznych, które rezonując z otoczeniem, z sytuacjami życiowymi wytwarzają zdarzenia ukierunkowujące daną jednostkę na ten stan zrozumienia, nirwany.

Wszystko dzieje się tak jak powinno. Pewne sytuacje kryzysowe, zupełnie inne spojrzenie różnych osób uzmysławiają mi, że nie ma dobra i zła. To wszystko ułuda, iluzja. Wszelkie ideały, najpiękniejsze rzeczy w mym umyśle są nieraz widoczne przez innych jako coś najgorszego, złego. Miłość do Boga, jakakolwiek forma religii z jednej strony uznawana za szczyt, ideał życia, jednak w innym aspekcie rzeczywistości postrzegana jako przyczyna zniewolenia, niewiedzy, walki z sobą. Miłość do ojczyzny, honor, szczytny ideał, obrona bliźnich, a z drugiej strony przelewanie krwi, zabijanie innych ludzi, sianie lęku, strachu, zamętu. Idealizowana miłość jedynie do jednej kobiety ofiarowana do końca życia, bycie tylko z nią, w innym aspekcie jest niewolą, zazdrością, wzajemnym ograniczaniem się, wewnętrznym skłóceniem. Cokolwiek byśmy robili, jest dobrem i złem, jest tym najlepszym i najgorszym. Ale tak naprawdę niczym. To wielka ułuda, maja. Jakiekolwiek analizowanie, krytykowanie rzeczywistości, zdarzeń, postępowań osób jest w gruncie rzeczy skazaniem siebie na ułudę, na subiektywny obraz rzeczywistości, a więc na coś, czego tak naprawdę nie ma. To był dla mnie szok. Przecież wcześniej o tym wiedziałem, no, ale zdarzenia starają się coraz bardziej mi to uświadomić, nie tylko w formie wiedzy teoretycznej, ale i w formie praktycznej. Zaczynam trochę inaczej patrzeć na świat. Teraz to staje się jasne, że wszechświat jest czystą energią, która krystalizuje się na różne możliwe sposoby i to zgodnie z naszymi zamierzeniami, poglądami. A więc nie widzimy tego, co jest, lecz to, czego nie chcemy, lub chcemy żeby było. W tym olbrzymim stanie szoku, skoku kwantowego, zdezorientowania uzmysławiam sobie, iż w każdym zdarzeniu można zobaczyć jego przeciwieństwo. Ze wszystkiego można zrobić odwrotność, co świadczy o naturze iluzji wszechświata. Mało tego, czas i przestrzeń również zanika. To również maja. Bo przecież gdziekolwiek byśmy byli, zawsze możemy się przenieść myślami w inne rejony wszechświata i odczuwać tamtejsze struktury energetyczne. I tak na przykład można medytować we własnym pokoju, jak również równolegle w dowolnie wybranym miejscu mocy. Można tego dokonać w wyobraźni. To naprawdę działa. Mało tego, można przenieść się w czasie do dowolnej sytuacji życiowej, kiedy to miały miejsce gwałtowne zmiany. I to w tym celu, by natrafić na zakrzywienie czasoprzestrzeni, a zarazem znaleźć się w sytuacji dającej ogromne możliwości. A są one przeróżne, zależne od naszych zapotrzebowań. Jedni mogą doznać oświecenia, poznać iluzję natury rzeczywistości, a inni otworzyć na szeroką wiedzę z wielkiego banku informacyjnego wszechświata. Jeśli w każdym momencie życia można swoją świadomością przenieść się do przeszłości, a nawet przyszłości, jeśli w każdym miejscu można przenieść się do dowolnego wybranego przez siebie miejsca, to wtedy możemy sobie uzmysłowić, że w każdym punkcie czasoprzestrzeni jest wszystko i nic. A więc, na co ten wielki pęd, przywiązania, emocje, strach przed czymkolwiek? Ważne jest to, że po prostu jesteśmy. Świadomość. Wu wei.

 

21.03.2004

 

 Nagle zaczynam sobie uzmysławiać siedzący we mnie ukryty, trudno dający się zauważyć smutek. Skąd on pochodzi? Nie wiadomo. A może jakoś do przyczyny dojdziemy. Spróbujmy. Skąd ten brak spontaniczności, radości, euforii, która zazwyczaj przejawia się w moim życiu. Jest we mnie spokój, większe opanowanie, zrównoważenie energetyczne (działanie qigong), no, ale gdzie jest ten uśmiech na twarzy? Dlaczego jego nie ma? Chyba jednak wiem, o co chodzi? Trzeba po prostu być sobą. Nie kimś innym, nie swoim guru, nauczycielem, rodzicem, księdzem, papieżem, Buddą, lecz sobą. Gdy próbujesz naśladować kogoś, upodobnić się, wówczas żyjesz jedynie fikcją, wyobrażeniem i stoisz w miejscu. Bo tak naprawdę wiedzę osób, z którymi się stykamy, nawet będących dla Nas wielkimi autorytetami, nie odbieramy obiektywnie, nie odbieramy taką, jaka w swej istocie jest. Ich doświadczeń życiowych, zrozumienia, nie można ot tak sobie przywłaszczyć, bez ich transformacji na swój własny sposób postrzegania rzeczywistości. Próba bycia kimś innym jest tak naprawdę byciem nikim. To bycie z fikcją w fikcji. To jest prawdziwa iluzja, maja, a nie jakieś zdarzenia, które wokół nas się toczą, czy inne zjawiska. One istnieją naprawdę, lecz my ich zazwyczaj nie obserwujemy czystym umysłem, ale żyjemy w świecie wyobraźni, imaginacji. No, ale jak to się ma do mnie? Gdzie ta próba bycia kimś innym, naśladowania?....Aha! Tkwi ona w chęci odrzucenia tej przemijalnej i złudnej rzeczywistości, określaną tak przez członków Zakonu Różokrzyżowców. Oni to uznają ten świat, koło wcieleń po tej stronie, ale i zarazem po drugiej, jako świat przemijalny, nic nie warty, bo będący sednem zniewolenia i cierpienia. I chcą urzeczywistnić tak zwaną śmierć chrystusową, śmierć swej osobowości, swoich wszelkich pragnień zmysłowych, czy to cielesnych, czy nawet umysłowych, w tym celu by przejść do nieprzemijalnego świata Boga, nieruchomego królestwa niebieskiego....Wiem, że ten świat istnieje. Znajduje się on w siódmej sferze kosmicznej. Jest tam jedynie miłość, wspólne braterstwo kosmiczne, jedność, ukojenie. No, ale samo pragnienie tego, wyobrażenie sobie jest pewną formą iluzji, idei, która zderza się z tutejszym światem. Wiem, że to jest to, że ich działalność jest wielka, na wysokim poziomie. No, ale przekroczenie tych sześciu sfer i dostanie się do siódmej przestrzeni kosmicznej jest bardzo trudnym zadaniem.

 

KOMENTARZ

 

Kolejna forma religijna, tym razem Zakon Różokrzyżowców Rosenkreus z Holandii, wprowadziła mnie w złudzenie, iż najlepszą drogą życiową jest przekreślenie tego życia na Ziemi i w innych światach energetycznych, oraz wkroczenie w świat boski. Wychodzi on z założenia, iż ten świat jest formą szatana, niewoli. Twierdzi, iż poprzez czysty Umysł, wyciszenie, transmutację, wykorzenienie sześciu „niższych” sfer energetycznych, a więc wszystkich oprócz świata boskiego jest najlepszą drogą, a wszystkie inne są złudzeniem. Ale czy tak naprawdę to nie kolejny absurd? Bóg, emanacja nieskończoności przenika przecież każdą cząstkę materii, wszystko. My w Nim jesteśmy, my Nim jesteśmy. Nie ma drogi do boskości, nieskończoności. Ona jest. Nie ma też tego zła, okropności w tym świecie, jak twierdzą ci Różokrzyżowcy. Świadomość boska to nie zrezygnowanie ze wszystkiego, co materialne i wkroczenie w samą esencję nieskończoności. To tak naprawdę bycie Tu i Teraz. To teraz jesteśmy w tej nieskończoności. To nie jakieś inne miejsce, lecz inny stan świadomości. A wszelka materia to przecież czysta energia. Wszędzie przejawia się Bóg, doskonałość. Nie ma do niej żadnej drogi. Ona po prostu jest. Nie ma, co ulegać złudzeniu, że jakaś materia jest w oddzieleniu od boskiej energii. Ona w niej jest, a nawet tym jest. Tak, więc cieszmy się życiem na tej Ziemi. Bawmy się, radujmy, kochajmy nawzajem, odkrywajmy, twórzmy, czy to tu, czy w innych strukturach energetycznych, równoległych światach, ze świadomością, że wszystko jest doskonałe i wszystko przenika boska świadomość. Tak naprawdę, to my wszyscy nią jesteśmy.

 

Tu trzeba uważać. Bo nie można urzeczywistnić sfery prawdziwej Istoty, przekreślić swych marzeń, pragnień zmysłowych, działalności na sześciu niższych poziomach energetycznych w wyniku przeczytania jakiejś książki, w wyniku namowy innych osób, czy z tego powodu, że tak wypada, że jest to coś najwznioślejszego. Powinno to tak naprawdę wynikać stu procentowo z siebie, z własnych doświadczeń. Bo inaczej nie będzie się sobą, próbując być kimś innym, lepszym, wyższym, i w ten oto sposób możemy nieźle wpaść w wielką formę iluzji, że robi się coś wielkiego, albo, że jest się w stanie nirwany. Nie można iść na skróty i od razu realizować takie wielkie czyny. Nie można tego dokonać na podstawie wyobrażeniowych doświadczeń wziętych z książek, czy od ludzi, lecz z własnych, które możemy w pełni zrozumieć, odczuć na sobie.

I tak, kiedy byłem mały, odrzuciłem kościół katolicki, gdyż dowiedziałem się o jego zbrodniach, jakich dokonywał w przeszłości, ale i zarazem teraźniejszych, nieźle ukrytych, do jakich się pcha. Tą dzisiejszą formą tortury jest niewolnictwo umysłowe. Poniżanie ludzi, straszenie ich przed nieznanym, trzymanie w niewiedzy o wielowymiarowości przestrzeni kosmicznej, istnieniu nieskończonej ilości różnych inteligentnych istot kosmicznych, o naszych zdolnościach, ukrytych talentach kreacji różnych rzeczywistości. Odrzuciłem tę formę religijną ze zrozumieniem, z doświadczenia życiowego. I tak natknąłem się na kolejne formy religijne. Prawda, że miały już duży zasób informacji o innych rzeczywistościach, o zachodzącym zjawisku reinkarnacji, prawie przyczyny i skutku, o naszych zdolnościach metafizycznych, jednak nadal przejawiało się w nich, w różnych formach, niskie poczucie własnej wartości, uzależnienie od guru, bóstw. Mówię tu między innymi o różnych odmianach buddyzmu, ruchu Hare Kryszna, Misji Czaitania. Wchodząc w ten świat religijny odrzuciłem różne wyimaginowane wyobrażenia (grzech, diabeł, anioły, piekło), różne okowy, przekonania, no, ale jeszcze tkwiłem w bardziej subtelnych. I to wcale nie było złe, ani dobre, po prostu było to potrzebne. Jakby pewien etap w życiu, pewna klasa w szkole, której nie można przeskoczyć. I pewnego razu zauważyłem, że w tym jest coś nie tak, gdyż kryją się tutaj i we wszelkich praktykach religijnych różne formy naśladownictwa, próby bycia guru, nauczycielem, a więc kimś innym. W między czasie zgłębiałem tajniki okultyzmu, nauki teozoficzne oraz poglądy różokrzyżowców z Kalifornii pod kątem budowy różnych światów, wymiarów, przyczyny i istoty funkcjonowania wszelkich zjawisk. Chciałem to wszystko jak najgłębiej poznać, zarówno w formie intelektualnej, ale i praktycznej.

No, ale wtem zobaczyłem na własne oczy, czym jest te braterstwo z Holandii, do którego wstąpiłem. Czego ono się domaga? Zauważyłem, iż chodzi im nawet o odrzucenie poznawczej drogi intelektualnej, o odrzucenie tego świata, nie angażowanie się w niego. I stąd wtargnął smutek, bo z jednej strony chciałoby się to urzeczywistnić, ze względu na wzniosłe, wysokie aspiracje tego zakonu i przyznanie im „racji”. Jednak jak oni to twierdzą, ta podstawa życiowa musi wynikać całkowicie z własnego doświadczenia. Prawdą jest, że już wiele form zaangażowania w ten świat ze mnie odpadło, jak chociażby na przykład chęć realizowania kariery zawodowej, jako płetwonurek. Jednak nadal we mnie tkwi w dużej części chęć poznawcza wyższych wymiarów energetycznych, zarówno poprzez książki, jak i w drodze podróży wielowymiarowych, na podstawie własnych doświadczeń. I właśnie tam chcę zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje, jakie prace wykonują różne inteligencje, w jakim celu to wszystko podąża. Chcę jeszcze głębiej poznać naturę tego wielowymiarowego, choć przemijalnego świata. Bo przecież ten świat jest tak ciekawy, a naśladowanie kogoś jak na przykład ludzi, którzy urzeczywistnili prawie śmierć Chrystusa, w braterstwie Różokrzyżowców jest w gruncie rzeczy formą ułudy, postępowania wbrew sobie i życiem w wyobraźni, próbą urzeczywistnienia fikcji. Mam wrażenie, iż większość ludzi, którzy chcą wyjść poza te koło wcieleń, kieruje się intencją wyjścia poza ten świat cierpienia, smutku. A przecież takie nastawienie jest już oceną emocjonalno-intelektualną, przyznaniem temu światu określonej etykietki, a mianowicie zła. A chyba jasne jest, iż nazwanie tego świata złem, źródłem ułudy jest pewnego rodzaju wyobrażeniem, subiektywnym obrazem rzeczywistości. Tak naprawdę nie istnieje, ani zło, ani dobro. Nic z tej natury rzeczywistości nie jest przyczyną smutku, cierpienia, bo to wytwór umysłu, ale raczej przekonania, nastawienie do świata. Nastawienie, ocenianie rzeczywistości w kategoriach dobra i zła jest uaktywnieniem złudnych myśli. A to przecież pociąga za sobą niemożność wyjścia poza koło wcieleń, poza przeszłość i przyszłość. Te prawdziwe Teraz tkwi raczej w czystym umyśle, mało tego, czynnym w różnych wymiarach, wszechświatach. Wydaje mi się, że nie chodzi w gruncie rzeczy o odejście z tego świata, by wyzwolić się z przemijalności, ułudy, co manifestuje się w różnych formach religijnych, ale raczej o nieprzywiązywanie się do tych aspektów rzeczywistości. Nie znaczy to, iż trzeba odgradzać się od pewnego zaangażowania w pracę w tych światach, jak to czynią ci Różokrzyżowcy z Holandii, ale o umiejętność jak najlepszego wdrożenia się w określoną czynność, a zarazem, gdy przychodzi czas, pozwolenie na odejście określonego aspektu rzeczywistości, nad którym się tak pracowało. Gdy pozwalamy różnym rzeczom, zjawiskom odejść i otwieramy się na kolejne, wówczas wszystko staje się piękne.

 

24.03.2004

To już jest jasne, iż ci różokrzyżowcy z Holandii stworzyli kolejną doktrynę, przekonanie religijne. Prawda, że mają duży zasób wiedzy na temat nauk, o różnych ciałach energetycznych i misteriach, jednak nadal wchodzą w świat ułudy, iluzji. Chociaż różnią się od innych religii wewnętrznym spokojem, wolnością od nałogów zmysłowych, jednak nadal stwarzają podobną indoktrynację. Tak jak w chrześcijaństwie jest zło, szatan, tak w buddyzmie, wedantyzmie, a nawet u różokrzyżowców jest świat cierpienia, zła, przemijalności. Braterstwo te, uznając to wszystko za szatana, twierdzi, że trzeba się tego świata wyrzec poprzez zaprzeczenie jego istnienia, a zarazem swego ja. A wiadomo mi już, że zło to wytwór umysłu. To forma iluzji, ułudy.

 

KOMENTARZ:

 

Różne systemy religijne wmawiają ludziom, iż materia jest „be”. Iż prawdziwe szczęście osiągną wtedy, gdy ją odrzucą. Gdy zanurzą się jedynie w świecie ducha. A to czysta kontrola ludzkiej siły, mocy. Ludzie nie uznając materii, negując ją, nie zrobią nic. Jakże mogą z takim nastawieniem w ogóle cokolwiek stworzyć? Jak chociażby ład na Ziemi? Cudowną kulturę, harmonię poprzez różne dzieła twórcze? Bo w czym niby Boskość się wyraża? Czyż nie w materii? Czyż nie rozumiesz, że wychodząc poza materię, stajesz się teoretykiem. Wmawia się wtedy Tobie, że wkraczasz wtedy w świat prawdziwy, a tak naprawdę zanurzasz się w świecie iluzji. W świecie symboli, mantr, idei, słów.

 

Mało tego. Podobnie jak w innych religiach tworzy się nieskończonego boga, trwałe niebo, tak w tym braterstwie nieruchome królestwo niebieskie, szambalah, a to w tym celu by znaleźć spokój, by uciec od istnienia w tym świecie przywiązania, bólu z powodu ciągłych końców różnych pożądanych rzeczy, zjawisk.

 

A przecież życie to nie dążenie do ostatecznego sukcesu ekonomicznego, politycznego czy religijnego, lecz nieskończona nauka, spiralna linia rozwojowa bez przywiązywania się do jakichkolwiek aspektów rzeczywistości.

 

Niestety często nie zdajemy sobie z tego sprawy, że wszelkie formy religijne, sekty mające określony zestaw przykazań, praw, według których żyją, są przyczyną rozdwojenia siebie, wewnętrznych sprzeczności. Z jednej strony nasze potrzeby, rozumienie, z drugiej konieczność przestrzegania określonych zasad utworzonych przez guru, czy instytucję. Takie naśladowanie, dopasowywanie siebie do listy nakazów jest działaniem wbrew sobie, na siłę. Chciałoby się inaczej, sprawdzić inne możliwości, warianty zdarzeń, ale nie wypada, czy nie wolno. Jednak wiadomo z psychologii, że to, co zakazane lepiej smakuje. Inaczej mówiąc, nadmiar jang przeradza się w jin. Życie według surowych nakazów, poprzez ślubowanie, przysięganie odpowiedniej moralności jest wielką niewolą. Czyż nie lepiej sprawdzać te tak zwane „niemoralne” czyny, jak oddziałują na Nas. Przecież wtedy z własnego doświadczenia, ze zrozumienia, będzie o wiele łatwiej postępować, zgodnie z określoną zasadą. A tak naśladowanie czyichś postępowań, jakiegoś wybranego autorytetu bez wewnętrznej wiedzy, czucia jest byciem, życiem według fikcji, wyobrażeń, a więc przejawianiem się w świecie iluzji, co czyni się we wszystkich religiach i sektach. Jest to pewną formą narkotyzowania się, faszerowania wyobrażeniami bóstw, nieb, piekieł. Jest ucieczką, formą bezczynności, wejściem w świat pustki, tak zwanej nirwany, a przecież wszechświat jest pełen wielowymiarowych inteligencji, istot kosmicznych, światów, w których można rozwijać się, doświadczać.

 

31.05.2004

Skorupa wszelkich moich nawyków, przekonań pęka, rozpada się na mniejsze fragmenty. Początkowo chrześcijańskie uwarunkowania, potem kolejne ulegają rozluźnieniu i stopieniu w coraz bardziej harmonijną całość. W pewnym sensie padły też w mym sercu nauki buddyjskie, misja czaitania, zakon różokrzyżowców z Holandii. Jednak pozostała w mej świadomości esencja tych doświadczeń, którą sobie cenię. Teraz rozumiem, że wszelkie formy religijne, których jest tysiące, stanowią inny język tej samej przemiany świadomości, tylko, że na przeróżnych częstotliwościach, pasmach rozumienia, czy czucia. I tak niby jestem już wolny od tak dużej warstwy różnych doktryn, lecz przede mną być może nieskończona droga uwalniania się od kolejnych nawyków myślowych, lecz tym razem czysto logicznych, czy naukowych. Zaczyna przede mną coraz jaśniej wyłaniać się moja droga życiowa, którą tak naprawdę to ja tworzę. Zaczynam rozumieć, że to my wybieramy swoje powołania, a nie ktoś inny. Mamy decydujący wpływ na swoje życie.

Pewnego razu qigong, który uprawiam uległ znudzeniu, spowszednieniu. Ruchy stały się automatyczne. Kilka dni i nocy miałem gorączkę, więc przerwaniu uległ proces ćwiczeń. Ale wtem, wyłonił się nowy kierunek, znaczenie tańca lecącego żurawia, a mianowicie przygotowanie do eksterioryzacji.

Różne zdarzenia, jak udział w Międzynarodowym Kongresie „Życia po śmierci”, nauka matematyki, fizyki, doprowadzanie do ładu mojej pierwszej książki uzmysławiają mi, iż wszystko podąża ku nowym otchłaniom rzeczywistości, ku mym podróżom poza ciałem. Lecz aby tej sztuki się nauczyć, muszą padać kolejne bariery psychologiczne, wszelka niewiara w swoje możliwości. Podczas eksterioryzacji już wszelkie prawa zanikają. Wszelka wiedza tutejszego życia, tworzy pewnego rodzaju łańcuchy, niepozwalające kroczyć ku nieznanym rzeczywistościom. To, że coś jest twarde, ciekłe, szybkie, rozległe, tutaj poza ciałem jest fikcją. To skutek mniejszego oporu rzadszej materii, drgającej na wyższych częstotliwościach. Stąd trzeba rzucić, przetransformować wszelkie przekonania, co do istoty różnych zjawisk, aby nie stały się przeszkodą w czasie tej rozległej, ekscytującej podróży. Bo tak jak pomyślisz, tak tam będzie. A często są to nasze elementy lęku przed nieznanym, które tak szybko się materializują.

Co zrobić, by podróże w równoległych wymiarach stały się realne i świadome? Zapewne ma świadomość musi ulegać transformacji. Musi rosnąć przekonanie w moje niesłychane parapsychiczne zdolności. No, ale jak tego dokonać? No cóż, trzeba wykorzystać harmonijne właściwości lecącego żurawia, którego można stosować właśnie w celu naprawy, udoskonalenia funkcjonalności swojego ciała fizycznego, astralnego, mentalnego i wyższych. One w gruncie rzeczy są moim wehikułem, pojazdem kosmicznym, którym poruszam się tu i tam. Tak, więc taniec żurawia wykorzystuję teraz do zmiany częstotliwości moich wyższych ciał na wyższe drgania, tak abym mógł świadomie eksplorować inne formy rzeczywistości.

 

12.06.2004

Na różnych poziomach egzystencji promuje się Nam styl życia opierający się na znoszeniu różnych cierpień, na poczuciu małostkowości, bezsilności. Przykładowo źródłem takiego podejścia do życia jest religia katolicka. W wypowiadanych modlitwach, obrzędach, symbolach kryje się strach, lęk, cierpienie. Wszędzie niemal kultywuje się krzyż, śmieć Jezusa, jednym słowem ból, a zarazem marność nad marnościami.

Z innej strony rodzice mówią Nam dzieciom, jak mamy postępować, ukierunkowują Nas na pewne tory rzeczywistości według ich sposobu rozumienia rzeczywistości. No i my dzieci, jak mamy być szczęśliwi, skoro robimy wiele rzeczy wbrew sobie, skoro wciska nam się lęk przed wszystkim, przed nieznanym i zastrasza karą. No cóż, ta troska to czysty lęk, który wciska się dzieciom już od samego narodzenia. Początkowo dzieci są niewinne, pełne radości, bez poczucia zła, czy dobra, pełne twórczości, zdolności paranormalnych. Jednak presja społeczeństwa, rodziców, nakazy, zakazy nie pozwalają im być sobą i ujawniać tych zdolności. Tłumi się ich żywotność mięsem, słodyczami, lekami chemicznymi. Proste słowa rodziców: „To nie istnieje” – przykładowo duch, inne światy energetyczne, „To niemożliwe” – jak chociażby przejście bez oparzeń przez ogień, czy bycie zdrowym pomimo jakichkolwiek warunków meteorologicznych, czy nawet zrealizowanie jakiegoś marzenia, sprawiają, że tak się dzieje. No cóż, wszelkie myśli, przekonania rodziców przechodzą na dzieci i realizują się. A one mają niesłychane zdolności. Widzą aury energetyczne, różne duchy, potrafią dokonywać różnych cudów, przenosić się w czasie i przestrzeni, mają wgląd do innych wymiarów energetycznych, nieskończonej wiedzy, jednak wszelkie te talenty są tłumione nie tylko przez rodziców, ale i telewizję, gry komputerowe, kolegów i koleżanki w szkole, czy nawet samą religię. Postępowanie wbrew sobie, jakikolwiek konflikt wewnętrzny wywołuje w nich niezrównoważony stan energetyczny i wszelkie te możliwości nagle ulegają zatraceniu. Niemal wszędzie promuje się walkę o wygraną, przemoc czy to pod postacią zabawek, gierek wojennych, rywalizacji sportowej, czy nawet szkolnej o to, kto jest lepszy. Nagle w świat dziecka wprowadza się podział na dobro i zło, lepszego i gorszego, silniejszego i słabszego, a to wywołuje we wnętrzu konflikt, a zarazem powoduje zatracenie spokoju wewnętrznego, który jest nieodzownym warunkiem zdolności paranormalnych. W bajkach są przecież postacie tak zwane dobre i złe. Ukazywane są konflikty, walka ze złem jako wzór godny naśladowania. A wszelka walka to nic innego jak agresja, różne emocje, otępiające nasze zdolności metafizyczne.

Postępowanie wbrew sobie istnieje, więc nie tylko podczas praktykowania religii, sekt, czy utartych schematów, szlaków, ale w ogóle w niemal każdym momencie naszego życia. I tak rodzice niby troszczą się o Nas, pouczają, ale tak naprawdę przytłumiają, przytłumiają nasze nieograniczone zdolności, możliwości, poniżają nasze poczucie wartości. „Zrób tak”, „Nie rób tak”, „Mówiłem, że to się nie uda”. Wszystkie te pouczenia to po prostu poniżanie innych. I tak, nie jesteśmy tym, kim chcielibyśmy być, lecz tym, co jest narzucone przez ojca, matkę, czy szkołę. To stąd brak poczucia szczęścia. Choćby nie wiem, jaką ktoś by miał wiedzę, doświadczenie, nie może on jej ot tak sobie przekazać komuś. Bo to jego wizja, subiektywne spojrzenie, które dla kogoś innego jest abstrakcją, czymś martwym, jedynie słowem. Jedynie postępowanie zgodnie z sobą sprawia, iż jesteśmy przepełnieni wigorem, witalnością. Jednak autorytet kryje się niemal wszędzie, czy to w szkole, czy w reklamach, polityce, nauce. Realizujemy wizje, pragnienia rodziców, producentów wszelkich artykułów spożywczych, czy materiałowych. Wykonujemy to, co chcą politycy, nauczyciele. Może często Nam się tego nie chce, jednak pod presją społeczeństwa wnikamy w ten system manipulacji, agresji, walki z kimś, czymś lub z samym sobą. Jest on prawie wszędzie. Mówi jak mamy się ubierać, mówi, co jest dla nas dobre, zdrowe, co przyniesie Nam radość. Wciskają Nam kit, że jeśli zagłosujemy na kogoś, na jakąś partię, wówczas już będzie cudownie. Wmawia się, iż aby jakoś przeżyć w tym życiu, trzeba uczyć się w szkole. Tak, więc na siłę, od niechcenia, wbrew sobie udajemy się do szkoły i robimy to, czego nie lubimy. Terror emocjonalny dodatkowo pojawia się w samej szkole. Zastraszanie złymi ocenami, walka o pozycję, wszystko to wprowadza w życie dzieci strach, który już nie pozwala na dokonywanie rzeczy niemożliwych. Ileż tu walki. Ranne wstawanie, zajęcia, po szkole nauka, w przypadku dorosłych praca. Jedna wielka udręka. Nie chodzi o to, iż materiał jest nieciekawy, choć często tak jest, ale że trzeba się go uczyć na zawołanie i to na komendę, na określony termin. I tak, trwa przez całe lata nauka, a raczej wkuwanie na pamięć różnych informacji, które na dany obecny czas życia nie są potrzebne, nie są w centrum zainteresowania. Z jednej strony pała, z drugiej uwaga, wszędzie zastraszanie. Czy to jest przyjemne? W takich okolicznościach może odechcieć się uczyć, pomimo tego, że jest to tak interesujące.

Rzeczywistość jest w pełni odzwierciedleniem naszych myśli. Wszystko, co się dzieje jest wynikiem naszego nastawienia do życia, przekonań. Jeśli ktoś ciężko pracuje, to tylko, dlatego, że jest przekonany o tym, że to jest naturalne, że tylko tak można zdobyć pieniądze i przetrwać, albo, że takie są już czasy. Po cóż się męczyć, tak ciężko pracować na cokolwiek. Jeśli pomyślisz, że zawsze masz farta, że wszystko wychodzi, sprzyja Ci, gdy pomyślisz, że praca to przyjemność, która nawet wzmacnia Cię energetycznie, wzbogaca w ciekawe zdarzenia, wówczas tak się stanie. Jeśli myślisz, że tak być nie może, że musisz męczyć się w szkole, pracy, w trudnych warunkach w domu, w rodzinie, to tak będzie, bo tak myślisz.

 

Musisz wiedzieć, że to Ty jesteś malarzem swego życia i nie ma tu żadnych granic. To Ty je stwarzasz. Naprawdę wielka potęga w Tobie tkwi. Czas w końcu cieszyć się życiem!

 

Na co Nam telewizja, w której tyle przemocy, nędzy, smutku, problemów. Te obrazy przecież pozostają w umysłach, i chcąc, czy nie chcąc, tworzymy sobie tego typu życie. Każda myśl, którą przetrzymujemy w umyśle to afirmacje, projekty życiowe na przyszłość. Czyż nie lepiej odstawić na bok te odbiorniki telewizyjne i żyć własnym życiem, tworzyć je na swój własny wymarzony sposób? W telewizji, w kinach pokazywana jest głównie przemoc, dramat, problemy, walka, ciągle coś nie tak. Czy chcesz mieć takie życie? To dlaczego je w ten sposób sobie wizualizujesz? To nie przypadek, iż wtedy jesteś uwięziony niby z konieczności w beznadziejnej sytuacji życiowej. Wszystko czemu poświęcasz uwagę, czy to oglądając filmy, czy to czytając książki, czy po prostu sobie wyobrażając, wszystkie te myśli realizują się w twoim życiu.

I tak przez wiele lat od dzieciństwa wzrasta presja czy to od rodziców, nauczycieli, władzy politycznej, agencji reklamowych, lekarzy, czy w końcu guru, papieży, księży. To wszystko istnieje w tym celu, by Nas kontrolować, by zaszczepić w Nas lęk przed nieznanym. Bo gdybyśmy postępowali zgodnie ze sobą, naszymi doświadczeniami, z miłością, wówczas władza nie miałaby kim kierować, na kim się wzbogacać. A po części obok władzy chodzi o pieniądze. To one są napędem strachu. Wmawia się Nam, iż bez pieniędzy nie da się żyć, iż jest wtedy nieprzyjemnie. No cóż, gdy tak się myśli, takie zdarzenia, takie życie się materializuje. A kto powiedział, że pieniądze, czy w innej postaci bogactwa, nie mogą spaść z nieba, jako dar od wszechświata? Tak naprawdę to wszystko jest możliwe. Ty wtedy czynisz innym dobrze, a wszechświat Tobie.

Warto sobie naprawdę uzmysłowić, iż jesteśmy Bogiem, który kreuje materię. Po cóż materializować obawy, lęki narzucane przez system? Czyżby bez pieniędzy, pracy, życie nie miało sensu i zmierzało ku śmierci? Czyż to nie absurd? Jest przecież natura, a pieniądze, środki do życia mogą do Nas spłynąć od znajomych, przyjaciół, czy wykonywanej przez Nas przyjemności. Wszystko, co sobie pomyślisz tak się stanie. Jeśli już myślisz, że coś jest niemożliwe, to tak będzie, bo tak myślisz. Po cóż się lękać o przeżycie i z tego na przykład powodu wykonywać pracę, co prawda przynoszącą spore zarobki, ale nieprzynoszącą zadowolenia, nauki? Dlaczego uczymy się tego, czego tak naprawdę nie chcemy? Wszystko się na górze robi, byśmy nie byli sobą. Tak, więc karmi się Nas od małego lękiem, który sprawia, iż wszelkie nasze wszechmocne zdolności paranormalne, zdolności wglądu we wszechwiedzę, zdolności wielowymiarowych podróży zanikają. Bo wdajemy się w kult materii, a zapominamy o aspektach ducha. A gdy komuś już naprawdę tego aspektu brakuje, to daje się jedynie próbki tych nieograniczonych przestrzeni kosmicznych pod postacią kreowanych nieb, piekieł, aniołów.

Kolejny system to nauka. Wiedza takich dziedzin naukowych jak przykładowo biologia, fizyka, chemia, astronomia jest podawana ludziom w bardzo skąpej zawartości. Są wystawiane oficjalnie jedynie takie informacje, prawa, wzory, aby czasem myśli i czyny ludzkie nie wyszły poza pewien schemat, by nie przekroczyły pewnej granicy, bariery. Nauka podaje tylko takie wiadomości, które utrzymują ludzi w małym, kontrolowanym światku, by czasem ludzie nie stali się wolni. Bo co by było gdybyśmy doszli do wniosku, że wszelkie prawa fizyki, które istnieją w naszym życiu, które są zaszczepiane w Nas już od samego dzieciństwa, nie zawsze się sprawdzają? Mówią, że to gorące, to zimne, to nieprzyjemne, to twarde, że to niemożliwe. Ale tak naprawdę to wszystko fikcja. Już teraz przeprowadza się doświadczenia fizyczne, które wykazują, iż wszelkie oficjalne podstawowe prawa się załamują, iż są one jedynie wynikiem naszego subiektywnego spojrzenia, naszych wspólnych sugestii, przekonań. Bo, co by było, gdybyśmy nagle do tego faktu doszli? Czyż byśmy nie stali się wszechmocni? Bo przecież można lewitować, chodzić po wodzie, ogniu, przenikać ściany, podróżować w czasie, odbierać telepatycznie informacje, stwarzać myślą materię, określone zdarzenia, poruszać obiekty myślami, budować takie silniki, urządzenia, które do funkcjonowania nie potrzebują energii z zewnątrz, mało tego, które nie zużywają się, a w dodatku oczyszczają powietrze, wody, ziemię. I tak można by było wymieniać bez końca. Można robić naprawdę wszystko. No, ale nie. Tak jak rodzice od dzieciństwa stawiają Nam granice, tak i naukowcy, politycy guru, mistrzowie duchowi. Izolacja od naszych zdolności, od robienia tego, co my czujemy, izolacja od wiedzy, iż cały wszechświat przepełniony jest przeróżnymi inteligencjami kosmicznymi, mieszkańcami różnych planet, ciał niebieskich, gwiazd, sprawia, iż kierujemy się agresją wobec innych ludzi, jak i siebie. Ona Nam już nie jest potrzebna. Jesteśmy w samej swej istocie doskonali. Mamy dostęp do wszystkiego, do wszelkiej wiedzy, umiejętności. Warto ją w sobie odkryć i zgodnie z nią postępować. W końcu zwróćmy uwagę na nasze najskrytsze marzenia. Nie na to, co promują wokół, lecz na to, czego My chcemy. Niech to będzie pełne radości, harmonii, miłości i satysfakcji.

 

17.06.2004

Jeden wielki dziwny przejaw otaczającej rzeczywistości. Jakże dziwna pogoda. Już koniec czerwca, a nie ma Słońca, jest zimno, wieją silne wiatry, trzaskają pioruny. Coś tu nie tak. Jakby doszło już do wielu katastrof ekologicznych. Coraz dziwniejsze lata i zimy. Energetyka się zmienia. Dużo susz na Ziemi, powodzi, trzęsień ziemi daje znać o sobie. Ziemia jakby się budzi. Wyzwala się z niej potężna energia. Na zewnątrz wychodzą wszelkie trucizny, zanieczyszczenia. Ziemia ulega uzdrawianiu. Wiele istot z różnych galaktyk przybyło tutaj, aby wesprzeć ją energetycznie, żeby zharmonizować jej energetykę. Jednak jak dotąd całą Ziemię ogarnęła jedna wielka manipulacja, kontrola ludzkich umysłów i psychiki. Emocje ludzi wyzwalane na wojnach, koncertach, sportach, ceremoniach religijnych są pokarmem różnych istot kosmicznych. Doszło do tego, że lęk, strach, pogoń za czymś stała się normą, życiem, tak jakby bez nich miałaby nastąpić śmierć, pustka. Tak, więc siany lęk przez różne systemy społeczne, religijne, naukowe zatruł Ziemię, zaburzył jej system energetyczny. Teraz cała ta masa toksyn uwalnia się na zewnątrz, że aż trzęsie się Ziemia, wylewa się lawa, szaleją wody na oceanach i morzach, że aż klimat ulega jednej wielkiej zmianie. Stąd coraz silniejsza energia uderza z kosmosu w Ziemię, uruchamiając w niej proces leczniczy. Energia ta uwalnia Ziemię z niewoli w trójwymiarowej materii, a zarazem wprowadza zamieszanie wśród ludzi. Jeśli dotąd prowadzą oni życie typowo materialne, gonią tylko za przyjemnościami, nie interesują ich sprawy energetyczne, inne wymiary, duch, wówczas łatwo dochodzą do obłędu. To ich spotykają choroby, katastrofy, jednym słowem chaos życiowy. Są to znaki informacyjne, że czas zmienić swe życie i zainteresować się czymś więcej aniżeli, jak zdobyć tu pieniądze, czy przetrwać. To czas by zaprzyjaźnić się z naturą, wszechświatem, by otworzyć się na wielowymiarowe życie. Coraz silniejsze pole energetyczne wokół Ziemi sprawia, że ludzie niezrównoważeni energetycznie, niepracujący nad sobą, nad samoświadomością, nad transformacją, mogą dojść do obłędu. No cóż, to jedna wielka potężna energia, która w pewnych momentach uderza dużymi dawkami. Taki osobnik, który poszerza swoją świadomość, nagle zaczyna ulegać totalnej przemianie, silna energia bardzo szybko jego odmienia. Nasilają się zdolności paranormalne. Życie staje się bajką, jednym wielkim światem fantazji, w którym wszelkie marzenia się realizują.

 

No cóż, zbliża się rok 2012. Do tego momentu Ziemia coraz bardziej ma się oczyszczać. Mają wychodzić na jaw wszelkie sposoby kontroli ludzi, ich energii, więzienia ich w smutnym, zwariowanym, pełnym lęku i emocji życiu. To czas ujawniania światła, możliwości przekraczania czasu i przestrzeni. W Nas jest istna potęga. Aby uświadomić sobie człowieczeństwo, ból, cierpienie nie są już potrzebne. Radość i miłość jest człowieczeństwem. Czas się obudzić.

 

Może będą coraz większe katastrofy, fale, coraz większe zaburzenia na Ziemi, jednak wiedząc, że życie jest ciągłe, bez śmierci, że życie jest wielowymiarowe, iż wszechświat jest usiany galaktykami pełnymi istot, inteligencji kosmicznych, naszych braci, przyjaciół, wówczas już nic nie może Nas przestraszyć. Miłość potrafi wszystko przetransformować.

Tak więc, zmiany na Ziemi mobilizują mnie do transformacji siebie, do eliminowania wszelkich cech niezgodnych z harmonią wszechświata, do wykorzystywania tej coraz potężniejszej energii, do olbrzymiej zmiany siebie.

To niesamowite. W Nexusie wyczytałem, że wszelkie odkrycia naukowe z fizyki, niezgodne z wizją polityczną i gospodarczą, są ukrywane, niszczone. Naukowcy odkrywający zupełnie nowe prawa, niezgodne z teraźniejszymi teoriami, nie mogą ich ujawnić. Aby czasem czegoś publicznie nie udostępnili, zastrasza się ich. Wszelkie nowości niezgodne z obecną oficjalną wiedzą są ściśle utajniane. No cóż, bo co by się stało, gdyby nagle ludzie mieli dostęp do bardzo taniej technologii, która produkuje przykładowo darmową energię elektryczną? Nagle ludzie nie musieliby płacić za prąd, gaz, ogrzewanie, paliwo. Nagle ludzie staliby się w pewnym aspekcie wolni. Nie musieliby walczyć o przetrwanie. Ale szok! Wiedziałem o tym, ale teraz bardziej to sobie uświadamiam. No cóż, odkryto już różne darmowe źródła energii. Gdyby takie wynalazki trafiły do ludzi, szerokiej rzeszy społeczeństwa, wówczas władza miałaby trudności z dalszą kontrolą ludzkiej świadomości. Tak jak wcześniej totalitaryzm chrześcijański, tak teraz naukowy. Nauka służy tylko wojsku, technologii, manipulacji, wzbogacaniu się na większości. A więc coś, co wcześniej było niemożliwe, jeśli chodzi o prawa fizyki, teraz jest czymś normalnym. Tak naprawdę to wszystko jest możliwe. Bariery to nasze przekonania. I tak zbliża się 2012 rok, podobno finał wychodzenia na jaw wszelkich form manipulacji ludźmi.

 

Wcześniej pisałem, iż jakiekolwiek formy zdezorientowania, zaszokowania, straty to zakrzywienie czasoprzestrzeni, interwał. To duże możliwości samorozwoju, poszerzenia świadomości. I właśnie te czasy, w których częścią naszej świadomości tkwimy, są olbrzymim zakrzywieniem, wrotami ku wyższym wymiarom rzeczywistości, ku przyszłości na Ziemi, kiedy to nie będzie kontroli, władzy, lęku, strachu, lecz harmonia, współpraca.

 

Natrafiłem dziś na ciekawą informację. O do licha! To, co napisałem w pierwszej książce, potwierdza się w innych źródłach. Odkryć tak naprawdę nie ma. Nie tworzy się nowych informacji, nie tworzy się nowej wiedzy. Ona wciąż jest. My jedynie podnosząc wibracje swojej świadomości, poszerzamy wizję otaczającej rzeczywistości. Wszystko wciąż istnieje. My jedynie zaczynamy uświadamiać sobie różne fakty, coraz to nowsze prawa, które od zawsze są. I tak natknąłem się na pewną formę ćwiczeń wychodzenia poza ciało, by odzyskać różne części siebie, by uwolnić się od różnych lęków. No tak. Istotą tego doświadczenia ułatwiającego podróżowanie po przestworzach różnych stanów świadomości jest stwarzanie myślami wirów wokół własnego ciała. Nałożenie się różnych wirów na siebie, to przecież siatka gęstych zakrzywień czasoprzestrzeni. To stąd są tu tak olbrzymie możliwości. Czyżby otwierały się przede mną coraz to większe możliwości. Na pewno. Zbliża się mój astrologiczny nów progresywny. Największy rozdział, największa zmiana kierunku zdarzeń, nowe horyzonty zdarzeń. Te informacje są już zapisane w przestworzach, układach ciał niebieskich. Chcę jak najbardziej na te zmiany się otworzyć. To nie jest tak, że wszystko jest mechaniczne, że tak musi być. To zależy od Nas, od naszej otwartości na nowe, jakiekolwiek zdarzenia. Co znaczą narkotyki, alkohol, pornografia, na tle cudownej harmonii, spokoju, miłości? Wypływające z tego stanu poczucie siły, potęgi to istna magia. Jednak społeczeństwo oferuje różne formy przyjemności, aby te stany zagłuszyć. Ja mogę robić wszystko. Jeść mięso, zażywać narkotyki, uprawiać seks z każdą kobietą, oglądać filmy z przemocą, objadać się i zażywać innych podobnych form przyjemności. No, ale przecież, każda z nich pociąga za sobą określone skutki. I właśnie świadomość ich sprawia, że tego już się nie robi. To wszystko obniża częstotliwość własnego ciała. Wywołuje czysty chaos, pomieszanie różnych cząstek siebie. Następuje zreorganizowanie cząsteczek ciała. Totalne obniżenie poziomu energii poprzez strach i inne emocje. Co to są za przyjemności, kiedy rozwalają nasze życie? Te przyjemnostki przecież trwają przez chwilę, a po nich jedna wielka udręka. Czyż nie pociąga Nas tak naprawdę spokój, a w nim wielkie możliwości twórczości? Gwałtowne emocje, lęki, tak obniżają stan energetyczny naszych ciał, tak ograniczają naszą percepcję, iż w konsekwencji życie jakby toczy się w piwnicach domów, w jednych wielkich ciemnościach, bez możliwości ujrzenia cudownego światła, cudownej harmonii, fantastycznych, bajecznych światów. Czas już wyruszyć ze swoich piwnic, już czas wyruszyć w magiczny świat, kosmiczne przestworza i zaznać wspaniałych przygód. Czas zacząć wprowadzać harmonię w swoje ciała, czy to przez spożywanie zdrowej żywności, przestanie oglądania przemocy w telewizji, medytacje, czy jakkolwiek inaczej. W ten sposób zacznie odbudowywać się ciało, wehikuł, w którym się przejawiamy. W ten sposób uaktywnimy odwrotny proces, spływ energii do wnętrza ciała i przyspieszymy swój wewnętrzny czas. Wówczas będziemy mogli dokonać znacznie więcej rzeczy, już bez żadnych obaw, lęków. Tego jednak można dokonać poprzez obserwację siebie, czy to, co robimy naprawdę Nam pasuje. To nie kazania, etyka moralna, lecz własna potrzeba i świadomość konieczności przemiany.

 

Już od miesięcy, może ponad pół roku nie dokonałem wytrysku spermy na zewnątrz. Trzymam tę energię w sobie. Ruszam ją do góry. Ale czy to wystarczy? A wyobrażenia seksualne? Czy one nie obniżają częstości naszych drgań, możliwości? To przecież wielki napęd energetyczny, wielka moc, która jest tak często trwoniona. Oj, oj. Reklamy seksu, piękności zaburzają relacje między ludźmi. Nie można przez to jakoś normalnie się kontaktować. Drogą tą siane są lęki, zazdrość. Ja nie mówię żeby skończyć z energią seksualną, czy poddać się jakimś ograniczeniom, ale żeby chociaż ją ukierunkować na wyższe poziomy energetyczne. Przecież te energie mają wielką moc stwarzania. Podczas orgazmu można zmieniać stany świadomości i przechodzić do innych wymiarów energetycznych. Jakże wielki bezmiar możliwości. Coś za coś. Poświęcenie jednej przyjemności dla drugiej, tej większej. No, ale żeby do tego doszło zapewne potrzebna jest coraz większa świadomość tego, co się robi, no i wola, a więc energia. Odrzucanie wszelkich form przyjemności i nieprzyjemności powodujących stratę energii, przede wszystkim tych seksualnych, nawet na poziomie wyobraźni może doprowadzić do tak totalnego wzrostu poziomu energii, że nie wiadomo, co z sobą zrobić. Wielkie pomieszanie. No właśnie. Tak duża energia jest potrzebna by dokonywać niby niemożliwych czynów, tak zwanych paranormalnych. Czyż nie warto? Taki obraz przeogromnych możliwości daje dużą szansę na odrzucenie z powodzeniem różnych naszych przywiązań, uzależnień. Same zakazy nic nie dają. Bo jedną przyjemność trzeba zastąpić inną, i to znacznie większą. Tylko to jest napędem ku niby tak zwanemu życiu ascetycznemu. Ale jaka to jest tak naprawdę asceza, skoro przed Nami pojawiają się setki razy mocniejsze formy przyjemności?

 

19.06.2004

Wtem natknąłem się na treść książki „Radykalne wybaczanie” Hollina Tippinga. Niby nie było, co komu wybaczać. A jednak. Coś głęboko we mnie tkwiło. Głębokie przekonanie, że nie mogę kontaktować się z osobami płci przeciwnej, że to nienormalne. A miałem taką potrzebę zwykłego koleżeństwa. Mam wrażenie, iż skierowanie mojego ciała od razu po narodzinach pod inkubator, izolację od matki, odebrałem w sposób dosyć zniekształcony, subiektywny. Być może zdawało mi się, że nie zasługuję na kontakt z matką. A jak z nią, to czemuż miałbym zasługiwać na jakikolwiek inny kontakt, czy to z osobą płci przeciwnej, czy nawet w ogóle z kimkolwiek? I tak przez całe życie szedłem z takim przekonaniem, przeświadczeniem. Ten subiektywnie odebrany fakt sprawił, iż byłem nieśmiały w kontaktach z ludźmi. Wszystko, co wokół mnie się działo, było dziełem mych przekonań, przeświadczeń, które tak naprawdę są iluzją, zniekształceniem rzeczywistości. Idąc dalej przez życie natrafiałem na fakty, zdarzenia, osoby, które potwierdzały mnie w tym przekonaniu. Nawet ciało o tym mówiło: niedosłuch. Wszędzie znaki, wskazówki dla mej duszy, mego rozwoju. To wszystko wskutek rezonansu. Całe życie, kreacja zdarzeń przez inteligentne istoty i inne części nas samych jest obrazem naszych złudnych przekonań, że na coś nie zasługujemy, że jesteśmy bezwartościowi. Wszelki chaos, wnerwiające sytuacje, jakikolwiek ból, psychiczny czy fizyczny, jest właśnie tym lustrem naszych zahamowań, przeświadczeń wziętych z przeszłości. Uzmysławiam sobie teraz, że żyję fikcją, że to wszystko maja. Gęsta sieć mych wyobrażeń. I tak czułem, że nie mogę nawet spojrzeć na osobę płci przeciwnej, bo zostanę skrytykowany. Stąd brała się bariera komunikacyjna. Bo myślałem, że na to nie zasługuję, że to nie dla mnie. Ale tak naprawdę sam sobie to wymyśliłem i każdy z nas coś sobie wymyśla, że czegoś nie może, nie potrafi, że nie jest czegoś wart. I tak zwalamy winę na otoczenie, na ludzi, zdarzenia. Ale przecież to my samym swym przekonaniem sprawiamy, że tak się dzieje. Przecież inne osoby, akurat takiego naszego spojrzenia na rzeczywistość nie biorą pod uwagę, po prostu takiego nie widzą. Bo to tylko nasza wyobraźnia, fikcja. I tak zaczynam przechodzić proces uwalniania się od tego pierwotnego bólu, niemożności swobodnego kontaktu z kimkolwiek. Czuję już pewną ulgę. Wchodzę w zupełnie inny stan świadomości, inną ostrość wzroku. To niesamowite. Otwieram się na miłość, całkowitą akceptację siebie i innych, konieczną transformację, która coraz bardziej zbliża mnie ku wyższym światom.

 

27.06.2004

I tak kroczę sobie przez świat, i wtem niby przypadkowo pojawiam się na spotkaniu, na którym mają zostać wyselekcjonowane osoby do grupy podobnej, jaką stworzył Gurdżijew. Chodzi w gruncie rzeczy o przebudzenie, o pozbycie się osobowości, o pewną mistyczną śmierć złudnych przekonań. Z tymi naukami zetknąłem się już 10 lat temu, a tu nagle niespodziewanie znajduję się na tego rodzaju spotkaniu. Celem takiego stowarzyszenia w przyszłości ma być wzajemne przebudzanie się. Wychodzi się tu z założenia, iż samemu nie można się przebudzić, bo od razu zasypia się pod wpływem hipnotycznych programów, wprowadzanych przez religie, reklamy, politykę, naukę. I tak na przykład, wmawia się Nam, że nie wypada tego zrobić, że tego nie wolno, że to jest przyjemne, a to zada Nam ból, iż to przyniesie Nam satysfakcję, a tamto doprowadzi do obłędu. Wszędzie Nas się programuje. Stajemy się w pewnym sensie, jak maszyny bez własnych zapatrywań na świat. Stajemy się jakby zlepkiem różnych kopii poglądów, sposobów podejścia do życia. I tak ma powstać grupa, która nawzajem będzie ukazywała w drugiej osobie sposób zaprogramowania. No, bo niby samemu nie można tego dokonać. Bo gdy pozbędziemy się programów, recept na życie, znów zaczniemy je gromadzić i dojdziemy do stanu wyjściowego. Ale czy naprawdę musi taka grupa istnieć? Na pewno ona ujawnia mechanizm naszego snu, rozjaśnia te aspekty przejawu ułudy. To przydaje się. Ale do osiągnięcia przebudzenia nie jest to akurat konieczne, jak to powiedział Gurdżijew. Tak jak w grupie osoby są lustrami naszego snu, naszych przekonań, tak i w codziennym życiu, wśród znajomych, w rodzinie, w szkole, w pracy, w czasie podróży, różni ludzie, a nawet wszelkie zjawiska są odzwierciedleniem Nas samych. A więc biorąc czynny udział w życiu, możemy również ulegać procesowi przebudzenia. Nie trzeba iść do jaskini, kościoła, klasztoru, czy zakładać grupę. Same życie w wyniku rezonansu daje Nam to, czego do wzrostu swej świadomości potrzebujemy. Daje Nam takie lekcje, jakie na dany czas potrzebujemy. Oczywiście, aby je ujrzeć, trzeba się na nie otworzyć. Warto bacznie obserwować zdarzenia, w których bierzemy udział. Wszelkie niby dziwne zbiegi okoliczności, są właśnie zwracającymi uwagę pewnymi lekcjami życiowymi, znakami drogowymi ku określonemu celu.

I tak na tym spotkaniu znalazł się człowiek, który stwierdził, iż tak naprawdę nie warto się budzić, gdyż obiektywna rzeczywistość jest nie do zniesienia. Iż jest ten proces źródłem cierpienia, że tak naprawdę lepiej jest spać, bo to jest przyjemne. A dojście do faktu, iż jesteśmy zaprogramowani, może doprowadzić do totalnych frustracji psychicznych i skończyć się schizofrenią, szpitalem psychiatrycznym. Już wtedy nie wiadomo, co jest prawdą, a co fikcją. Totalne zburzenie porządku świata. Ta osoba stwierdziła, iż jest jedyną osobą, członkiem powstałej niegdyś grupy, która po próbie przebudzenia jakoś wyszła z opresji, a innym to się nie udało, bo w konsekwencji popadli w zaburzenia psychiczne. Ostrzegała Nas przed takimi konsekwencjami. Osoby te, które wyszły poza program, uzmysłowiły sobie, że nie ma sensu żyć, że życie to marność nad marnościami.

Ale według mnie to czysta fikcja, że zrzucenie z siebie programów, przebudzenie, jest drogą przez cierpienie. Chrześcijaństwo chce Nam wmówić drogę przez ból, kultura, społeczeństwo również. No, bo praca ma niby nie przynosić w życiu satysfakcji. Prawie wszędzie próbuje Nam się wmówić, iż ból, frustracje są czymś oczywistym, czystą konsekwencją życia. Nawet głodówki lecznicze mają doprowadzać do stanów nieprzyjemnych, bolesnych. I podobnie Gurdżijew chciał pewnym ludziom wmówić, choć raczej być może nieświadomie, że to czysta konieczność. I czy to nie jest program? Radość, czy smutek to skutek odmiennej perspektywy odbioru rzeczywistości, otoczenia. Jeśli chodzi o mnie, to ja jestem zadowolony, iż uwalniam się od wszelkich złudnych przekonań. Jest to wielka pasjonująca przygoda. Dzięki temu staję się bardziej wolny. Mam coraz większe możliwości. Można samemu odkrywać, więcej tworzyć. W końcu można coś dać od siebie. Wokół mnie przyroda, ludzie i kreujące się zdarzenia. No, ale wiele osób doznaje cierpienia, gdy zetknie się z czymś niespodziewanym, z zimną wodą, głodem, stratą domu, rodziny, czy czegokolwiek. Ludzie chcą osiągnąć oświecenie, i to ostateczne. Myślą, że to będzie jakieś niebo, niesamowity stan olśnienia na wieki. Ale to nonsens. Życie to ciąg oświeceń. To ciągły zrzut z siebie zasłon, które przyciemniają Nam otoczenie. Oświecenie to radosne życie, czy to w rodzinie, czy w pracy przynoszącej zadowolenie, a zarazem naukę. To ciągłe przyswajanie sobie coraz to nowszych informacji, czy to o kosmosie, przyrodzie, czy o sobie samym. Życie oświecone to ciągła radość wynikająca z braku przeświadczenia, że żeby być szczęśliwym musi być akurat tak, jak by się chciało. Życie to wielka twórczość. Wcale wyjście poza ten zniewalający system nie musi być bolesne. Prawdą jest, że odchodzą od Nas wtedy różne przyjemne formy praktyk religijnych, dające Nam poczucie wartości tego, co się robi, czy przyjemności wynikające z podróży poprzez fikcję naukową. Ale przed Nami za to są inne możliwości. Zamiast przetwarzać dane naukowe, możemy samemu coś wymyślać i zgodnie z tym żyć. Bo nie ma czegoś takiego, jak bezwzględna prawda. Wszelkie prawa przyrody, czy nowego życia, to wynik naszego nastawienia, przekonań. Bo przecież myślami kreujemy otaczającą Nas rzeczywistość, czy to w tym życiu, czy po drugiej stronie po „śmierci”. Tak naprawdę po cóż mam się zamartwiać, iż moje spojrzenie na rzeczywistość jest subiektywne? Ja chcę cieszyć się tym wszystkim. Nie można tak naprawdę stwierdzić, co jest prawdą, a co fikcją. Może tak naprawdę czegoś takiego nie ma? Może my takie pojęcia sobie tworzymy? Prawda niby jest tam, gdzie jest racja. A przecież wszyscy mają rację. Nikt się nie myli. Wszyscy widzą świat i kreują go według własnych lęków, oczekiwań, przeświadczeń, czy pragnień. Wszechświat to nieskończoność odmiennych spojrzeń na otaczającą rzeczywistość. I chyba warto to sobie uświadomić, bo wraz z tym przybywa zrozumienie, tolerancja. Zanika krytyka ludzi, zdarzeń. Wszystko i wszyscy stają się nagle czymś dla Nas istotnym, drogą ku coraz większej satysfakcji.

 

Lipiec 2004

W czasie wyprawy na stopa przez Norwegię ze swoją Martą, przemierzając góry, lodowce, fiordy, napotykamy na ciężkie, jak i przyjemne warunki. Jakże teraz łatwo zauważyć, iż szczęście tkwi w teraźniejszości, w tym, co jest teraz, czymkolwiek by to było. Jak to jest, że ludzie o czymś marzą i gdy te marzenia im się spełniają, ponownie pragną z powrotem to, co wcześniej było? Czyżby niedosyt i niezadowolenie były projekcją naszych myśli? Czyżby ten stan był wytworem naszej wyobraźni, nastawienia? Dlaczegóż mielibyśmy się nie cieszyć tym, co jest? Wczuwajmy się w powiew wiatru, dźwięki, atmosferę otoczenia. Zachwycajmy się różnymi odcieniami rzeczywistości, tak sobie krocząc przez rzeczywistość, nawet niby codzienną, przyziemną, która tak naprawdę skrywa swoje skarby, dosłownie tuż przed Nami. To jest oświecenie. Radość każdą chwilą życia, dosłownie każdą, bez oceny, że to, co Nam się wydarza, jest bez sensu, złe.

Pada deszcz. Siedzę na ławce w Karlstad w Szwecji. Jestem wyprostowany, a me oczy wpatrują się w przestrzeń. Podejmuję się medytacji nad dolnym dantian, położonym gdzieś na wysokości pępka. W czasie wyprawy po górach skandynawskich jedynie raz przećwiczyłem ruchomą formę qigong. Książka na temat qigong, którą dojrzałem w księgarni, wzbudziła we mnie głód ponownych ćwiczeń. I tak teraz przez pół godziny, albo i więcej, pogrążam się w dantian. Doznaję niesamowitych wizji. Energia zaczyna we mnie szaleć Przede mną pojawia się ciemna przestrzeń. Zadaję sobie pytanie: „Jak dostać się do miasteczka, w którym mieszka przyjaciółka Marty”. Zadanie według logiki jest trudne. Droga skomplikowana. Siedemdziesiąt kilometrów do pokonania i co niby „najgorsze”, leje deszcz. To stąd postanowiłem się podjąć głębokiej medytacji, pomimo wielu ludzi przechodzących obok mnie. No cóż, jestem w samym centrum miasta, i to w dzień. Pogrążam się w odmiennym stanie, aby wzbudzić wokół siebie porządek, szczęście, fart. Aby po prostu dojechać do wymarzonego przez nas celu. Wtem pojawia się wizja. Przestrzeń wewnętrzna się ugina. I swym językiem podpowiada, że trzeba jeszcze jakiś czas przeczekać, by w końcu wyruszyć. Wtem pojawiają się w umyśle linie, które skręcają się w spirale. Są one symbolem toru naszej drogi do celu. Wtem błyskawiczne, wielokrotne zatrzymywanie się samochodów na ekspresowych drogach i dojazd pod sam domek. Zrobiło to na nas wielkie wrażenie. Co za szczęście. To skutek skupiania się na dantian podczas zatrzymywania stopa.

W trakcie medytacji w mieście Karlstad ukazały mi się wizje, że warto by było tę moc skupienia wykorzystać do nauki świadomego wychodzenia z ciała. Podsunął mi się też pomysł, że nadszedł czas, aby podjąć się praktyki jogi snu i śnienia, w której są wyróżnione różne medytacje, specjalne kanały, punkty mające pomóc w utrzymywaniu świadomości nawet podczas snu.

Po powrocie z podróży, otwarcie igrzysk olimpijskich w Atenach mobilizuje mnie do rozpoczęcia praktyki jogi snu i śnienia. Postanawiam podążać, ile tylko sił się ma, drogą tej ścieżki. Polega ona na zauważaniu w czasie codziennych zdarzeń, iż wszystko ma naturę snu, iż wszystko jest projekcją naszych umysłów, iż wszystko, co się zdarza nie jest czymś prawdziwym, stałym, absolutnym. To tkwi w Nas i nic nie jest na zewnątrz. Wszelkie nasze reakcje od nieprzyjemnych po przyjemne, to jedynie wynik jakiegoś nastawienia, kodu mentalnego. W ten sposób badając naturę ułudy świata zewnętrznego, ma się wejść w odpowiedni trans, nawyk badania tejże natury, świata, nawet podczas snu. Do tej praktyki dochodzą również różnego rodzaju medytacje, polegające między innymi na skupianiu uwagi na czakrach, wyobrażaniu sobie różnych form energetycznych, kolorów, leżeniu w odpowiedniej pozycji, specjalnym oddychaniu. Wszystko to ma zmierzać do wysubtelnienia ciała, umysłu i wprowadzić umysł w samoświadomość, nawet podczas snu.

 

KOMENTARZ

 

Zacząłem, więc wykonywać te wszystkie ćwiczenia. Jest ich naprawdę całe mnóstwo. Niemal przez cały dzień i kilka razy w nocy. I wtem jakoś po dosłownie krótkim czasie odpadła ze mnie ta praktyka. To jakieś nie naturalne! Cała ta masa różnych ćwiczeń otumania mnie. Sama idea jest piękna, jednak ja nie jestem tą osobą, która tą drogą postanowiła kroczyć. Ta osoba pewnie w pełni rozumie to, co robi. Jest tym wszystkim. Jednak inni, jak mogą kroczyć tą samą drogą, inaczej mówiąc ją naśladować? Jest to możliwe, ale bardzo wysiłkowe i problematyczne, bo zazwyczaj niezgodne ze swoją naturą. Ta praktyka może być jedynie inspiracją mego życia, ale nie sposobem na życie.

 

07.09.2004

Po północy otrzymałem z góry lekcję dotyczącą energii seksualnej. Jej niepoprawnego wykorzystywania. Zainteresowanie za dnia pornografią młodych dziewcząt, wyobrażeniami seksualnymi doprowadziło mnie do obłędu. Nie mogę się skupić na tym, co robię. Prześladują mnie myśli seksualne. Nie mogę oderwać się od tych obrazków. To czyste uzależnienie. Jakby niemożność życia bez tego. Zamęt. Wszędzie, gdzie jestem, patrzę przez pryzmat pornografii. Nie jest to przyjemne. Może chwile styku z tym są niesamowite, ale później jest coś nie tak. Czuję niedosyt. Wieczorem jest mi zimno. Dziwne. Wtem jakby w transie, po przebudzeniu ze snu, na wpół świadomie, w stanie obłędu poddaję się seksualnym podnietom z Martą. I co się później okazuje, jest mi słabo. Chce mi się wymiotować. Lekko kołuje mi się w głowie. A w nocy nie mogę spać. Ciągle się przewracam. Obłęd. Nie mogę wytrzymać. Czuję duże nagromadzenie energii. Jakby energia kundalini była obudzona. Oj do licha! Czuję jakby był to przekaz z góry, aby ukierunkować się jeszcze bardziej na duchową stronę, a pornografię, na którą dziś jakoś się natknąłem, zdecydowanie odstawić na bok.

 

 15.09.2004

Mija już miesiąc jedzenia bez nabiału. Wyjątek stanowi masło. No cóż, robię to dla eksperymentu. Chcę się dowiedzieć, czy w trakcie tej diety spadnie mi waga ciała. Okazuje się, że tylko troszeczkę.

Ostatnio w trakcie tego miesiąca, przewija się przez mój umysł temat 2012 roku, końca świata materialnego…

 

KOMENTARZ

 

A raczej pewnego etapu życia ludzkości, bo powyższe stwierdzenie jedynie wprowadza lęk. Życie jest wieczne i nie ma końca. Jedynie forma życia, sposób życia może mieć swój koniec.

 

…w którym istnieje strach, konflikt, wyzysk, oszustwo, dogmatyzm. Dotychczas jakoś omijał mnie temat „końca świata” według kalendarza Majów. A tu nagle stoję wobec świadomości wielkiego skoku świadomości planety Ziemi w wielowymiarowość, gdzie możliwe, a wręcz naturalne będzie podróżowanie w czasie, gdzie manipulacja ze strony pewnych istot już nie będzie możliwa. One jak dotąd żywią się emocjami ludzkimi. Tak przemanipulowali genetycznie nasze ciała, abyśmy w gruncie rzeczy byli biorobotami na ich usługi. Ale czas ich uczty dobiega końca. Przecież przejdziemy w czwarty wymiar, albo raczej w wielowymiarowość przestrzeni energetycznej. W świadomości mej widnieje myśl, iż katastrofy, wojny będą się nasilać, w tym celu, by oczyścić Ziemię z manipulacji ludźmi, z tej wielkiej korupcji. Wiedza przechowywana przez kapłanów, wtajemniczonych musi wyjść na jaw. Tu aż się woła, aby wejść na ścieżkę duchową, by zjednoczyć się z Jaźnią kosmiczną. Na pewno jest to warunek przejścia w świat wielowymiarowy.

 

KOMENTARZ

 

Jeszcze trochę czasu musiało upłynąć bym zrozumiał, że wszelkie ścieżki duchowe obezwładniają nasze zdolności, otumaniają świadomość, tłumią potencjalną twórczość. A co dopiero, iż zastraszają jakimś końcem świata i nawołują na drogę, ścieżkę do wyższych wymiarów, Boga. Jedna wielka manipulacja. Naśladownictwo przecież ogłupia Nas.

 

Od małego czuję, że mam tu jakieś ważne zadanie do wykonania. Wskazuje na to mój horoskop. Potwierdzają to różni ludzie. Wielu już mi powiedziało, że nie jestem z tej Ziemi. Jestem wędrowniczym. Zostałem tu wezwany na misję. Mam budzić ludzi do życia duchowego, wielowymiarowego. Mam przekazać im wielką wiedzę kosmiczną. Kilka dni temu Janusz Popko sam potwierdził, iż nie jestem stąd. A on ma wyczulony zmysł jasnowidzenia. Stwierdził, że jeszcze nie wiem, co mam przekazywać ludziom, ale już niedługo ten czas nadejdzie. W końcu otrzymam w przyszłości inicjację.

 

KOMENTARZ

 

Jaką znowuż inicjację? W tych czasach nie jest potrzebna żadna inicjacja. Wiedza jest dla każdego. Inicjacje, wtajemniczenia są po to, by ograniczyć do niej dostęp. Nie jest ona tylko dla wybranych. Jest dla wszystkich.

 

I tak zaczynam wchodzić w świat duchowy. Pojawia się inne nastawienie do mantr. Przecież wcześniej, jakieś dwa lata temu, gdy nie jadłem, odrzuciłem Misję Czajtania ze względu na narkotyzujący wpływ tych mantr, jak i pokłony ku Bogu. Jednak po rozmowie z kilkoma osobami, które są w te sprawy wtajemniczone, dochodzę do wniosku, iż pokłony to wyraz szacunku, sympatii, oddania, miłości do ducha przenikającego wszystko i nic, a więc do wszechpotężnej harmonii. Nie przed osobami. Nie. To tak jakby ukłony przed sobą samym. Wyraz oddania, a nie poniżenia. Przecież jesteśmy jednością.

 

KOMENTARZ

 

I w ten sposób znów wpadłem w system religijny bahti joga. Jakiekolwiek by to nie były pokłony, one nie są Nam potrzebne. Nie trzeba się poniżać. Niech każdy w końcu będzie sobą. Sam, bowiem gest pokłonu sprawia, iż ulegamy jakimś zewnętrznym wpływom, autorytetom, a one już Nam nie są potrzebne.

 

A po drugie mantry doprowadzają do kręcenia się w głowie, bo po prostu oczyszczają umysł i ciało z wielu zanieczyszczeń typowo materialnych i ciężkich.

 

KOMENTARZ

 

Tak, więc znów, bahti joga zaczęła mnie wciągać, po to by przejrzeć, zdemaskować w przyszłości jeszcze dokładniej jej manipulację.

 

Tak oto po kilku przebłyskach zaczynam znów zatapiać się w mantrach: „Hare Kryszna”, „Gopala Gowinda” i innych. Zaczynam głębiej interesować się tym tematem, poznawać nowe mantry. Osiągam niesamowite stany. Kręcenie w głowie, poczucie poruszania się w przestrzeni.

Przy okazji ćwiczę nadal z dużym natężeniem lecącego żurawia. Pytanie brzmi, czy będę tego uczył ludzi? Zobaczymy. Tak czy siak, wciąż robię tutaj postępy. Coraz lepiej wyczuwam energie.

 

21.09.2004

Już od pewnego czasu intensywnie mantruję. Piszę również swoje imiona, które były mi nadane przez koleżankę Barbarę dwa lata temu. Stwarzam, więc w ten sposób w sobie i wokół siebie specyficzne energie. Oczyszczam swoje emocje, popędy, pragnienia, które z biegiem czasu mają coraz mniejsze znaczenie. Zachodzi we mnie pewna śmierć, transformacja. Nic bolesnego. Kwestia rozstania się z określonym rozdziałem życia.

Wszystko jest lustrem mówiącym o Nas. O naszej drodze życia, misji, nauce, lękach, pragnieniach mówią osoby, które spotykamy. Jeśli nasze życie jest pełne wstrząsów, stresu, lęków, wypadków, wówczas to w Nas są te pomieszania. Spokój we wnętrzu równa się spokoju w otaczającym wszechświecie. I tak wpatrując się w księgę kosmiczną: astrologię, od pewnego czasu dostrzegam, iż to Saturn w ósmym domu symbolizuje moją transformację, rozstanie się z popędem za silnymi emocjami, czy karierą. Popędy seksualne wyciszają się. Ciekawe jest to, że nie mam już chęci do uprawiania takich sportów, jak biegi, kąpiele w zimnej wodzie, czy kulturystyka. To wszystko jest przecież rozładowaniem energii. A ja już nie muszę tego robić. Lecący żuraw, powolny taniec energetyczny już mi wystarcza. Wprowadza on mnie w stan spokoju. Odblokowuje on wszystkie ścięgna, chrząstki, stawy, kręgi, kręgosłup. Działa on również na poziomie energetycznym. Stąd już brak we mnie potrzeby jakiś mocno emocjonalnych stanów.

Jest mi o wiele przyjemniej również, gdy spożywam owoce i warzywa, a nabiał omijam. Dosłownie pamiętam. Niedawno lubiłem się obżerać. Teraz to minęło. Jest mi dobrze. Cudowny świat mantr, mistycznych energii.

 

25.09.2004

 Głód mantr Hare Kryszna wzmaga się. Wciąż wspominam te kasety z mantrami, które gdzieś mi się zagubiły. Zapragnąłem je mieć. Jednak urwał mi się kontakt z Misją Czajtania. Nie mam do nich telefonu. Ale mam nadzieję, że w końcu nasze drogi skrzyżują się. Wtedy wykupię od nich kilka kaset i pogrążę się w cudownym świecie dźwięków transcendentalnych, śpiewanych przez samego człowieka, mistrza, który zrealizował się w bahti jodze, który podobno jest prawdziwym narzędziem Boga. Jest on wyższą inteligencją boską, która przy sprzyjających okolicznościach przyjęła ciało fizyczne, by przekazać ludziom tej Ziemi nauki.

 

KOMENTARZ

 

Ejże, jakże zostałem otępiony. Przecież my wszyscy jesteśmy boskimi świadomościami, które przyjęły ziemskie formy. My wszyscy przecież wcieliliśmy się w tę materię, by dać swój wyraz doskonałości. Przecież każdy z Nas jest boską inteligencją. Tak, więc razem stanowimy jedną wielką harmonię, doskonałość, Boga. Mamy moc stwarzania siebie, wszystkiego. Skończmy z wszelkimi systemami religijnymi. One Nas ogłupiają.

 

W naszych czasach już nie ma czasu, jak kiedyś na przestudiowanie milionów ksiąg wedyjskich, buddyjskich i innych. Kiedyś żyło się tutaj aż sto tysięcy lat, teraz poniżej stu lat. Nie ma czasu, aby w ten sposób z tego świata materialnego przesunąć swą świadomość aż do najwyższej świadomości boskiej. Osiągnięcie świadomości transcendentalnej może dokonać się przez śpiewanie mantry „Hare Kryszna, Hare Kryszna, Kryszna, Kryszna, Hare, Hare, Hare Rama, Hare Rama, Rama, Rama, Hare, Hare”. Są to najwyższe imiona o specjalnej energetyce, które oczyszczają rzeczywistość z przywiązania do zmysłowości, które stapiają nas z boską energią, z wyższą przyjemnością.

 

KOMENTARZ

 

Czy naprawdę konieczne jest odrywać się od tego świata poprzez mantry, które jak alkohol, narkotyki dają złudne poczucie wolności, wyzwolenia?

 

Ostatnio zdaję mi się, że wiem, w jakim celu tu jestem. Na pewno nie jestem kolejnym wcieleniem Chrystusa, jak myślałem wcześniej. Ale pewnie pochodzę z jakiejś określonej galaktyki, systemu energetycznego, niewykluczone, że z wyższych wymiarów energii. Przybycie tutaj na Ziemię, było dla mnie na pewno niezłym ciosem energetycznym. Jakby wejściem w sidła, więzienie mocno zagęszczonej materii. Wcześniej mogłem poruszać się w czasie, stwarzać rzeczywistość myślami. Tutaj zachodzi to w bardzo spowolnionym tempie, że względu na bardzo zagęszczoną energię w tym wymiarze. Przybyłem tutaj jednak ze względu na bardzo specyficzne okoliczności, jakie teraz na Ziemi występują. Nasza planeta jest przygotowywana do wejścia w wielowymiarowość. Ludzie są uwalniani od wszelkich dogmatów, przekonań religijnych, naukowych, społecznych i politycznych. A ja ten proces postanowiłem przyspieszyć.

Ciekawe jest to, że w Ameryce Południowej, w pięciu różnych miejscach będących aktualnie czakrami Ziemi, w tym między innymi w mieście wielowymiarowym Erks, w południowej Argentynie, mieszkają aktualnie inteligencje kosmiczne z wielu wymiarów, galaktyk, planet. One również przygotowują Ziemię na fuzję w wielowymiarowość. Zapewne moją misją jest przypominanie ludziom o tym by ukierunkowali się na świat wielowymiarowy, by przestali bać się śmierci, bo przecież po drugiej stronie są również wielkie możliwości.

Zsyłane są na Ziemię z różnych przestrzeni kosmicznych, również z wielowymiarowych miast umiejscowionych na tej planecie bardzo wysokie energie. Wielka skumulowana energia miłości niemal z każdej strony spływa na Ziemię, która jest teraz w niebywałym interwale, jakiego chyba dotąd nie było. I to właśnie mnie tutaj przyciągnęło. Ten skumulowany ładunek czystej energii, który można wykorzystać do samoprzemiany, transformacji i wzniesienia się do boskiej świadomości.

 

A więc albo tu będę dalej na Ziemi, albo udam się do wyższych wymiarów, dotychczasowego mojego obszaru zamieszkania, albo powrócę na skróty do świadomości boskiej.

 

KOMENTARZ

 

Jakże uległem mantrom. Chciałem po prostu jak najszybciej przekroczyć tę rzeczywistość, ulegając złudzeniu, że nie daje ona pełnej satysfakcji i że właściwie bezsensem jest w ogóle w niej przebywać. Chciałem wznieść się ponad te ziemskie życie i osiągnąć świadomość boską. Silne energie wciągnęły mnie, oderwały od tego życia na Ziemi. Pod wpływem tych dźwięków podłączyłem się energetycznie do różnych systemów religijnych, a zarazem uległem podświadomie przekonaniu, że ta rzeczywistość tu na Ziemi, i w nieco wyższych wymiarach jest niegodna uwagi, iż występują tu niskie energie. Mantry, modlitwy po prostu mnie otępiały, pozbawiały woli, radości z życia codziennego. Szczęścia upatrywałem w sferze boskiej. Tak, więc uległem chwilowemu przekonaniu, iż rzeczywistość na Ziemi, a zarazem i inne wielowymiarowe światy, które „nie należą” do świata boskiego są emanacją złudnych energii, wręcz zniewalających nasze życie, źródłem pomieszania. Wpadłem, więc subtelnie w systemy religijne. Podświadomie uległem myśli, iż to, co jest tutaj, w tych niższych światach energetycznych, jest naprawdę czymś na podobieństwo piekła, iż pozostaje jedynie wznosić się do nieba. Ale czy istnieje zło? Czy ten świat niby niższych energii jest w oddzieleniu od świata boskiego? Przecież to wszystko jest emanacją wielkiego Twórcy. To wszystko stanowi z Nim jedność. Nie ma, co nigdzie uciekać, chronić się mantrami przed złymi energiami. Bo tak naprawdę, w jakim celu? Boskość przenika przecież wszystko i nic. Stanowimy razem jedność. To w Nas jest świat boski. Do niego nie prowadzi żadna droga, gdyż jest on już tu i wszędzie. Nie ma, co już dzielić czegokolwiek na zło i dobro. Nie ma czegoś takiego. To jedynie skutek nastawienia, wytwór umysłu. Wszystko jest jednym i tym samym.

 

Można oczywiście przez miliardy lat ewoluować na coraz to wyższy poziom świadomości, albo wykorzystać te niebywałe warunki energetyczne, zainteresowanie innych istot kosmicznych Ziemią. One swą uwagą zasilają energetycznie te miejsce, a my albo pogrążymy się w jeszcze większym chaosie kataklizmów, wojen, pomieszania zmysłowego, albo podążymy do świata duchowego lub nawet świadomości boskiej. Śpiewanie mantr energetycznych Hare Kryszna uspokaja naturę mojej osobowości, wprowadza otoczenie w wielkie ukojenie. Jest to w tych czasach bardzo ważne. Nie ma, jak się zdaje już tak dużo czasu. Budzikami, by żyć z pełnią świadomości w świecie ducha są właśnie katastrofy, klęski ekologiczne, zmiany klimatyczne. No cóż, kumulacja interwałów, zakrzywień czasoprzestrzeni, które dają szansę dokonania teraz nawet rzeczy niby niemożliwych. Jest to szansa tym razem dla wielu jednostek.

 

KOMENTARZ

 

Wiele systemów religijnych wykorzystuje ten niby chaos na Ziemi, jako formy zastraszania i proponuje Nam drogę ratującą Nas od tego pozornego zła.

 

1.10.2004

Mantry „Om mani padme hum”, „Om Ah Hum Wadźra Guru Padma Sidhi Hum”, „Hare Kryszna…”, „Gopala Gowinda Rama, Madana Mohana” oraz „Śantidevau, Śantidevau, Śantidevau Nama Om” wprowadzają mnie w świat ducha, spokoju. Tkwię w tych mantrach nieraz przez całe dni, nieraz mantruję i w nocy. Dzieje się tak mniej więcej od pół miesiąca. Z biegiem czasu to się nasila. Mantruję często w kwiecie lotosu. Codziennie ćwiczę lecącego żurawia, gdyż on nieźle ładuje żywą energią ciało energetyczne i wyrównuje potencjały.

Już od pewnego czasu zdaję sobie sprawę, iż jestem jakby żaglowcem pośród fal myśli i emocji, które nie są niczyją własnością. Może ktoś nieraz wyśle swą własną myśl, ale częściej jest to jej powielanie. Dla mnie jest już jasne, nie tylko na poziomie logiki, ale i w samym odczuciu tejże rzeczywistości, iż realizujemy różne cele, pragnienia na zasadzie niemal przypadkowego odbioru danego myślokształtu, jako swojego. Realizujemy wtedy różne projekty, marzenia myśląc, iż są one nasze, łudząc się, iż to my je tworzymy. A w istocie rzeczy tylko je zauważamy i uznajemy za własne. Te myślokształty, które są żywymi tworami, robią wszystko, by Nas nakłonić do powielania ich zachcianek. Robią wszystko byśmy uznali je za własne. Te niby stworki, istotki, które tańcują w przestworzach tego świata, są ożywiane przez nasze zainteresowanie nimi. Namawiają one nas do różnych rzeczy w zależności od tego, jaką naturę przejawiają. Jedne zachęcają do picia alkoholu, inne do masturbacji, seksu, a są takie, które będą chciały żebyśmy dobrze czynili w życiu. Mamy, więc do czynienia z wyborem, czy podłączyć się do takich energii, czy może innych.

Co za chaos różnych myśli i wibracji przepływa przez nasz umysł. W wyniku tego realizujemy przypadkowo różne cele, nawet przeciwstawiające się sobie Popadamy w wewnętrzny konflikt między tym, co my chcemy, a tym, co jest nam narzucane z zewnątrz. Jednym razem ktoś wpada w wir bogacenia się materialnego, w wir kariery, innym razem w świat sportów ekstremalnych, emocji, adrenaliny. Tak w przeszłości działo się ze mną. Chciałem tego i tamtego. Marzeń było tysiące. I nie były one tak naprawdę moje. Ja tymi emocjami i myślami nie byłem i nie jestem.

Jak to jest, iż dwa lata temu tak usilnie dążyłem poprzez post, światy duchowe do innych wymiarów i nagle zboczyłem z tego toru, bo zacząłem jeść mięso, pić alkohol, co trwało aż siedem miesięcy? Jak to się stało? Czy nie na zasadzie odebrania pewnego pragnienia, idei jako swojej? A tu poraz trzeci mam do czynienia z głębokim nasileniem się pragnień duchowych, chęcią przeżycia subtelniejszych wymiarów energetycznych. Patrząc w mój kosmorgram astrologiczny i analizując przyszłe pozycje planet widać, iż jest to ostatni raz tego typu zjawisko. Chodzi mi o kwestię, by tym razem nie zboczyć z tego toru ku wyższym wymiarom boskim, jak to miało wcześniej miejsce dwukrotnie. To stąd ta analiza tej niby przypadkowości realizacji różnych myśli.

 

KOMENTARZ

 

Jednak z wyższej perspektywy rozumienia, te ułożenie ciał niebieskich było dla mnie formą oczyszczenia z wszelkich złudnych form religii, które dzielą rzeczywistość na dobro i zło, piekło i świat Boga, które ukazują drogę do czegoś ostatecznego. Już wtedy myślałem, że jestem poza wszelkimi systemami, w tym religijnymi. Miałem wrażenie, że jestem już całkowicie wolny od tych wszelkich form manipulacji, które otumaniają: nakazami, zakazami, różnymi praktykami. No cóż, rozumiałem, że trzeba być sobą. Wiedziałem, iż te wszelkie ceremoniały są po to, by kontrolować ludzi, ściągać z nich energie. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że również mantry są takim narzędziem kontroli, stosowanym przez różne systemy religijne. Energetyka tychże mantr sprawiła, że na świat zacząłem patrzeć w odmienny sposób. Nieświadomie wkroczył smutek, niezadowolenie, walka o to, by w końcu wydostać się z tego świata, który wydawał się nagle być przepełniony bólem. Tak, więc na falach tych mantr, ich tonacji wzbudziło się we mnie poczucie bezsensu życia tutaj na Ziemi. No i właśnie w tym jest sedno działania różnych systemów religijnych. Jednostka wprowadzona w stan poczucia bezsensu, małostkowości, lęku, w dodatku otępiona modlitwami, mantrami i ceremoniałami jest bardziej podatna na kontrolę. Jest wtedy w stanie oddać wszystko, swój majątek, a nawet siebie, i to w imię złudnej idei.

 

Co za zamęt, coś na miarę śmierci psychicznej, procesu oczyszczania się z wszelkich emocji i pragnień. Zauważam, że im bardziej chcę odejść od seksualnych podniet, tym bardziej mnie do nich ciągnie.

 

KOMENTARZ

 

No i na tym polega spryt systemów religijnych, iż określają ludzi innego wyznania, ten świat tu na Ziemi, różne niepożądane formy emocji jako zło, emanację szatana, piekła i ukazują drogę wyzwolenia, ucieczki od tychże energii. Jednak takie podejście jedynie nasila nasze zaangażowanie w ten świat materialny. To, od czego uciekamy, w końcu Nas łapie i to ze wzmożoną siłą. Czas przekroczyć te przeciwieństwa, ten jeden wielki Matrix, uznać, iż nie ma ani zła, ani dobra, iż to tylko wytwór umysłu. Jedynie wtedy nie ulegniemy tym energiom, które jakże zawężają Nas w tym trójwymiarze. Myśląc, iż wszystko jest doskonałe, iż wszystko Nam sprzyja, sprawiamy, że tak jest. To, na czym się skupiamy, myślimy, to w swoim świecie kreujemy. Tak, więc nie dajmy się złudzeniu, że aby z czegoś się wyzwolić, trzeba to zanegować, skrytykować. Tak naprawdę chodzi o to, by skoncentrować się na tym, czego się chce. Bo to, co jest w naszym umyśle, w naszym wnętrzu, to jest i na zewnątrz, w otoczeniu.

 

No cóż, paradoks. To, co utrzymuje się w umyśle, nawet to, czego się nie chce, realizuje się powoli lub szybciej. Staram się temu jak najobiektywniej przyjrzeć. Zobaczyć, że wcale nie jest tak przyjemnie, przy tak dużej wrażliwości, doznawać tak dużego oszołomienia, gwałtownego uczucia. Dzięki w miarę neutralnemu podejściu do seksualnych spraw, nie angażuję się w nie. Najwyżej zaczynam szykować się do tego czynu, by połapać się zaraz, że ja tego nie chcę.

Zdaję sobie sprawę, że muszę kończyć powoli z tymi podnietami, nawet na poziomie myśli, wyobraźni, mającymi swe źródło w pornografii, telewizji, w gazetach. Widzę, iż wszędzie koduje się ludzki umysł pragnieniami tego typu. A ja wiem, iż jest to silny wstrząs dla organizmu, są to zbyt silne podniety, emocje, które przytępiają naszą wrażliwość na wyższe światy energetyczne. To czyste zniewolenie ludzkości w trójwymiarowości, w świecie fizycznym. Silne emocje są po to, by ludzie nie mieli dostępu do wyższych światów, wszechświatów, by uwięzieni byli w pozornie płynącym jednostajnie czasie.

 

KOMENTARZ

 

Tak, więc pod wpływem mantr, odrzuciłem całkowicie seksualność. Potępiłem tę sferę, uznając ją jako zło.

 

Widzę, iż obraz pornograficzny, scena erotyczna na filmie, czy dziewczyna na ulicy w aspekcie pożądania, działa na system energetyczny jak prąd, uszkadzając wrażliwe zmysły. Wyzwala się wtedy zamęt, chaos, nieopanowanie, zarówno w nas, jak i w obiektach pożądania, na których skupiamy uwagę. W ten sposób niższego rodzaju energie, podążając ku danej osobie, niszczą również jej system energetyczny. Dana osoba wówczas odbiera tę myśl, pragnienie za swoje i jeszcze bardziej pogłębia się w tym wirze emocji i pomieszania. Wiem, że to może wydawać się przyjemne, gdy się w tym jest. Ale tak naprawdę, gdy wyciszymy się przez długotrwałe medytacje, mantry, posty, diety, wówczas odczujemy ten stan, jako porażenie elektryczne, wstrząs, zbyt silne podniety, które otumaniają. To jedna z najsilniejszych energii trzymających nas w świecie iluzji, niezadowolenia, niższych wibracji. A tak, gdy wychodzi się poza to, następuje błogi spokój.

 

Wtem czytam pewne teksty na ten temat, które zostały zapisane drogą channelingu od Plejadian i wtem zamieszanie: „Orgazm, seks jest jedną z dróg do wyższych wymiarów energetycznych, do obszarów ducha”.

Potępienie, więc tego wymiaru rzeczywistości jest jednym, co się okazuje, ze sposobów manipulacji ludźmi, zniewalania ich w tym wymiarze rzeczywistości.

 

A może chaos, zamieszanie, niezadowolenie, niemożność zaspokojenia zmysłów, opętanie wynika z wymiany energetycznej między dwiema osobami na najniższym poziomie energetycznym, czerwonym paśmie, które z pośród całej palety barw drga najwolniej. A więc wtedy, gdy nie bierze się pod uwagę karmy, psychiki, intelektu danej osoby, a jedynie ciało. Dzieje się tak nie tylko w trakcie fizycznego seksu, ale i wirtualnego, w wyobraźni. Bo myśl również jest czynem, podążeniem częścią swej świadomości ku danej osobie. Zachodzi to przykładowo w trakcie oglądania pornograficznych zdjęć i filmów. Taki kult ciała jest, więc połączeniem swej energetyki z najniższą energetyką danej osoby. Dostrojeniem do tej sfery, na której skupiamy uwagę. Jest wpuszczeniem w obręb siebie jej energii, wprowadzeniem cudzych niskich wibracji, co obniża wibracje własne i doprowadza do desynchronizacji energetyki ciała, psychiki i umysłu.

Jest jednak jeszcze jeden bardzo ważny aspekt. Myślenie skoncentrowane głównie na seksie i konieczności rozładowania się sprawia, że energia zamiast być przeznaczona na realizację swych marzeń, celów, na rozwój procesów myślowych, zostaje roztrwoniona w momencie rozładowania napięcia erotycznego. Jest to tak totalny, przeolbrzymi upust energii poza swój organizm, tak czyste marnotrawstwo, że przestajemy kontrolować swoje życie, a nawet i stwarzać. Czyż nie lepiej tak przeolbrzymią energię wykorzystać do celów twórczych? Bo nie mając energii, jakże można swymi myślami realizować marzenia? Przecież to myślą tworzymy rzeczywistość. To z twórczości wyłania się pełnia satysfakcji. A tak zamiast się spełniać, dochodzi do olbrzymiego zamieszania, zaburzenia energetycznego na kształt wielkiego sztormu w oceanie fal elektromagnetycznych, co wynika również z wymiany energetycznej zachodzącej jedynie na planie fizycznym i niższych sfer świata emocji. Energia uwięziona w tak małym obszarze, gdy chodzi jedynie o kult ciała, piękna, zaczyna się buntować i dochodzi do wybuchów w postaci emocji, gniewu, pomieszania, lęku, zazdrości, a nawet eksplozji w postaci gwałtu czy zabójstwa.

 

I wtem po zrozumieniu natury działania energii seksualnej, pociąg nawet w myślach do pornografii, marzeń erotycznych zaniknął. Jakże ważne jest zrozumienie.

 

1.10.2004

Niedawno temu w Meksyku w podziemnych komorach odkryto wiedzę, obrazy, muzykę ujawnioną przez rasę kosmiczną Stwórców Skrzydeł. Ten fakt władze chciały zataić. Jednak poprzez rodziców, aż w końcu i Internet, te elementy twórczości z przyszłości zetknęły się z moją świadomością.

 

Pogrążam się w muzyce Wingmakers, której zadaniem jest zerwać więzi, okowy wszelkiej manipulacji i otworzyć specjalny portal czasoprzestrzenny. Jest to w dosłownym tego znaczeniu muzyka kosmiczna, muzyka sfer, która została przetłumaczona odpowiednio na język naszych zmysłów (instrumentów muzycznych). Chodzi o to, aby wprowadzić jednostki na Ziemi w wyższe stany świadomości, uruchomić kontakt z innymi światami, wymiarami energetycznymi, przebudzić do wielowymiarowego życia, a zarazem uwolnić od wszelkich skostniałych struktur zniewalających Nas w linearnym czasie i przestrzeni.

 

Wtem widzę przez zamknięte oczy barwy: fiolety, zieleń, różne poświaty. Przez otwarte oczy obserwuję aury osób w danym pomieszczeniu, w którym przebywam. Widzę też aury przedmiotów. Ale to dopiero wstęp. Bo przychodzi mi do głowy, iż te barwy, obraz, który widzę jest zamazany i powinien z niego wyklarować się wyraźny obraz kształtów, obiektów.

I tak zmieniając napięcie powiek nagle widzę delikatną, słabo wyraźną spiralę. Jedną cienką, jak nitkę, a drugą grubszą, jak ołówek. Potem pojawia się kula energii, w oddali coś podobnego do kryształu. Poświata barw wznosi się i opada w zależności od tempa muzyki. Wtem widzę tunel na wysokości ciała około półtora metra przede mną. To chyba portal. Więc trzecie oko mamy tam głęboko w przestrzeni? To chyba tam trzeba się koncentrować. To o tym być może mówią Plejadianie. Tam postanowiłem wejść. Widać wtem delikatne zarysy przemieszczającego się tunelu, którym podążam. Wtem widzę oko o niesłychanie wyraźnych kształtach i barwach. Czyżby jakaś inna osoba na mnie patrzyła, a może to symbol trzeciego oka, lub nieskończoności.

 

KOMENTARZ

 

Ta muzyka dała mi wiarę, iż bez niej również można prowadzić takie obserwacje.

 

Przez kolejne dni zacząłem, więc prowadzić obserwacje tych barw, kształtów. Czasem czuć było, jakby zapadanie się w przestrzeni, albo pustkę bez myśli. Pojawiały się różne obrazy, takie jak zebranie wyższych istot, zorza w przestrzeni, dżungla, zarys skał gór. Podczas tych powyższych penetracji przestrzeni, medytacji przez kolejne dni, chęć do mantrowania zanikła.

 

KOMENTARZ

 

Uwolniłem się, więc na chwilę od potrzeby mantrowania, które nieświadomie wiązały mnie z systemami religijnymi. I co ciekawe, stało się to prawdopodobnie pod wpływem tekstów, obrazów i muzyki „Wingmakers”. Mają one, bowiem niesłychanie wielką moc wyzwalania z wszelkich pułapek, doktryn, systemów, zniewalających umysł. Jednak, jak się później okazało, potrzebowałem jeszcze prawie miesiąc czasu, aby w końcu całkowicie uwolnić się od mantr.

 

8.10.2004

Zdają sobie sprawę, że przede mną jest kolejna faza śmierci, obumierania poczucia wielkości. Czas odrzucić, odejść od wyobrażenia siebie jako mesjasza.

I tak w miarę upływu czasu, znów zaczynam pogrążać się w mantrach.

 

11.10.2004

Wtem na spotkaniu w piwnicy „Drzewo Życia” odbyła się medytacja: „Poszukiwanie przewodnika duchowego”. I wtem otrzymałem wgląd:

„…Otwieram wrota, bramę i widzę istotę, a raczej same emanujące światło. Wokół łąka, kraina wedyjska pełna bóstw, istot wyższych. Czuję od razu, że ta istota ze światła to Kryszna…

 

KOMENTARZ

 

Te mantry tak mnie otępiły, że nawet nie zdawałem sobie sprawy, iż Krysznę określiłem moim przewodnikiem duchowym. A przecież tak naprawdę, to stąd wynika chaos w moim umyśle, wszelkie pomieszanie, jak i sprzeczności. Ważne jest przecież życie zgodne ze sobą, a nie naśladowanie kogoś innego. My przecież też jesteśmy potężnymi, wielowymiarowymi jednostkami.

 

…Mówi mi ona w ułamku sekundy, jakby telepatycznie, iż nie jest osobą, którą ludzie przedstawiają na obrazkach, malowidłach, czy w księgach. Ona jest po prostu wielowymiarową istotą przenikającą wszystko. Jej nie można przedstawić za pomocą jakichkolwiek wyobrażeń intelektualnych. Również niebo wedyjskie, w którym teraz jestem, to jedynie wyobrażenie umysłów ludzkich…”

 

Później wgląd dokonywał się dalej, ale mam wrażenie, że intelekt zafałszował to, co się działo naprawdę:

 

„…Maha-mantra jest w porządku przy uświadomieniu równoczesnym, że tutejsze bóstwo, mistrzowie duchowi, niebo, to iluzja. A więc chodzi o sam fakt energetyczny tej mantry, która zanosi w wyższe wymiary”

 

KOMENTARZ

 

Jakże trudno było mi się oderwać od mantr. Wciąż myślałem, że to jest najwyższy szczyt, poziom w rozwoju. Bo przecież uwolniłem się od wszelkich ceremoniałów, kultów, a nawet wyobrażeń intelektualnych osoby Boga, czy nieba. Wciąż myślałem, że mantry to sedno, czysta esencja wszelkich energii, najwyższa energia pochodząca z samego świata boskiego.

 

Przez kolejne dni zadaję sobie pytanie, jak to jest z tą mantrą Hare Kryszna i tak wydobywają się kolejne spostrzeżenia, które wynikły z różnych zdarzeń, w tym szczególnie ze styknięcia się z filozofią Stwórców Skrzydeł:

Wszystkie systemy religijne, a nawet bahti joga, jako Misja Czajtania to konstrukcja energetyczna hamująca nasz rozwój, naszą ekspansję. Istnieje w niej bowiem schemat: mistrz-uczeń. A tutaj energia kręci się w kółko. Uczeń, czy służący bogu nie ma tutaj swobody, nie może odkrywać szerszych przestrzeni energetycznych, innych wymiarów. Nie może uzyskać szerszej świadomości, bo robi tak, jak przykazał mu bóg, czy mistrz. Wymiar, w którym energia krąży (może to być stan Buddy, świadomość Kryszny, Chrystusa) jest jak kropelka w olbrzymim oceanie świadomości. Te istoty, które mają dostęp do tego oceanu chciały się podzielić z ludzkością tą wiedzą, tym wglądem. Jednak za każdym razem jakoś tak się działo, że ludzie traktowali te istoty jako kogoś najwyższego, jako Boga i zapomnieli, że sami z natury są wielkimi istotami duchowymi, podobnie jak te, które im się objawiły.

 

Wszystkie te kulty, uwielbienia, pokłony, służba istocie uważanej za Boga, (ona jedynie uświadomiła sobie jedność z Bogiem) powodują, iż przestajemy wykonywać pracę, robić wysiłek, by samemu na miarę swej niepowtarzalnej indywidualności podbijać nieskończoność. Ludzie jak dotąd ulegają schematowi, iluzji, że ktoś za Nas to zrobi. Powstaje innymi słowy mit zbawiciela, a zarazem osiągnięcia ostatecznej świadomości boskiej. Czas wyjść poza ten schemat! Każdy sam musi to zrobić. Jedynie wtedy można wniknąć w szersze obszary świadomości. Poza tym nie ma ostatecznej krainy wiecznej nieskończoności. Nie ma czegoś takiego, jak koniec ewolucji w postaci ostatecznego nieba, czy najwyższej sfery boskiej, jak chociażby sfery świadomości Kryszny. To jedynie kroczek ku dalszej nieskończonej ekspansji po spirali na szersze poziomy świadomości. Idea pewna po prostu została Nam nie tak przestawiona. Bóg to Istota, którą my jesteśmy, z którą stanowimy jedność. Ważne jest więc, poczucie jedności ze wszystkim i z każdym. Wszyscy stanowimy całość.

 

16.10.2004

Teraz to jest oczywiste, że Kryszna to nie Bóg, całość. To istota kosmiczna o szerokiej świadomości zjednoczona z Bogiem. A więc maha-mantra powoduje, iż zaczynam rezonować z tą istotą duchową i wnikać w subtelne poziomy energetyczne. Na pewnym etapie ekspansji mej świadomości może to być przydatne, bo świat niższych zmysłów, popędów zanika, a otwierają się wyższe sfery. Jednak zapewne w dużej mierze trzeba na siebie liczyć.

Od kilku dni przeżywam głęboki proces oczyszczania. Uświadamiam sobie miedzy innymi, iż jest czas, aby samouwielbienie, uważanie siebie za mesjasza, guru uległo procesowi transformacji na poczucie siebie w jedności ze wszystkimi istotami i oczywiście z nieskończonością, wielkim architektem wszechświata. Tak naprawdę każdy z Nas jest jednakowo uduchowiony. Każdy z Nas jest niepowtarzalny. Każdy stanowi ważną nić w konstrukcji wielkiego dzieła. Ważna jest pokora. Poczucie jedności. Świadomość, do której na przykład teraz doszedłem, istnieje dzięki współpracy wielu osób i na Ziemi, i w wyższych wymiarach. A takich istot jak ja jest zapewne tu na Ziemi miliony. No cóż. Do dzieła. Niech Ziemia, a na niej ludzie budzą się ze snu i startują w wielowymiarowość!!!

 

15.10.2004

Śmierć ojca mojej partnerki. Wskaźnik nowiu progresywnego. To istotna zmiana w moim życiu. Nowy rozdział życia. Nagle zaczynam wypowiadać swoje opinie, swoją wewnętrzna wiedzę. To czas otwarcia się, przekazu wiedzy ludziom, a raczej wzajemna wymiana. W trakcie ceremoniału pogrzebowego przez kilka dni czułem się, jakbym był po drugiej stronie. Przez cały niemal czas mantrowałem: „Gopala Gowinda Rama, Madana Mohana”, maha-mantra oraz „Om Ah Hung…Hung”. To również rozmowy z ojcem po drugiej stronie, by skierował się ku wyższym sferom. Jednak co jakiś czas pojawia się lęk, bo widać jego jako ducha, słychać jego głosy i czuć jego obecność. Stąd jako ochronę stosuję mantry przed snem. A poza tym wydobywam z siebie światło.

 

24.10.2004

Hare Kryszna to silna mantra. Ktoś powie religia, kult. Z całym tym ceremoniałem w Misji Czajtania oraz Ruchu Hare Kryszna tak. No i taki człek odrzuca tę drogę (tak było ze mną dwa lata temu) i wpada w sidła pogoni za niższymi pragnieniami, za materializmem, za adrenaliną, emocjami. Zapada znów w sen. Jednak ta mantra ma duże znaczenie. Naszą świadomość zaprowadza na wyższe sfery energetyczne. Przy wyobrażeniach czysto mentalnych osoby Boga (obrazy) wyższych istot tej planety pozamaterialnej, najprawdopodobniej osoba, trafia po śmierci do najwyższej sfery niebiańskiej świata konkretnych myśli. No cóż, to nie jest coś najwyższego. Ale w swoim czasie ma istotne znaczenie w oczyszczaniu natury umysłu z pragnień i nieistotnych myśli. To zapewne lepsze, niż angażowanie się w ekstremalne sporty, interesy, telewizję, miłość erotyczną, pogoń za pragnieniami tego świata. A więc na pewnym etapie jest to chyba szczyt rozwoju duchowego. Bo sama wiedza duchowa, bez czystości to jeszcze nie to. Bo przecież jak myśl, to i czyn. Poza tym, co istotne, bahti joga rozwija miłość do wszystkich istot wszechświata i stanowi jedność z Istotą Boską. To samooddanie. Ta mantra jest bardzo ważna. Bo to, co zauważyłem bez niej można łatwo wpaść w sidła pogoni za światowymi pragnieniami. Jednak trzeba odrzucić ten kult, pokłony, ceremoniał, a pozostawić samą esencję tej drogi. Wtedy to dopiero można przekroczyć niższy świat mentalny i dostać się do wyższych światów poza system ziemskiego wcielenia. Tamte wyobrażenia to transcendentalne obrazy wyższych światów, a więc nie na poziomie obrazów, lecz świateł i dźwięków.

 

25.10.2004

Czasem wciskają się jakoś dziwnie wyobrażenia seksualne, lecz nie dochodzi do nich. Coś jakby mnie korciło. Dużo mantruję, ale nie da rady tego wyprzeć.

 

KOMENTARZ

 

Podobnie było z wypieraniem ducha ojca Marty. Czyż to nie oznaka, że mantra nic nie daje, lecz jedynie blokuje, otępia naszą wrażliwość na cokolwiek, łącznie z tym, od czego uciekamy?

 

Wtem dochodzę do wniosku, iż to spiralny, energetyczny powrót tych myśli, jeszcze nie do końca wypalonych. Wiedząc, iż to nie moje myśli, lecz innej istoty, która koło mnie się kręci, wyganiam ją i jest spokój.

 

KOMENTARZ

 

A więc mantry nie wypalają karmy.

 

Pewna rozmowa w ośrodku „Drzewo Życia” była dla mnie niezłą pobudką, pewnym przebudzeniem. A oto potok myśli, wniosków, które wyłoniły się z niej:

 

Tolerancja to istotna cecha. Skąd te konflikty, walki, rozterki? Czyż nie wynikają one z myślenia, iż to my mamy rację? „O to jedyna droga, ta prawdziwa”, „Oj jejku! W końcu, kto zna prawdę?” i już emocje, bo moda na rację czy to w świecie naukowym, religijnym, czy duchowym. Czyż ja tego nie robię? Czyż nie próbuję znaleźć jakiejś prawdy ostatecznej, najlepszej drogi jak na przykład bahti joga (maha-mantra) i stać się wzorem, guru? To przecież subtelna walka o rację. „O! To, co powiedział ten mistrz to prawda!” Czyż to nie nonsens? Czyż to nie źródło tego zamieszania na tej Ziemi? Bo czy intelektualnie można komuś przekazać prawdę, drogę do oświecenia? Nie! To fikcja! Ba, nie ma jedynej drogi! Przekaz prawdy przez mistrza to jedynie wyobrażenie. I ludzie zaczynają się kłaniać przed wyobrażeniami intelektualnymi: obrazami, posągami, zaczynają czcić, wielbić, odprawiać rytuały, obrzędy. Po co to wszystko?

Poza tym, wszelkie te schematy religijne są objęte w konstrukcję hierarchiczną. Jest mistrz i po kolei osoby według stopnia kwalifikacji duchowej. Czyż to nie władza nad rozwojem ludzi? „O! Tak masz robić i to będzie dla ciebie oświecenie!” To czysta kontrola tego, co robisz. „To jest właściwe, a to nie!” Stąd zamiast samemu myśleć, jedynie powielasz, stajesz się maszyną. Gdy dochodzi wiele dróg, które różni mistrzowie proponują, pojawia się konflikt i w Nas i z innymi. To nie jest tak, że ktoś wie lepiej, a ktoś gorzej. Każdego racja jest dopełnieniem drugiej. Wszystko się uzupełnia, stanowi razem jedność, całość. Każda racja jest jedynie spojrzeniem z innej perspektywy. Gdy istnieją takie pojęcia jak mistrz, guru, przewodnik duchowy, wówczas zatracamy siebie takimi, jakimi jesteśmy.

 

Każda religia jest innym spojrzeniem na rzeczywistość, ale nie złym. Czyż nie brak tolerancji? Nawet do każdej filozofii, każdego człowieka, istoty żywej. Nie ma złej drogi. Ba, w ogóle nie ma ani dobra, ani zła. Spotkanie się z nową ideą, prawdą, racją to poszerzenie swej świadomości. A my często z nią walczymy i obstajemy przy swojej. Czy to nie hamulec w ewolucji? Gdzie tolerancja? Często coś nazywamy złem. A czy to w ogóle istnieje? Same pojęcia jak: piekło, diabeł, zła droga, obcy z kosmosu jest nietolerancją. To jedynie inny punkt widzenia, inna filozofia. Nie ma kogoś lepszego, ani gorszego, jedynie inny na swój sposób. Teraźniejsze kataklizmy, zniewalające systemy, wypadki w życiu, straty, choroby, wszystko czemuś służy. Zło i dobro to wymysł umysłu. Czy istnieje coś takiego, jak lepszy i gorszy horoskop, czy zła kombinacja numerologiczna? To fikcja. Jest tendencja do przedstawiania tej jedynej prawdziwej drogi, prowadzącej ku szczęściu. Przecież każdy jest niepowtarzalny. Czy istnieje złe zdarzenie, nieszczęście, coś niewłaściwego? Jeśli tak, to znów jesteśmy nietolerancyjni. Każde zdarzenia, jakie by nie były, coś wnoszą w nasze życie, szerzą ogląd na rzeczywistość. Przybywają doświadczenia.

Gdyby nie było tej mody wśród ludzi na dążenie do jedynej prawdy, wówczas bym się tak nie miotał, jak dotąd w sprzecznościach, co do właściwej drogi. Przecież każda jest w porządku, jeśli nam pasuje i jest zgodna z naszym rozumieniem rzeczywistości.

 

26.10.2004

 JAKŻE UCIEKAM OD TEJ MYŚLI, PUENTY, IŻ RÓWNIEŻ MANTRY, A NIE TYLKO RYTUAŁY I OBRZĘDY, TO OPIUM DLA MAS. TO NIE OCZYSZCZENIE ENERGETYCZNE, TO NIE NEUTRALIZACJA, LECZ OTOCZKA OCHRONNA, INNYMI SŁOWY OTĘPIENIE. TO BLOKADA NIE TYLKO PRZED EMOCJAMI, NISKIMI PRAGNIENIAMI, MYŚLAMI, KTÓRA DAJE NAM UCZUCIE UWOLNIENIA, NIRWANY. TO BLOKADA RÓWNIEŻ PRZED RZECZYWISTOŚCIĄ, A ZARAZEM PRZED INNYMI WYMIARAMI.

WYMYŚLA SIĘ RÓŻNE CUDA: DŁUGOLETNIE PRAKTYKI, MEDYTACJE, JAKŻE SKOMPLIKOWANE, PEŁNE MODLITW, MANTR, RYTUAŁÓW. TO TAK NAPRAWDĘ UBRANKA, SZATY, KTÓRE ZAKRYWAJĄ TO, CO JEST. PODOBNE UBRANKA TO KULT CIAŁA KOBIETY, MĘŻCZYZNY, MODA, KULTURA, ZAEWOLUOWANE DZIEDZINY NAUKI. WSZYSTKO TO NAS PODSTĘPNIE WCIĄGA. CZAS ZRZUCIĆ TĘ ILUZJĘ, OPAKOWANIA. CZYŻ TO NIE OBAWA PRZED PROSTOTĄ?

 

To prawdziwa śmierć. Umierają we mnie:

-marzenia erotyczne z pięknym ciałem dziewczyn (już same one obniżają nasze zdolności psychiczne i zatrzymują naszą świadomość na niższych częstotliwościach, na poziomie fizycznym);

-uważanie siebie za guru, nauczyciela. Wszyscy jesteśmy ważni. Każdy ma coś istotnego do powiedzenia. Istotna jest współpraca;

-mantry (otępiające nasz wgląd w wyższe wymiary).

 

NA POZIOMIE DUCHOWYM, RELIGIJNYM:

Mantry, modlitwy, obrzędy ogłuszają;

 

NA POZIOMIE FIZYCZNYM:

Myśli erotyczne, alkohol, leki farmaceutyczne, obżarstwo (mięso, słodycze) ogłuszają.

 

A tu zaraz następnego dnia dziwna odmiana. Nie wiadomo co robić. Przede mną otwiera się pustka. Czuję jakbym wkroczył na pustynię bez życia. Odrzuciłem mantry, życie duchowe, dążność do wyższych sfer, nieba. A to była przecież jedna wielka euforia. Cudowny świat. Inny świat, nie z tej Ziemi. Ale tak naprawdę trans. No cóż, różne narkotyki tak wpływają na poczucie rzeczywistości. Wprowadzają Nas w odmienny stan świadomości. I właśnie te mantry, wszelkie modły, pokłony, rytuały, obrzędy religijne, pieśni były niezłym opium. Cała ta ceremonia, zewnętrzne piękno, muzyka nieźle przyciąga tłumy ludzi. Jednak to otępianie umysłu, zmysłów.

 

To niesamowite, iż ostatnio całymi dniami mantrowałem, wytwarzając według mego mniemania cudowne energie kosmiczne. A teraz jest jasne, że powtarzanie czegoś w kółko, to otępianie umysłu. Pierwsze chwile jakiegokolwiek zjawiska, odczuwa się najbardziej, później jednak ich siła odbioru słabnie. Teraz jednak wkroczyła wielka cisza.

Jestem na krawędzi między światem duchowym, religijnym, a światem pogoni za emocjami, niby prawdziwym życiem, który tkwi w świecie cywilizowanym. Jednak te prawdziwe życie jest dla mnie za bardzo emocjonalne. Wszelkie sporty ekstremalne, w których niegdyś się lubowałem, muzyka wyskokowa, podbój świata dla samego podboju, przygód, emocji, marzenia erotyczne, kariera dla samej kariery, wszystko to również jedno wielkie opium. A dochodzi do tego alkohol, narkotyki, papierosy, mięso, leki medycyny konwencjonalnej. Wszystko to otępia zmysły. Więzi Nas w trójwymiarze. Teraz to chyba jasne, że jestem jakby w jednej wielkiej pustce. Nie ma nic do roboty. Czy to ma być nirwana? Stan bez myśli, pragnień? Czy to pustka, o której trąbi buddyzm? To nonsens.

 

Z pewnych nauk okultyzmu, teozofii dowiedziałem się, iż różne szkoły jogi, czy religii, które zabijają w sobie pragnienie świata zmysłów, co prawda wprowadzają ludzi w świat nirwany, poza system ziemskiej inkarnacji, jednak to, że w tym przypadku wyzbyli się oni tych pragnień wcale nie znaczy, iż one nie powrócą. One mogą być jedynie w ten sposób (na przykład przez mantry, czy pewnego rodzaju medytacje) otępione. Możemy mieć wtedy poczucie, że się wyzwoliliśmy, jednak po długim okresie czasu, po wielu setkach czy tysiącach lat, znów te pragnienia dopadają i rozpoczynamy życie w tym miejscu, w którym co dopiero skończyliśmy. Ważne jest, więc nie uciekanie od pragnień, zabijanie ich, tępienie, określanie jako złe, bo to przemoc, ale przemiana ich na inne, nieco wyższego rzędu.

 

Z tej ciszy, w której tkwię wyłania się przyroda, której tak długo nie widziałem, którą mantry przysłoniły. Oderwały mnie one od emocji, jak i piękna tego świata. Usadowiły w systemie, polu energetycznym o wysokich wibracjach, lecz zawężonym polu. Piękna pułapka, jakże majestatyczna. I to po to, by człowiek nie mógł odkrywać samemu nowych przestrzeni energetycznych. No cóż. Oddając się religiom, ale i emocjom, nie jesteśmy w stanie odkrywać na miarę swych niepowtarzalnych zdolności nowych rzeczywistości, wymiarów.

 

KOMENTARZ

 

Życie jest piękne. Wszystko jest cudowne. Wszelkie zło to wymysł naszego umysłu. Każde zdarzenie, sytuacja w życiu jest tak naprawdę jedną wielką pasjonującą przygodą. A cierpienie wynikiem niezgody na to, co jest. Ważne jest Tu i Teraz w harmonii z sobą i otoczeniem.

 

Oddaję się zgłębianiu natury przyrody studiując astronomię, biologię. Jakże to niesamowita otchłań. Nadal zgłębiam siebie, inne poziomy energetyczne. Oddaję się medytacjom, stanom bez myśli. I co ważne, pojawia się przede mną kolejna inspiracja, właściwie główna po odrzuceniu świata religijnego: „Wingmakers”. Zmierzam, więc do zdobycia wszelkich materiałów filozoficznych, muzycznych i obrazowych, które de facto, jak się na nie otworzymy, uwalniają od wszelkich konstrukcji zniewalających w tym trójwymiarze.

 

7.11.2004

Jakże dobrze, iż niedawno temu, jeszcze raz zanurzyłem się w mantrach i podążałem drogą bez wyobrażeń intelektualnych do nieba Kryszny. Dzięki temu głębiej zrozumiałem istotę zniewalającej konstrukcji systemu hierarchicznego: mistrz-uczeń. Nie ma ani złej, ani dobrej decyzji. Każda przecież poszerza świadomość.

Gdy podane są Nam z góry recepty na życie przez religię, naukę, czy jakikolwiek inny autorytet, wówczas jesteśmy, jak kucharz, który wykuł na pamięć tysiące recept, a w gruncie rzeczy nie wie, w jakim celu są określone składniki. Gdyby wiedział, wówczas sam by wymyślił tak wyśmienite potrawy, ba nawet więcej. A tak jest jedynie maszyną, robotem powtarzającym określony wgrany program bez swego twórczego wkładu. Chodzi mi o to, iż te recepty, czy wiedza w szkole wykuta na pamięć, bez zrozumienia, wylatuje z głowy. Jeśli przyjmujemy od guru, mistrza duchowego, księdza prawdę określającą nasze życie, wówczas rezygnujemy z doświadczenia, przez które on przeszedł, a zarazem ze zrozumienia, bo jego słowa jakiekolwiek by nie były są dla Nas puste, bez życia. I przez to, w końcu tak naprawdę nic nie wiemy, no, bo nie doświadczamy. A głównie przez doświadczenie na bazie własnej inicjatywy twórczej możemy coś zrozumieć i wykorzystać.

 

Religie - opium dla mas

 

Piękne, zwabiające szaty: modlitwy, mantry, obrzędy, ceremonie, niebo

Piękne hasła mylące jednostkę: rozwój duchowy, inicjacja, wyzwolenie

 

W imię swojego wyznania religijnego zabija się, nie toleruje innych perspektyw rozumienia rzeczywistości; nie toleruje swoich wewnętrznych potrzeb, żyjąc według cudzych nakazów i zakazów; całą swoją moc oddaje aniołom, bogom, a siebie uznaje za malutką istotę. Jest to sposób na kontrolę umysłu ludzkiego. Narzuca się ludziom wizję jak wygląda świat po „śmierci”, jakie istoty zamieszkują tamte światy, a tylko po to, by nie dowiedzieli się czasem o istnieniu innych istot w kosmosie, innych światów, a tym samym, nie dowiedzieli się o swoich nieograniczonych zdolnościach, możliwościach, wewnętrznej mocy.

 

Patriotyzm - opium dla mas

 

Piękne hasła mylące jednostkę: miłość, poświęcenie, honor, dobro ojczyzny

 

Jest to jeden ze sposobów skłócania ludzi ze sobą, dzielenia, aby osłabić w nich siłę, aby można było ich kontrolować. W imię miłości zabija się ludzi, uruchamia przemysł zbrojeniowy, który wyzyskuje ludzi.

 

Pieniądze - opium dla mas

 

Jest to narzędzie zastraszania ludzi. System kontroli, w którym jedni żyją kosztem innych. Wystarczy tylko komuś wmówić, że bez pieniędzy nie przeżyje i już taka jednostka jest w stanie poświęcić swoje życie. Dla pieniędzy z obawy o przeżycie poświęca cały swój czas, całą swoją siłę, kontakt z bliskimi. Taka jednostka wykańcza siebie, robiąc często coś, co z niej samej nie wypływa, a więc wbrew sobie. Taka jednostka, która przez cały czas w ten sposób pracuje, nie ma czasu, ani siły, by pomyśleć, by odkryć, że istnieje inny sposób na życie, taki, w którym nie ma żadnych ograniczeń.

 

Papierosy, alkohol, narkotyki, mięso, słodycze, obżarstwo - opium dla mas

 

One to obniżają wrażliwość, otumaniają, usypiają. Doprowadzają do stanu, w którym to jest się jeszcze bardziej podatnym na kontrolę, jest się w stanie jeszcze więcej znieść ograniczeń, trudów. Można wtedy tym jednostkom zrobić niemal wszystko, zabrać bogactwa, ograniczyć dostęp do szerszego świata, fizycznego, intelektualnego i duchowego, zabrać wszelkie prawdziwe przyjemności i już robota wykonana. Człowiek w stanie takiego otumanienia jest wtedy zdolny zrobić wszystko, wszystko, co jego poniża, nawet choćby to powodowało cierpienie. Zgadza się na to, co jest.

 

Pornografia, uzależnienia seksualne opium dla mas

 

Trwonią energię, moc i uwagę, którą przecież można wykorzystać do realizacji swoich marzeń. Doprowadzają ludzi do poziomu zwierzęcego. W wyniku tego ludzie mogą być łatwiej kontrolowani i wyzyskiwani. Odbierają szczerą radość z życia. Ludzie w ten sposób, utrzymywani są w wąskim, wirtualnym świecie. Łatwo jest wtedy ich kontrolować.

 

Nauka w aspekcie logiki w oderwaniu od wielowymiarowości

 

Zamyka ludzi w trójwymiarze, jak powyższe, i każe wierzyć w określone niepowtarzalne prawa. Kontroluje, narzuca im pewien sposób myślenia. Mówi, że tylko tak jest, a tamto nie istnieje, jest niemożliwe. Tym sposobem ogranicza się ich swobodę działania, a tym samym ułatwia życie ich kosztem.

 

 

8.11.2004

Dwa lata temu, podobnie jak teraz wszedłem mocno w świat duchowy. Dużo wtedy medytowałem, mantrowałem. Odrzuciłem całkowicie adrenalinę sportową, jedzenie, aspekt seksu, pieniądze, zbyt szybki ruch, zimną wodę, gdyż były to dla mnie zbyt silne emocje. Bazowałem wtedy jedynie na wyższych czakrach. Niższe ominąłem. Materia nie miała znaczenia. Ideał joginów, mistrzów duchowych, guru, buddystów. Ważny tylko duch, nirwana, wyzwolenie.

Jednak wystarczyło niby jedno potknięcie – chęć jedzenia i zostałem wciągnięty w wir materii. Zacząłem dużo biegać, kąpać się w zimnej wodzie, wszedłem w marzenia erotyczne, chęć zarabiania kasy, podbijania terenów. Zapragnęło się ekstremalnych sportów. A więc niemal całkowicie pominąłem wyższe czakry. Wpadłem w przeciwieństwo. Wtedy to, wejście w świat jedzenia, materii było zainicjowane przez odkrycie, iż obrzędy, rytuały, pokłony w Misji Czajtania i innych systemach religijnych to opium, narkotyk dla mas. No i oczywiście poczucie euforii, wyzwolenia, ale zarazem nieświadome wejście w inny system zniewolenia, jakże otumaniający. No cóż, emocje, lęk, pragnienia obniżają wrażliwość na wyższe systemy energetyczne.

W tym roku znów wpadłem w świat religii, mantr, w poszukiwanie tej prawdziwej dla wszystkich drogi oraz w wyobrażenie siebie jako guru, Chrystusa, nauczyciela duchowego tego świata.

I teraz, gdy budzi się we mnie poczucie jedności, ważność każdej perspektywy widzenia, zbiorowe działanie, każdego wkład w ewolucję, wywyższanie się nad innymi zanika. Podobnie i mantry z mojego świata zanikają. No cóż, wynoszą one Nas na wyższe poziomy energetyczne, ale i zamykają w małym światku, no bo przecież otumaniają.

 

Pomimo wyjścia ze światka religijnego, tym razem nie wpadłem w materię. Umarły we mnie marzenia erotyczne, adrenalina w dyscyplinach sportowych, gdzie występuje rywalizacja, a zarazem lęk o przegraną, poniżenie. Umarły filmy pełne przemocy, strachu, problemów życiowych, emocji oraz pogoń za samą materią.

 

Jednak to, co odczytałem w materiałach channelingowych od Plejadian, w pewien sposób ochroniło mnie przed zagłębieniem się w tę materię, przeciwieństwo. A mianowicie seks, orgazm to również droga w wyższe wymiary. A tak wśród ludzi jest tendencja, a właściwie moda, albo na kult ciała, seksu, przyjemności, albo na potępienie w ogóle tej sfery, określenie jej jako złej. A przez to obydwie grupy ludzi są usidleni w pułapce. U jednych potrzeby erotyczne folgowane, u innych zagłuszane. Skutkiem tego i jedni i drudzy są uwięzieni w trójwymiarze. Tutaj zwabia piękno ciała, a tam piękno drogi, pełnej ceremoniału ku niebu.

 

Niesamowite odkrycie, innymi słowy pobudka. Dotąd ani razu nie spojrzałem na tę sytuację z tej perspektywy. Od dłuższego czasu dużo medytuję, wyciszam emocje. Jestem w spokoju, bez pogoni za emocjami, a tu nagle tańczę w ośrodku „Drzewo Życia”. No tak, wcześniej kierowałem się ideałem człowieka wyciszonego, może świętego, czy jogina, którego nie dotyczy materia, który idzie jedynie drogą ducha i ma jakieś opory, by poddać się tańcu, no bo uważa to za zbyt emocjonalne. Jest tu jednak pewien subtelny niuans: taniec bez wzięcia pod uwagę w danej chwili wyższych światów duchowych, miłości to rzeczywiście emocje, coś niby niewartego, niegodnego. Dużo tu lęku, strachu, agresji, ciężkich energii, oddalających od wyższych wymiarów, stąd ten popęd mistrzów duchowych, a za nimi uczniów ku światu ducha, a zarazem potępienie materii. A więc działanie jedynie na wyższych czakrach, na przykład w aspekcie czakry korony by doznać samadhi, oświecenia.

A co by było, gdyby tańczyć w zrównoważeniu na bazie wszystkich czakramów? Taniec, silne wzburzone wody oceanu, wiatr, nieco intensywniejszy ruch jest pobudzeniem czakry podstawowej, a więc źródłem energii. Bez świadomości wyższych subtelnych światów, wielowymiarowości, miłości, te elementy żywiołów pobudzają emocje, wiążą z tą materią, trójwymiarem. A świadomość ich wprowadza w otchłań poczucia jedności ze wszystkim. Moc, pobudzona energia w dolnym czakramie może być, więc przeznaczona nie na emocje, lecz do wyższego celu, na twórczość. No cóż, by coś stworzyć, trzeba mieć dużo energii. A tak religie, seks, adrenalina odbierają Nam tę energię, tę moc realizacji marzeń. Sprytne to, prawda? Człowiek niemający swej bazy energetycznej łatwiej podlega kontroli.

 

A więc sport na bazie, kto lepszy, a kto gorszy, lub w aspekcie lęku, strachu, emocji, adrenaliny, rozładowania, odczuć narkotycznych rzeczywiście odcina Nas od wyższych światów energetycznych. Jednak uprawiany w spokoju, dla samego poczucia zjednoczenia, te zjednoczenie nawet wzmaga. Wtedy to energia podąża do czakry korony i wyzwala się stan bez myśli, pewnej nirwany, przepływu energii. Działanie, więc na bazie wszystkich czakramów to zrównoważenie pełne.

Mistrz duchowy, guru, jogin, który przykładowo działa jedynie w aspekcie czakry korony i pomija niższe, jest niesamowicie wyciszony. Ale wystarczy, by pojawił się wśród ludzi w zwykłych zdarzeniach i łatwo o upadek na sam dół, w świat emocji, niezrównoważenia. Oświecenie, jeśli w ogóle istnieje to działanie na bazie wszystkich czakramów. Inaczej mówiąc, zrównoważone życie nie tylko na odludziu, ale i wśród ludzi.

A więc nie ma czegoś takiego, jak na przykład ucieczka od świata fizycznego. Jeśli go określimy jako gorszy, czy zły, wówczas pojawia się ocena sytuacji i wchodzimy w świat dualizmu. Przecież każdy aspekt rzeczywistości jest cudowny. Wszystkie poziomy energetyczne są ważne. Wszystko i wszyscy razem stanowimy przecież jedność.

 

19.11.2004

Odmienione życie. Odrzuciłem indoktrynację, całą ideologię, wiarę w boga, aniołów, diabła, kult czy podziw mistrza, guru, przewodnika duchowego. Wyszedłem poza drogę do nieba, do ostatecznego oświecenia, wyzwolenia. Te idee, cele to iluzja. Czas obudzić się ze snu. Życie jest nieskończonym skokiem po spirali na coraz to wyższe poziomy kwantowe. Ale odlot. Nie ma już emocji. W jakim celu do nich mamy się przywiązywać, a właściwie do czegokolwiek? Zaufajmy życiu. Nie ma już w mych myślach pragnień i pożądań seksualnych, które jak dotąd zagłuszały me myśli, cele życiowe, twórczość, kreację życia. Nie ma już mantrowania, które wypełniało mój umysł i odcinało od myśli twórczych, od jakichkolwiek odkryć. Przecież umysł przepełniony nieistotnymi myślami narzuconymi z zewnątrz jest niezdolny do samodzielnego myślenia. Jest zdany na kontrolę z zewnątrz, manipulację. Dlatego nadszedł czas, byśmy wyśli poza chaos myśli seksualnych, pornografię, jak i świat mantr. A wtem pojawi się cisza, a zarazem nasze myśli, nasze pragnienia, które w końcu będziemy mogli zacząć realizować w swoim życiu. Czas uwierzyć w siebie, zaufać sobie.

 

Umiera we mnie poczucie, iż jestem kimś najważniejszym na tej Ziemi. Jest to bardzo gwałtowna zmiana w moim życiu. Wszyscy mają istotny wkład w wielki plan na tej Ziemi, plan wkraczania coraz większej liczby jednostek ludzkich w świat energii, wielu wymiarów. Zanik emocji wynikających z pożądań, przywiązywania, uprawiania sportów ekstremalnych, czy mantrowania powoduje, iż zaczynam odbierać coraz subtelniejsze poziomy energetyczne. Tym razem pomimo odejścia od całego ceremoniału religijnego, różnych ścieżek jogi, kultu piękna zewnętrznego nie zatracam poczucia wielowymiarowości. To już jest oczywiste, że emocje przytłumiają, otępiają nasze zmysły na inne formy energetyczne. Już nie czuję się tak spłaszczony w tym trójwymiarze. Jest poczucie szerszej przestrzeni.

Od trzech miesięcy jestem na weganizmie, uczestniczę w wielu warsztatach ezoterycznych dotyczących pracy nad czakrami, biorę raz udział w kąpieli w dźwiękach gongów,........

 

KOMENTARZ:

 

No cóż, w niedalekiej przyszłości, jeszcze raz musiałem przeżyć koncert gongów, by zdemaskować i tę formę kontroli ludzkiego umysłu. Dowiedziałem się wtedy, że w trakcie tworzenia gongów, mis tybetańskich, nanosi się na nie, energie różnych modlitw i mantr. A one przecież odcinają ludzi od materii, od ich korzeni, wewnętrznej mocy. Otępiają ich percepcję, odbiór równoległych wymiarów, światów. W trakcie słuchania tych dźwięków, jak i po, ludziom zdaje się, że doświadczają jeszcze bardziej „duchowych światów”. A tak naprawdę po prostu upili się religijnym alkoholem. Odebrali to jako nirwanę, wyższą świadomość. Często wtedy mówią, że gdzieś odlecieli. Jednak nie wiedzą gdzie. Po prostu nie byli tego świadomi. A dlaczego? To bardzo proste. Mają przez te energie otępione zmysły. Na tym polega kontrola umysłu ludzkiego, by czasem nie stał się świadomy równoległych światów. Człowiek wychodząc, bowiem poza te wszystkie różne systemy, w tym dźwięki mantr, jak i gongów, staje się w końcu świadomy równoległych rzeczywistości. W końcu telepatia staje się czymś oczywistym. W końcu potrafi podróżować w czasie, odwiedza inne wymiary i co najważniejsze aktywnie zaczyna w nich tworzyć, współpracować z różnymi istotami. No, ale jak ma to zrobić człowiek, skoro otępia swoje zmysły na przykład energiami mantr.

 

...........bardzo dużo medytuję, no i ćwiczę qigong lecącego żurawia. Poza tym realizują się moje marzenia. Przygotowywana jest do wydania pierwsza książka, pojawiają się możliwości prowadzenia zajęć lecącego żurawia. Ktoś powie, że to przypadek, że mam farta. Nie, to kwesta wyciszenia, wejścia w spokój, ukojenie, stan bez przywiązywania i poczucia siebie za kogoś najlepszego. Wyciszony umysł sprawia, iż mam większą kontrolę nad tworzeniem rzeczywistości. Bo jak zrobić cokolwiek od siebie w życiu, skoro wszędzie tyle tych reklam, opinii rodziców, nauczycieli, autorytetów duchowych, kolegów ze szkoły i z pracy. Wszędzie mówią Nam, co mamy robić, jak się zachowywać. Te myśli, pragnienia odbieramy jako własne i wpadamy w sidła kontroli z zewnątrz. Ważne jest rozpoznanie, czy dana myśl, pragnienie wypływa z Nas, czy jest narzucona z zewnątrz. Z każdej strony pojawiają się jakieś sugestie. I tak tkwi w naszych głowach chaos różnych myśli, niekontrolowany, nieświadomy ich przepływ. I jak z tego chaosu przypadkowych myśli, możemy zmaterializować życie radosne pod kątem własnych potrzeb i zainteresowań, cokolwiek stworzyć od siebie? Dotyczy to okresu dzieciństwa, szkoły i pracy. Wszędzie przytłumiają przecież Nas rodzice, nauczyciele, pracodawcy, i robimy to, co oni chcą, czy sugerują. Wydaje się Nam się, że tak musi być, wola Boga, albo konieczność wynikająca z aktualnego stanu gospodarczego, czy kulturalnego. Jednak to czysta fikcja.

 

Tak jak sobie pomyślisz, tak się stanie! Wszelkie przekonania materializują się. Dlatego by wszystko szło po naszej myśli, trzeba wyciszyć umysł, wytonować emocje. Świat bez emocji, pragnień, przywiązań okazuje się wtedy być życiem pełnym wrażeń, już jednak coraz bardziej wykraczających poza słowa, poza materialne wymiary tego świata fizycznego.

 

23.11.2004

Ostatnimi czasy po odrzuceniu systemów religijnych, mantr wszedłem w niesłychany świat energii. Wtem zaczynam odczuwać wibracje mandali, zdjęć kwiatów, wiedząc, na jakie obszary energetyczne ciała oddziałuje. Doznaję różnych form manifestacji energii. Nagle zaczynam odczuwać intencje różnych osób.

Tak naprawdę to teraz jestem w spokoju. Mantry jedynie blokowały, tworzyły osłonę przed innymi energiami, myślami, emocjami „negatywnego” pokroju, które jednak sobie czekały na dogodną chwilę, by dopaść chroniącego się człeka. Tym razem wykasowuję, oczyszczam się z różnych myśli, emocji, energii poprzez głęboki oddech, medytację i lecącego żurawia. Mantry były jedynie, jak haczyk, który zachęcał, zapraszał do systemu, czarując właściwościami uśmierzającymi ból, dającymi ukojenie, ale i zarazem zamykał na inne światy, mając podobne właściwości do chemicznych leków przeciwbólowych, które otępiają naszą wrażliwość.

To wręcz godne uwagi, iż różne istoty: anioły jak i demony podrzucają Nam cudowne, przepiękne wizje, a My nagle uważamy się za oświeconych. Wtem uznajemy, że to jest właściwa droga. A te wizje, wyobrażenia przecież są Nam narzucane z zewnątrz, by Nas nakłonić do pozostania na określonej drodze lub żebyśmy nią podążyli. I tak materializują się cuda, które niby są niepowtarzalnym dowodem na tę jedyną drogę do nieba. A w tym jest wielki interes „wyższych” istot, które Nam się objawiają. Bo w czasie modlitw, mantrowania, skupiania uwagi na mistrzu, guru, księdzu, czy obrazie osobowego boga, następuje przetłoczenie do nich olbrzymiej energii ludzkiej. I tak wzrastają oni jeszcze bardziej. To po prostu jedna wielka uczta energetyczna z olbrzymiego rozmodlonego tłumu ludzkości na tej Ziemi. Czas wyjść poza ten system kontroli. Po cóż poddawać się tym istotom? Przecież wszyscy jesteśmy wspaniali.

 

 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY: PRZESŁANIE DO CIEBIE

 

Czy myślicie, że te życie, które prowadzicie jest prawdziwe? Czyż nie widzicie, iż jesteście sterowani z każdej strony? Przecież wiadomo, iż myślą tworzymy rzeczywistość. A My nie myślimy. Za Nas myślą rządy, religie, organizacje duchowe, autoryteci naukowi. Kreują za Nas życie w zawężonym trójwymiarze na malutkiej planecie Ziemia w nieskończoności. Jesteście jak w klatce, w więzieniu „waszych” myśli, które narzucane są Wam na każdym kroku. Tylko spójrzcie. W końcu zacznijcie obserwować swoje życie. Neutralnie. Bo to ono jest waszą wielką księgą wiedzy.

Wszędzie są reklamy. Reklamy produktów, od których niby zależy nasze szczęście. Wmawia się Nam, iż aby żyć trzeba jeść. Jakże wielki nacisk jest na to położony. A tu nagle okazuje się, że to, tamto i jeszcze coś innego, jest szkodliwe. Jednak my dalej to jemy. Jakże to smaczne. W słodyczach tysiące trujących związków chemicznych. No tak, przecież reklamują te produkty wszędzie. Tak więc, my do nich się dobieramy. Ale zapominamy, że to istnieje w tym celu, by Nas kontrolować. Trujące, otumaniające substancje chemiczne w napojach słodzących, słodyczach sprawiają, że przestajemy przejrzyście myśleć. Po pewnym czasie, w ogóle nasza zdolność myślenia jest doprowadzona do stopnia minimalnego. Uszkodzone przez trujące substancje ciało fizyczne, mózg, a zarazem otępiona psychika, umysł, sprawia, że stajemy się wygodnymi jednostkami, które można wykorzystać niemal do wszystkiego. A chociażby do siły roboczej, która nie sprawia Nam przyjemności i zadaje ból. Jakoś nie widać konkretnego sprzeciwu wśród ludzi. Niemal wszyscy robią to, do czego są zmuszeni, to co nie lubią. Idą do szkoły, pracy. No tak. Przecież to normalne. W stanie uśpienia człowiek jest w stanie dokonać wszystko. Łatwiej jest mu wtedy wmówić, że istnieje życie tylko na Ziemi. Dochodzi w końcu do takiego paradoksu, że nie wie, czy istnieje życie po śmierci jego ciała fizycznego, czy przed jego narodzeniem. To powoduje, że jeszcze łatwiej jest go kontrolować. Boi się on przecież śmierci. Nie wie, że istnieją inne wymiary, cywilizacje kosmiczne. Zapomina o swojej rodzinie w innych rejonach kosmicznych. Nie wie, że może tworzyć myślą, podróżować w czasie i przestrzeni, że tkwi w Nim wielka moc. No bo jak, skoro wciąż Nas się otumania. I tak wmawia się Nam, że trzeba jeść mięso. Że trzeba zabijać zwierzątka i żywić się nimi. A tylko po to by przeżyć. A niemal nikt nawet nie sprawdzi, czy tak jest naprawdę. Czy rzeczywiście, gdy przestanie się jeść mięso, ciało fizyczne wchodzi w stan agonii, umiera? Nie zdajemy sobie sprawy, że w mięsie jest również dużo trucizn. No tak, szpikuje im się hormony wzrostu, antybiotyki, karmi padliną, odpadami, nie daje dostępu do światła, do godnego higienicznego miejsca pobytu, a później nawet zabija. By zahamować proces rozkładu mięsa, zatuszować, że tam nic takiego wartościowego nie ma, pakuje się wielkie ilości chemii, by nadać padlinie piękny kolor, zapach i smak. Wszystko, co człowieka może zwabić. A tylko po to by skonsumował cały stos trucizn. Ponieważ zwierzęta zjadają produkty roślinne i zwierzęce, kumuluje się w nich znacznie więcej toksyn, znacznie więcej chemii, aniżeli w samych roślinach, czy owocach. I tak karmi się Nas dodatkowo owocami i warzywami pełnymi środków chemicznych, a więc sztucznych nawozów, pestycydów, herbicydów i kto wie, czym jeszcze. Jedna wielka kontrola siły ludzkiej, by czasem nie wzrosła ponad normę.

 

KOMENTARZ:

 

Jednak już z każdą chwilą coraz więcej ludzi zwraca uwagę na to, co je. Już coraz więcej ludzi zdrowo się odżywia. Ludzie zaczynają odstawiać na bok alkohol, mięso, słodycze, wszystko, co jest trujące. W wyniku tego, z każdym dniem ludzie stają się coraz silniejsi, coraz zdrowsi. Nasza świadomość się rozszerza. W końcu przez to sami możemy wybierać, co chcemy robić w życiu. Już nikt Nas nie namówi na życie pełne cierpienia. Już nie. Bo stajemy się trzeźwi. Odstawiamy na bok, wszystko to, co otępia. W rezultacie świadomie wybieramy to, co chcemy, a więc życie, pracę, wszystko, co przynosi radość, zadowolenie, jedną wielka satysfakcję.

 

Wmawia się Nam, iż byśmy byli szczęśliwi musimy mieć dzieci, założyć rodzinę, mieć bezpieczną pracę przynoszącą pieniądze, a sama radość z pracy to nie, bo, po co to, komu. Iż musimy chodzić do pracy, w tym celu by przetrwać, a to, że w niej się wykańczamy to normalne. Przecież wszędzie tak jest. Wstajemy bardzo wcześnie z rana, niewyspani, ledwo co dojeżdżamy do miejsca pracy, a tam próbujemy jakoś przetrwać, wciąż czekamy kiedy ona się skończy. W końcu wracamy do domu. Jednak jesteśmy już wykończeni. Nie mamy siły by pomyśleć, że może istnieć zupełnie inny świat, że można inaczej żyć. Że nikt nikogo wcale nie musi wykorzystywać. Jest to jak widać bardzo sprytne narzędzie władzy. Jedna wielka elegancja, dzieło sztuki. Człowiek wykończony niechcianą pracą zasypia. Albo wraca wieczorem i włącza telewizor, albo po prostu idzie spać. Nie ma siły, aby się sprzeciwić i żyć inaczej. Nie ma energii, by wpaść na pomysł, że wcale nie musi tak ciężko pracować. Że myślą może wykreować materię, stworzyć to i owo. Że może na luzie żyć w dostatku i tworzyć coś pięknego. No cóż, ma tak otępiony umysł, wycieńczone ciało fizyczne. Otępia, osłabia je dodatkowo alkoholem, słodyczami, mięsem, lekami farmaceutycznymi. Jest wciąż kontrolowany. Z góry jest zaplanowane, o czym ma myśleć, jak ma myśleć. No cóż, to bardzo proste. Gdy ludzie funkcjonują ledwo co, na granicy, można wtedy im wmówić wszystko. „Takie są realia i już”. Wtedy nie mogą na przykład wyruszyć w daleką podróż, bo żyją z narzuconym im przekonaniem, że bez pieniędzy umrą z głodu. Gdyby ktoś nie pracował według norm społecznych (stała praca), to wmawia się mu, iż jest nieodpowiedzialny za swoje życie. „A rodzina? Przecież trzeba ją utrzymać!”. Mówi się Nam, że trzeba mieć dom, najlepiej wykupiony na własność, no i oczywiście meble, telewizor, komputer i inne tere morele. I na to pracujemy przez całe swoje życie. A gdy dożywamy starości mówimy, że już tak mało zostało Nam czasu na cokolwiek innego. Ja nie namawiam do antymaterialności, lecz zachęcam, by w końcu nie przywiązywać się do czegokolwiek, bo przed Nami życie. Mówi się, że aby być szczęśliwym trzeba mieć żonę, chodzić do kościoła lub uczęszczać w obrzędach innego systemu religijnego. Wmawia się Nam szczęście w niebie katolickim, Kryszny, Buddy i innych.

 

KOMENTARZ:

 

Jednak z każdą chwilą coraz więcej ludzi podejmuje się pracy przynoszącej radość. Coraz więcej ludzi wybiera pracę, która jest wyrazem ich niepowtarzalnych talentów, pracę która jest wyrazem radości, zabawy, która wnosi harmonię na całą planetę, która przynosi wszystkim korzyści. Przez to ludzie stają się coraz silniejsi. Mają czas i energię by wyciągać wnioski z życia, by pomyśleć, co zrobić by było jeszcze lepiej. Praca przynosi coraz większej liczbie osób jedne cudowne poczucie euforii. No cóż, mają wkład w szczęście całej planety, robią coś niepowtarzalnego, coś co cieszy ich i całą Ziemię.

 

Wmawia się Nam, iż aby być zdrowym trzeba zażywać leki farmaceutyczne. I nawet nie zdajemy sobie sprawy, że ta chemia, to coś nienaturalnego. Antybiotyki, leki przeciwbólowe to coś, co otumania nasz umysł, naszą wrażliwość, to coś, co truje, osłabia nasze ciało fizyczne. W wyniku tego jesteśmy jak pod wpływem narkotyków. Otumanieni, otępieni jesteśmy zdolni zgodzić się prawie na wszystko, co nie przynosi Nam radości. Jesteśmy w stanie znieść niemal wszystko. Nawet na wojnę mogą wtedy Nas wysłać i wykorzystać do swoich celów. Nie będzie sprzeciwu. Człowiek pod wpływem tych narkotyków, zarówno fizycznych jak i psychicznych, nie wie, co się dookoła niego tak naprawdę dzieje. Myśli, że tu chodzi o miłość, czy jakieś inne idee. Jest po prostu wrobiony, i nawet o tym nie wie. On po prostu śpi. Jest tylko do tego stopnia aktywny, by można było go wykorzystać. I tak nie wspomni się mu nawet o uzdrawiającej medycynie naturalnej. A jak tak, to tylko w parze z medycyną konwencjonalną, lekami farmaceutycznymi. I już znów otępiony organizm. Sprytne to prawda? Otępia się w ten sposób wszechpotężne, nieograniczone ludzkie możliwości.

 

KOMENTARZ:

 

Coraz więcej ludzi odstawia na bok chemię farmaceutyczną. Coraz więcej ludzi odstawia na bok tabletki, syropy, antybiotyki. Równolegle ludzie zaczynają w sobie odkrywać coraz bardziej przejrzysty umysł, coraz większą wrażliwość, coraz większą odporność, coraz większą siłę. Coraz więcej ludzi czuje wewnętrzne pragnienie, potrzebę powrotu do natury. Już wiedzą, że to natura tak naprawdę leczy, że to natura doprowadza ludzki organizm do harmonii. Że choroby to tak naprawdę wynik umysłu, nieharmonijnych emocji. Tym samym dochodzą do wniosku, że to swoim umysłem mogą wyleczyć ciało. W końcu coraz więcej ludzi wie, że to jak myślimy o naszym ciele, to jak sobie je wyobrażamy, takim się staje. Każda myśl kreuje rzeczywistość.

 

Wszędzie wokół Nas mówią, jak mamy się zachowywać, jak utrzymać kulturę. Wszędzie recepty na zadowolone życie. A gdy któraś z tych wersji zawiezie, nagle załamka. Co za sugestia, prawda? Strata kogoś bliskiego, domu, pracy, kryzys światopoglądowy i już płacz, niemoc. Tak jak mówią i tak jak My za nimi myślimy i postępujemy, tak się dzieje. Myśl, a za nią materializacja. Tworzymy sobie zamknięty, bezpieczny pozornie światek, w którym tak naprawdę są konflikty, wojny, niezadowolenie, brak satysfakcji w życiu. Wmawiają Nam, iż jak będzie padało, to trzeba być smutnym, iż jak stracimy pieniądze, to trzeba wpaść w samoudrękę i dalej za nimi gonić.

 

Erotyka, pornografia to kolejny model zachowania. To moda w dzisiejszych czasach, by doprowadzać człowieka do stanu zwierzęcego. Bez tego wręcz nie ma prawdziwego życia. Jedna wielka rozpacz. Wtedy człowiek zamiast skoncentrować się na swoich własnych, prawdziwych marzeniach, wciąż myśli o czymś innym, czymś w głębi rzeczy nie istotnym. Ta moda, to po prostu kontrola energii, umysłu, nawet najsilniejszych jednostek ludzkich. Aby wszyscy niemalże w tym tkwili, promuje się ją w telewizji, kinie, w Internecie, gazetach, na ulicach, niemalże wszędzie. Nie dziwota, przecież energia seksualna to potężna moc. Gdyby nie była trwoniona w ten sposób, rozładowywana, człowiek nagle zauważyłby w sobie wielką moc. Stałby się panem swego życia, poczułby się Bogiem. Nagle stwierdziłby w sobie nieograniczone możliwości i powiedziałby: „Stop”. Nie widziałby wtedy żadnych granic. Zamiast marnować tę energię, wykorzystywałby ją do konkretnych celów. Zacząłby kontrolować swoje życie. Mógłby w końcu robić to, co czuje i przynosi mu radość. Coś, co wnosi harmonię na całą Ziemię. Po prostu cieszyłby się przez cały czas.

 

KOMENTARZ:

 

Coraz więcej ludzi odstawia na bok pornografię, kult seksu, by tylko wyżyć się. Ludzie zaczynają sobie uświadamiać, że bez tej adrenaliny emocjonalnej czują się lepiej. Wkracza w ich życie w końcu prawdziwa miłość. Coraz więcej ludzi przez to doznaje wielkiej odmiany. Wtedy ciągle coś im brakowało, ciągle było za mało. Teraz nagle stwierdzają, że jest im dobrze. Jest cudownie i to w każdej chwili. Już nic im nie brakuje. Cały ten przeszły emocjonalny chaos już zanikł. Wtem wkracza w życie coś nowego. W końcu umysł może zająć się czymś innym, można spełniać swoje marzenia, różne cele życiowe, pasje. Mamy w końcu nagle na to energię. Możemy robić teraz to, co naprawdę przynosi Nam radość.

 

Często wmawia się Nam, że jeśli nie będzie się miało partnera, to już katastrofa. A to czysta afirmacja, samoprogramowanie się. To stąd te depresje, samobójstwa. A dlaczegóż miałbym się z tego powodu załamywać i w ogóle z jakiegokolwiek powodu? Mówią Nam, a właściwie hipnotyzują, iż ogień jest gorący, w wodzie można się utopić, iż ściany domów, czy inna materia fizyczna jest stała. Wszelkie prawa fizyki to kolejna afirmacja, myśli, które zbiorowo cała masa ludzi projektuje i stwarza taką kolej rzeczy. A przecież można również latać, chodzić po wodzie, przechodzić przez ogień, przenikać ściany, materializować różne rzeczy. Trzeba tylko pozbyć się wszelkich uprzedzeń, przekonań. My jednak wolimy alkohol, by sobie smacznie pospać. Wolimy monotonne życie: praca, rodzina, jedzenie, spanie i znów praca, wzbogacone oczywiście o adrenalinę, by tę monotonię zatuszować. Nie ma czasu na nic. No, bo nie można, tyleż tych zobowiązań i obowiązków. Wmawia się Nam takie pojęcia, jak odpowiedzialność, solidarność, pokój, Unia, po to by odwrócić uwagę od faktycznych skutków takiego postępowania w życiu. Wszędzie recepty na szczęśliwe życie z pięknymi słowami, hasłami, a tu życie pełne stresów, chaosu, wojen. Czyż to nie paradoks? Pobudka. Obudźcie się. Po cóż kręcić się w kółko za rzeczami, na które wkoło jest moda. To przysłowiowa rybka na wędkę, aby trzymać Was w akwarium. A przed Wami oceany Wszechświatów. Trwonicie życie. Przed Wami w waszym wnętrzu kryje się wielowymiarowy kosmos. Możecie podróżować w czasie i przestrzeni, poznawać kultury innych cywilizacji kosmicznych, badać przyrodę, materię, uczyć się, wszystko. Nic złego nie może się Wam przydarzyć. Jesteście nieśmiertelni. Śmierć to kolejna sugestia łącznie z piekłami i złem na świecie. Czas przestać zasilać energią takie myśli, bo w ten sposób się je tworzy. Czas wyciszyć się i kreować swoje życie. Odkrywać po swojemu. Do odważnych świat należy.

 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY: PRZEBUDZENIE

 

Dlaczego lubimy tak walczyć o coś, walczyć ze sobą? Rywalizujemy w różnych sportach, spieramy się o racje, tępimy inne wyznania, filozofie, ba nawet walczymy ze sobą sprawdzając, jakie są granice naszej wytrzymałości. Przykładowo wspinaczka po coraz trudniejszych ścianach. Na dole wielka przepaść, jedna wielka adrenalina, a zarazem lęk, strach, przez który chcemy przejść. No tak. Czujemy, że czegoś wielkiego dokonujemy. Jesteśmy wspaniali. Podbudowujemy siebie. No, ale wraz z coraz trudniejszymi przeszkodami, szlakami, emocje i lęk się wzmaga. To czysta walka ze sobą! W jakim celu to wszystko? Po co zadawać sobie tyle trudu, bólu, nieprzyjemnych emocji dla chwili radości z tego powodu, iż dokonaliśmy to, co sobie zaplanowaliśmy? Po co sobie to robić? Po cóż bawić się w fakira dążącego do nirwany? Na cóż ta męka, która wlecze się aż do samego sukcesu? By wygrać jakieś zawody, mistrzostwa, trzeba przecież włożyć siłę, i to skoncentrowaną przeciwko sobie. Tyle poświęcenia i męki dla tak krótkiej chwili. Nie chce się, ale trzeba ćwiczyć, trenować. Ważny jest przecież wynik. Tyle czasu na drogę do sukcesu i tak krótkie zwycięstwo. Zakwasy, kontuzje, przemęczenie i jedna wielka dawka adrenaliny. Innym razem pojawia się jeden wielki szał lub płacz, załamka, gdy nastąpi przegrana. Wszelkie zawody, rywalizacje sportowe to wzajemne spieranie się, kto lepszy, to czysta walka o pozycję, pieniądze. Czy muszą być przegrani? Po cóż tak walczyć i krzywdzić ludzi? Padają hasła: zjednoczenie narodów, zabawa, ruch to zdrowie i już są chętni do rywalizacji sportowej. Słowa to słowa, a gdzie czyny? Gdzie tkwi ta jedność wśród ludzi? Na cóż dzielić się na przegranych i wygranych, gorszych i lepszych? Czy to przyjemne i takie radosne, jak inni smucą się i płaczą? Rywalizacja przecież Nas dzieli. Nie pożyteczniej i przyjemniej jest zaplanować sobie coś wartościowego, twórczego, co wnosi wkład dla całego społeczeństwa? Czy potrzebne są Nam strach i adrenalina, które paraliżują zmysły, zdolność odczuwania subtelnych sfer? W ten sposób zanurzamy się jedynie w trójwymiarze, w iluzji materii.

 

KOMENTARZ:

 

Coraz więcej ludzi uzmysławia sobie w końcu, że nie potrzebujemy ze sobą rywalizować. Że przyjemniej jest wtedy, kiedy ze sobą współpracujemy. Wówczas każdy wynosi z tego korzyści. I to w dodatku spotęgowane. Coraz więcej ludzi przyznaje, że jest wtedy cudownie, iż wkracza wtedy jedna wielka euforia. Tym samym coraz mniejsze znaczenie mają sporty pełne rywalizacji, przemocy, walki o wygraną. Ludzie po prostu stwierdzają, że lepiej się czują, kiedy każdy jest kimś ważnym, kiedy każdy jest kimś wielkim. Po prostu każdy jest niepowtarzalny, ma w sobie niepowtarzalne możliwości. Może tworzyć wielkie rzeczy. Gdy te wielkie dzieła łączymy we wspólną całość, stajemy się wielką mocą. Wszelkie granice, bariery rozpuszczają się.

 

Takie podążanie do sportów ekstremalnych to nie tylko wytworzenie sobie aury, iż to dopiero jest prawdziwe życie. To sposób na otępienie na dany czas zmysłów, by oddzielić się, uciec od świata nieprzyjemności, rozterek. To również sposób, by przez ten czas umysł nie był zajęty jakimiś problemami. Jest tylko te dane wyzwanie i nic więcej.

Tak, więc koniec z walką o byt, gdziekolwiek jesteśmy. Jeśli nie chcesz czegoś robić, nie zmuszaj się do tego. Rób to, co lubisz, to co według Ciebie ma wartość, a nie to co jest niezgodne z Tobą. Rób to, co wypływa z głębi Twego serca. Jeśli obecna praca, szkoła, cokolwiek, co robisz nie ma dla Ciebie sensu, wartości, nie daje radości, to czemuż jeszcze tego się trzymasz? Zostaw to wszystko. Zrób coś innego, coś co Ty chcesz robić. Koniec z robieniem tego, czego się nie czuje, koniec z robieniem tego, co nie daje pełnej satysfakcji. Obserwuj siebie. Żyj zgodnie z sobą i ze wszystkimi.

Koniec z walką o racje. Mówi się to, co potrzeba, ale nie trzeba się spierać. Każdy ma swoją drogę, wizję, cel i robi to najlepiej, jak tylko potrafi. Trzeba zaufać. Koniec z walką o racje, co do treści zapisanej książki, koniec z walką w sobie przed wypowiadaniem się, czy prowadzeniem zajęć. Czas poddać się energiom, zaufać im. Ważny jest szacunek do wiedzy wszystkich ludzi, wobec siebie i wszystkiego. Liczy się równość, jedność.

 

Tak, więc trzecia czakra (jeden wielki interwał), splot słoneczny jest czakrą pokoju. Na cóż walczyć z chorobą, z sytuacjami kryzysowymi, „klęskami”, „niepowodzeniami”, „wypadkami”? One są jedynie informacją o potrzebie zmiany postępowania. To istne interwały. Warto zaufać im, że mają w obecnej dla Nas chwili głęboki sens. Jeśli coś lub ktoś w naszym życiu odchodzi, widocznie znaczy to, iż pojawia się coś jeszcze bardziej ważniejszego. Naprawdę wszystko w życiu ma głęboki sens.

 

13.12.2004

 Dziwny dzień. Wielki zamęt. Przez całą noc i dzień przeciska się przez mój mózg wielka energia światła. Uderza w ciało i przez splot słoneczny wychodzi na zewnątrz, tworząc w ten sposób aurę. A tu wejście w „niskie” energie seksualne. Jeszcze wcześniej wypowiadanie się jakby na siłę, z pozycji ważniejszego. Co do licha?

To ma być te przyspieszenie przemiany wewnętrznej, którą postanowiłem przeżyć i powierzyć mym braciom, Plejadianom? Niby upadek. Ale z drugiej strony oczyszczenie. Wyszły na jaw po prostu resztki tłumionych przekonań, nastawienia wobec życia, czegokolwiek, kogokolwiek.

Zrozumiałem, że ten tzw. „upadek” wyreżyserowany przez Plejadian posłużył mi do pewnego zrozumienia. Doznałem olśnienia, przebłysku. Szybkie, drastyczne ujrzenie ukrytej sfery aktywności. Ujrzałem, iż to, co pisałem jest nadal subtelną formą oceny różnych systemów, racji. Pamiętam, jak w niedalekiej przeszłości próbowałem odejść od jedzenia, uznając je jako zło, formę zniewalającą. Po prostu walczyłem z tą strukturą rzeczywistości. Potępiałem ją. I wtem ku zdziwieniu pochłonęła mnie. Tak, więc krytykując jedzenie, nagle wszedłem w ten przejaw rzeczywistości i sam zacząłem jeść. Ocena, krytyka zasila tę myśl „jedzenie” i w końcu te „jedzenie” materializuje się w życiu. O czym myślisz, to się staje. Wtedy to zrozumiałem, choć po części, że nie można już kogoś skrytykować, ocenić. Jednak bardziej te zrozumienie dotyczyło sfery jedzenia, choć nie tylko.

 

I wtem wyszła na jaw, niezauważana przeze mnie forma oceniania systemów, doktryn, różnych emocji, uzależnień. Czyż ja je nie potępiam, oceniam, te wszelkie wyobrażenia seksualne, systemy religijne, innych życie, racje, chociażby w wersji subtelniejszej? Przecież w ten sposób wciąż analizując te rzeczy, podchodzę i rzucam się w tę energetykę. Co innego, gdyby to robić neutralnie tylko dla przekazu informacji?

Zrozumiałem, iż ocena, krytyka kogoś zachowań, życia jest subtelną walką z danym obszarem rzeczywistości. I tak zasilane energią powraca jeszcze w silniejszej formie.

 

A tak w ogóle przecież każda sytuacja, zdarzenie, system, w który dana jednostka się angażuje, jest jej życiową lekcją, formą poznania istoty wolności, jest na dany jej teraźniejszy poziom świadomości w sam raz. Każdy chce przecież czegoś się dowiedzieć. A poznanie przychodzi poprzez doświadczanie, samoobserwację.

 

Tak, więc nie ma ani zła, ani dobra. Nie ma zła w erotyce, uzależnieniach, religii, życiu emocjonalnym, w takim a nie innym postępowaniu ludzi. Już nie ma. Czas wyjść poza jakąkolwiek ocenę kogoś, czy czegoś. Przy rozmowie nie ma lepszych, gorszych. Jesteśmy sobie równi. Prawda, że dotychczasowe systemy zaprzeczają równości, walczą z tym i z tamtym, jednak trzeba je uszanować, pokochać. One czegoś uczą. Niech nastanie kontakt między ludźmi bez jakichkolwiek starć, próby udowodnienia swej racji, czy ważności swego zdania. Warto dobrze wyczuwać, jak coś powiedzieć. Nic drugiej osobie nie można narzucić. Nic. Warto znaleźć złoty środek, by każda ze stron coś ważnego dla siebie wyniosła.

 

ODKRYŁEM WIELKĄ RZECZ, A RACZEJ SOBIE JĄ UŚWIADOMIŁEM:

 

PODSTAWOWYM, UNIWERSALNYM PRAWEM WSZECHŚWIATA JEST MIŁOŚĆ.

 

TO NA TYM POZIOMIE ZACHODZI CUDOWNY KONTAKT, KOMUNIKACJA BEZ JAKICHKOLWIEK STARĆ. WYRAŻANIE SIEBIE PRZEZ SERCE, PODDANIE SIĘ MIŁOŚCI, ZAWIERZENIE WSZECHŚWIATU, ENERGIOM. WSZYSTKO WYJDZIE TAK, JAK MA WYJŚĆ. ZANURZMY SIĘ W HARMONIJNEJ MUZYCE SFER KOSMICZNYCH.

 

 

 

TOLERANCJA WSZYSTKICH WIERZEŃ, POGLĄDÓW, A Z DRUGIEJ STRONY WYBÓR WŁASNEJ DROGI POPRZEZ ZROZUMIENIE.

 

 

KAŻDA FORMA PRZEJAWU ISTOT, SPOSÓB DZIAŁANIA, POGLĄD JEST NAUKĄ, WZROSTEM SAMOŚWIADOMOŚCI. KAŻDE ZDARZENIE, RODZAJ OBRANEJ DROGI JEST FORMĄ POZNANIA SIEBIE. TO STĄD NIE MA ANI DOBRA, ANI ZŁA.

 

  

ROZDZIAŁ SZÓSTY: POTĘGA NASZEGO UMYSŁU

 

Kim jesteśmy? Wmawia się Nam, iż jesteśmy tylko ludźmi, iż takie są po prostu realia. Iż jesteśmy jednostkami słabymi, niedoskonałymi. To stąd jest tak, a nie inaczej. Wmawia się Nam, iż jesteśmy słabi, że mało co potrafimy zrozumieć. No cóż, jesteśmy tylko ludźmi. Ale czy tak jest? Jeśli myślimy o sobie w ten sposób, to tak w istocie jest. To myślami bowiem kreujemy siebie, kreujemy cały otaczający nasz świat. Po prostu jesteśmy Bogami. Tworzymy otaczającą Nas rzeczywistość. Tworzymy siebie. Tworzymy siebie nieudolnymi, niedoskonałymi, słabymi jednostkami. Ale czy tak musi być? Pomyślcie tylko, jaka w Was jest wielka moc. Pomyślcie o tym, czego chcecie doświadczyć w życiu. Nie o tym, czego nie chcecie, ale o tym, co chcecie powołać do życia. Na tym polega wasza moc. To, co utrzymujecie w Umyśle, realizuje się w życiu.

Tak więc, nie dajcie sobie wmówić, że świat się wali, że trudno w tych czasach przeżyć, że jest ciężko. Bo jeśli tak pomyślicie, to tak będzie. A jeśli niechcąco wtopiliście się w takie realia, to zacznijcie myśleć w końcu inaczej. Powołujcie do życia inne realia. Po prostu wciąż je sobie wyobrażajcie, jakby tego równoległego świata smutku i cierpienia nie było. Gdy będziecie zdecydowanie trwać przy swoich pełnych miłości, radości, zabawy myślach, wówczas taki świat sobie wykreujecie. Jesteście Bogami. Zabrano Wam tę siłę. Wmówiono, że jesteście nikim, by można było Was kontrolować. Ale już tak być nie musi. Zasługujecie na spokój. Nie musicie już walczyć o przetrwanie. Pomyślcie po prostu, że jesteście szczęściarzami. A w końcu będziecie mieli za co żyć. Będziecie mieli to, na co wasz Umysł jest otwarty. Zawsze macie tyle, ile chcecie. Jednak często myślicie, że nie zasługujecie na to, lub że jest to niemożliwe. No i tak się dzieje. Wszystko, co istnieje w waszym Umyśle, istnieje również w waszym życiu. Umysł, świadome myślenie to potężna moc. Można wtopić się w świat spokoju, miłości, harmonii, współpracy. Można wtopić się w świat przyrody, dżungli, Amazonii, czy gór. Możesz stać się podróżnikiem po równoległych światach, odbywać podróże w różne zakątki Wszechświata, naginając czas i przestrzeń. To ty tworzysz świat. Pojawiasz się w takich okolicznościach, w takich realiach, na jakie pozwalają twoje myśli, przekonania.

 

Już nie potrzebne są Ci przekonania, myśli, emocje narzucane przez media, telewizję, Internet, radio, czy to poprzez słowa, obrazy czy muzykę. No cóż, gdy decydujesz się na film pełen przemocy, cierpienia, gdy decydujesz się na wiadomości pełne depresyjnych informacji, na muzykę pełną smutku i dramaturgii, to nie dziw się, że i w twoim życiu tak jest. Przecież utrzymujesz dane obrazy w umyśle, a one kreują się. Tysiące ludzi tak myśli. W ten sposób kreuje się świat, taki a nie inny. To, jaki program oglądasz w telewizji, to jaki film oglądasz w kinie, to jakiej muzyki słuchasz, ma decydujący wpływ na twoje życie. Wizualizujesz różne obrazy, nanosisz na nie swoje emocje, a później mówisz, że wszystko, co dzieje się w twoim życiu, to przypadek. Jeśli już coś oglądasz w telewizji, to włącz jakiś program przyrodniczy, czy podróżniczy, coś co chcesz tak naprawdę przeżyć w życiu. Jest to bardzo wielka odpowiedzialność za swoje życie. No cóż, dlaczego nie chcesz by dzieci oglądały „brzydkie” filmy? Zabraniasz swojemu dziecku ujrzeć jakiś akt przemocy na ekranie. Dlaczego tak robisz? Czyż nie w tym celu, aby uratować dziecko przed tego typu światem, przed zaburzeniem jego psychiki? A ty? Dlaczego oglądasz takie filmy, skoro dziecko nie może tego robić? Przecież one na twoje życie również wpływają. Dziecko ciebie obserwuje, chce doświadczyć tego, co Ty doświadczasz. Myśli sobie, że przecież Ty też tak robisz. Dlaczego więc i ono nie może tego robić, oglądać filmów dla dorosłych? Dlaczego nie może pić alkoholu, palić papierosów, a ty możesz? Dlaczego tak ma być? Dziwisz się wtedy, że dziecko wkracza w taki świat, jak Ty. Że zaczyna wcześnie palić, pić, że wchodzi w świat bójek, kradzieży. No cóż, a jaki miał przed sobą wzorzec, a jakie miał obrazy w swoim Umyśle, jakie wizje przetaczały się przez Jego Umysł?

 

Już nie są ci potrzebne święte księgi, ustalone przez kogoś prawa nauki. Już nikt nie musi ci mówić, jak jest naprawdę. Już nie musisz rezygnować z potęgi swojego Umysłu i przyjmować recepty od innych na życie, czy to od religii, nauki, władzy państwowej, nauczycieli, czy rodziców. Już nie musisz. Rezygnując ze swojego myślenia, własnego odkrywania, zamykasz się w małej przestrzeni, w małym światku. W ten sposób jesteś kontrolowany. Wmawiane są Tobie różne idee, bardzo skąpe informacje, niepozwalające Tobie na odkrycie w sobie potężnej mocy, wiedzy o tym, kim tak naprawdę jesteśmy. A jesteśmy Bogami. Tworzymy rzeczywistość. Jeśli przykładowo nauka wmawia Nam, że tylko na Ziemi jest życie, że w kosmosie nie ma żyjących istot, że możemy skorzystać tylko z kilku procent możliwości naszego mózgu, że prawa fizyki nie pozwalają Nam na oderwanie się świadomością w kosmos, to tak się dzieje. A czy wiesz dlaczego? No właśnie. Pomyśl sobie. Miliardy osób myślących w podobny sposób. Wszyscy niemal myślą, że jesteśmy ciałami fizycznymi, że życie tam w kosmosie nie istnieje. Że obecny poziom technologii nie pozwala na podróże w kosmos, nie mówiąc już o podróżach w czasie. Takie myślenie sprawia, iż tak w istocie jest, ale tylko w życiu tych istot, które mają takie przekonania, które dały się na to namówić. A gdybyś myślał, że życie istnieje w kosmosie, że potrafisz swoją świadomością, swym Umysłem podróżować we wszelkie rzeczywistości Wszechświata, że masz dostęp do nieograniczonej energii z kosmosu, że różne prawa fizyki są tylko względne i z łatwością można je nagiąć, że możesz mieć dostęp do jedzenia, miejsca zamieszkania, bez ciężkiej pracy, bez walki o przetrwanie, że możesz z radością pracować, tworzyć rzeczy, które przynoszą Tobie radość, ale i innym ludziom, całej Ziemi, a nawet Wszechświatu. Gdybyś tak myślał, w takich realiach byś się pojawił. Nagle doznałbyś przemiany. Nagle zmieniłbyś na przykład miejsce zamieszkania, natrafiłbyś na jakąś wspaniałą pracę, być może zacząłbyś prowadzić swoją działalność, albo wtopiłbyś się w świat natury, przyrody i zaprzyjaźnił z jakąś nastawioną do Ciebie przyjaźnie osadą, plemieniem. Miałbyś wtedy pod dostatkiem jedzenia, czystego powietrza, wody, ziemi. Miałbyś wtedy czas na odbywanie podróży w równoległe światy, na to co chcesz tak naprawdę robić.

 

Pokochaj siebie. Pokochaj świat. Twórz to, co cieszy Ciebie i innych. To, co wnosi harmonię w życie Ziemi. Nie daj się przekonać, że już nie można odwrócić procesu zatruwania Ziemi. Że samochody, komputery, fabryki, technologia, jaka obecnie jest, musi istnieć. Że już inaczej być nie może. A właśnie że może! A to zależy od Nas. Od naszego wspólnego myślenia. W końcu możemy otworzyć się na technologię, wykorzystującą przykładowo energie kosmosu, czy to poprzez zastosowanie kryształów, czy olbrzymich piramid. Możemy w końcu otworzyć się na energie natury. Nie musimy wcale zatruwać Ziemi, naszego środowiska, czy to przez spalanie ropy naftowej, benzyny, gazu, drewna, czy reakcje promieniotwórcze. To wszystko jest nieekonomiczne. Istnieją przecież darmowe źródła energii. Już istnieją takie technologie. Są one jednak zastrzeżone.

 

Ale ten czas się kończy. Wykorzystajmy energię przyrody, energię wiatru, wody, kosmosu, energię kamieni, kwiatów. Wykorzystajmy w końcu i potężną siłę naszego Umysłu. Obudźmy się. Obudźmy się w końcu do życia w jedności, do życia w pełni harmonii. To, co utrzymujemy w Umyśle, to powołujemy do życia.

 

Nie dajcie się przekonać, że ktoś inny jest Bogiem, a Wy nikim szczególnym, choćby nie wiem, jaką technologię Wam ukazali, choćby nie wiem, jaką w sobie moc stwarzania rzeczywistości mieli. Wy też przecież ją macie. Tylko jest Wam odebrana. Dokonano tego bardzo sprytnie. Niby dano Wam wielką przysługę, bo karmi się Was z zewnątrz różnymi ideami, receptami na życie. Mówi się Wam, co macie robić. Samemu już nie musicie myśleć, wysilać się. Wasz Umysł jest przesiąknięty nakazami i zakazami religijnymi, prawem państwowym, teoriami naukowymi, modą na papierosy, alkohol. Podaje się Wam gotowe ścieżki życia, gotowe informacje. Wszystko gotowe. W wyniku tego nie myślicie samodzielnie. Nie używacie całego swojego mózgu, możliwości swojego ciała fizycznego. Tak naprawdę niemal wcale nie myślicie. Jedynie zdaje się Wam, że tak jest. Możecie znać na pamięć tysiące stron świętych ksiąg, książek, ale to nie jest zdolność do myślenia. Jest to wiedza narzucona z zewnątrz. A wszystko to w tym celu, byście czasem nie dowiedzieli się czegoś niepożądanego. Karmi się Was tylko wiedzą skąpą, taką aby można było Was trzymać w małym światku, na Ziemi, bez dostępu do innych światów, wymiarów, czy istot kosmicznych, które są waszymi przyjaciółmi i z chęcią by Wam pomogli.

 

Jednak tak być nie musi. W końcu czas myśleć po swojemu. To z własnego myślenia, to z własnego odkrywania nowych praw, możliwości, wyłania się moc, radość, poczucie błogiego szczęścia. Gdy odkryjesz coś nowego, gdy dokonasz coś, czego jeszcze nikt nie dokonał, gdy coś nowego stworzysz, po prostu wchodzisz w jedno wielkie zadowolenie. Ogarnia cię poczucie, że jesteś w stanie dokonać wszystko. Z każdym odkryciem, podążając ścieżkami swojego niepowtarzalnego myślenia, wzrasta w Tobie siła, moc, potęga. Nagle sobie uzmysławiasz, że to Ty jesteś Bogiem. No cóż, wszyscy nim jesteśmy. Razem zjednoczeni z istotami z kosmosu, z naszą rodziną kosmiczną jesteśmy Bogiem.

 

To dlatego wszędzie podają Ci gotowe recepty na życie, czy to w szkole, czy w internecie, czy gdziekolwiek indziej. Bo co ci z odkrytych informacji przez innych. Bo co ci z odkrytych praw, światów przez innych, skoro są to tylko słowa. Skoro są to tylko przybliżające rzeczywistość wyobrażenia. Zdając się tylko na autorytety, rezygnujesz ze swojej siły, mocy tworzenia, odkrywania i czerpania z tego wielkich sił i radości. Wtedy myślisz, że jesteś tylko człowiekiem.

 

No tak. W końcu czas otworzyć się na to, że jesteś cudowną istotą światła, zdolną dokonać wszystko. Idee z zewnątrz, informacje, gotowe recepty na życie mogą sugerować, że coś jest niemożliwe, że coś nie istnieje. Mogą po prostu trzymać Cię w małym światku, tak abyś czasem nie stał się wolnym ptakiem. Aby po prostu można było Ciebie wykorzystać, żyć twoim kosztem, wzbogacać się na Tobie. Ale tak być nie musi. Czas wykorzystywania ludzi na Ziemi kończy się. Upomnijmy się o swoją moc. Sięgnijmy po naszą siłę i na falach miłości, radości stwórzmy wspólnie nowy świat, w którym można odkrywać nowe przestrzenie, nowe światy. W którym można żyć w końcu w zgodzie ze sobą i z otoczeniem. To, o czym myślimy, tworzymy. Nasze myśli mają moc materializowania rzeczywistości. Jesteśmy Bogami. Stwarzamy świat, światy. Stwarzamy siebie. Jeśli tylko pomyślisz o sobie, że jesteś nikim, to takim będziesz. Nie będziesz miał wtedy sił do życia. Jeśli pomyślisz, że w Tobie jest wielka moc, siła, to tak będzie. Jakkolwiek o sobie pomyślisz, takim się staniesz. To Ty decydujesz, kim jesteś. Nie ma granic. Jeśli pomyślisz o sobie, że jesteś wielowymiarową istotą, wówczas doświadczysz równoległych rzeczywistości, zaczniesz tańczyć w czasie, naginać przestrzeń.

 

Tak więc, kreuj siebie po swojemu, kreuj po swojemu świat. Już nikt nie musi Ci mówić, co masz robić. Żaden bóg, anioł, guru, żadna istota. Bo to jest twój wybór.

 

Cokolwiek by się działo, naprawdę cokolwiek. Choćby inni ludzie mówili Ci, że świat wali się, że katastrofy nasilają się, Ty trzymaj się swojej myśli, że wszystko wokół Ciebie jest w harmonii. Jeśli My wszyscy na tej Ziemi pomyślimy, że w nasze życie wkracza fala harmonii, światła, miłości, to tak się stanie. My swymi myślami bowiem stwarzamy świat. Gdyby jednak już wokół Nas rozszalały się epidemie, huragany, trzęsienia, będące skutkiem takiego przekonania większej części ludzkości. Gdyby już tak zaczęło się dziać, to tylko w tym celu  aby nagiąć się do twojego sposobu myślenia. Po to, by w sposób naturalny Ziemia oczyściła się z technologii opartej na wyzyskiwaniu od ludzi pieniędzy, na niszczeniu jej środowiska naturalnego. W tym celu, by Ziemia oczyściła się z energii przemocy, rywalizacji, wyzysku, walki o przetrwanie, strachu. Po to, by pozostali na Ziemi ludzie, istoty, które żyją w zgodzie ze sobą, z naturą, w zgodzie z ideą miłości i są otwarte na nowe idee, na nowe wymiary i na kontakt z rodziną kosmiczną. Pomyśl sobie, Ziemia oczyszcza się, a ty wkraczasz w magiczny, niesamowity świat. Możesz myślą odwiedzić cały Wszechświat. Możesz w końcu poznać kultury innych cywilizacji kosmicznych, zanurzyć się w świecie dźwięków przyrody i doznać jednej wielkiej ekstazy w miłości, w tworzeniu w końcu czegoś od siebie. Nie w oparciu o chęć przetrwania, ale po prostu chcąc zadowolić siebie i innych, by wznieść coś nowego do świata, by wznieść kulturę, świat na jeszcze wyższy poziom.

To, o czym myślisz. To się dzieje. My wszyscy jesteśmy Bogiem. Nie dajmy się zastraszyć przez nikogo. Jesteśmy przecież wiecznie istniejącą Istotą. Żyjemy, jak nie w tym ciele, to w innym. Tam gdzie tylko zechcemy żyć. To My tworzymy świat.

 

 

Niech wzrasta w Tobie z każdym dniem, z każdym wdechem, coraz większe poczucie harmonii, spokoju;

Niech wzrasta w Tobie z każdym dniem, z każdym wdechem, coraz większe poczucie miłości do siebie, do świata, do każdego;

Niech wzrasta w Tobie z każdym dniem, z każdym wdechem, coraz większe poczucie, że jesteś Bogiem, siebie samego i świata;

Niech wzrasta w Tobie z każdym dniem, z każdym wdechem, coraz większe poczucie, że możesz dokonać wszystko.

 

Tak więc, twórz od siebie;

Twórz po swojemu;

Ciesz się swoją twórczością;

Niech cieszy się z Twojej twórczości cały świat;

Niech wznosi się w ten sposób Wszechświat

Na coraz to wyższe wibracje

Na nieskończonej drodze po spirali

W cudowną wielką dal

Pełną tajemnic i przygód

Na fali miłości i spokoju.

 

 

 ROZDZIAŁ SIÓDMY: WIELOWYMIAROWY WSZECHŚWIAT MYZYKĄ KOSMICZNĄ, GEOMETRIĄ PRZESTRZENI

 

Czymże jest ten tak zadziwiający, zróżnicowany Wszechświat? Czyż nie wielkim dziełem kosmicznym?

 

Wszelkie wymiary tej rzeczywistości to energie, określone dźwięki, które drgając w przestrzeni, w sumie tworzą przeróżne melodie kosmiczne. Na innym poziomie odbieramy ten świat jako wielką geometrię przestrzeni, zadziwiającą grę kształtów, fraktali. Przejawia się to w ten sposób, że Wszechświat jako całość jest podobny do coraz to mniejszych jego fragmentów. Przykładowo skaliste góry, jako całość są to szczyty i doliny. Gdy spojrzymy na mniejszy fragment, skałę, znów je zobaczymy. Gdy spojrzymy w jeszcze mniejszy świat, w mikrostrukturę jeszcze mniejszego fragmentu, zauważymy je dalej, tylko proporcjonalnie w mniejszych rozmiarach. Gdy zwrócimy uwagę na pojedyncze ziarenko, minerał, nadal pojawią się podobne krajobrazy. I tak w nieskończoność, zarówno ku coraz mniejszym rozmiarom, jak i coraz większym. Podobnie jest z przebiegiem linii brzegowych, lodowymi wzorami na szybie, strukturą płatków śniegu, rozkładem galaktyk we Wszechświecie, zmianą cen na giełdach, budową kalafiora, czy drzewa. Zarówno w całości, jak i w coraz mniejszych fragmentach rzeczywistości są podobne struktury. Cały Wszechświat, wszelkie procesy, zdarzenia w nim zachodzące są właśnie takimi fraktalami. W jakikolwiek wycinek czasoprzestrzeni spojrzymy, zobaczymy wciąż jej podobny układ, strukturę. I wszystko to powstaje zgodnie z prawem oktaw. To właśnie ono jest tym sednem, podstawowym wzorem, według którego funkcjonują wszelkie rzeczywistości, zarówno te w fizycznym świecie, jak i w innych wymiarach.

 

KOMENTARZ:

 

A może prawo oktaw, prawo zakrzywień czasoprzestrzeni, a nawet prawo fraktali jest tylko jednym ze sposobów interpretacji rzeczywistości? Być może to przekonania, myśli sprawiają, że tak się dzieje? Czyż nie może być inaczej? Nie musi to być akurat podstawowe prawo fizyki, sedno, według którego wszystko się toczy. Może być wręcz zupełnie inaczej. No cóż, rzeczywistość nagina się do naszych przekonań, myśli. Może być tak ze wszystkim. Nagle możesz stwierdzić, że wszystkie prawa, które znasz możesz nagiąć. Możesz zacząć nagle latać, materializować różne rzeczy, podróżować w czasie, tak nagle pojawić się w innym miejscu. Możesz naprawdę zrobić wszystko, wszystko, do czego jesteś w całej swej pełni przekonany.

 

Cały ten Wszechświat, nasze życie i mniejsze jego fragmenty usiane są czasoprzestrzeniami, a więc w pewnym sensie liniami, które w określonych miejscach zaginają się, tworząc w ten sposób różne kształty, sekwencje dźwięków, fraktale. Wytwarza się przepiękny krajobraz, muzyka kosmiczna.

 

Za fakt wygięcia odpowiada opóźniony wzrost lub spadek częstotliwości drgań jakiegokolwiek zdarzenia zachodzącego w przyrodzie, w naszym życiu, czy we Wszechświecie. Te załamanie to jeden z dwóch ważniejszych interwałów, jednego słabszego, a drugiego mocniejszego. Konsekwencją tego zjawiska są zakrzywione czasoprzestrzenie, które splecione ze sobą

tworzą gęstą sieć harmonijnie współgrających melodii i krajobrazów kosmicznych. Jest tak we wszelkich światach, zarówno w tych mikro, jak i makro. No cóż, jest to przejaw natury fraktolowej tejże rzeczywistości.

 

I tak spójrzmy w świat cząstek elementarnych żyjących swym czasem, jak i w świat ciał niebieskich. Wszelkie te obiekty zarówno małe, jak i duże kreślą swoje tory. I właśnie one wraz z ciągiem towarzyszących im zdarzeń są czasoprzestrzeniami, które w wyniku zderzeń, kolizji z innymi cząstkami, ciałami niebieskimi tworzą inne tory o zmienionym kierunku przebiegu.

 

 

Przekładając to na świat naszych ziemskich zdarzeń, wszelkie zmiany w naszym życiu, momenty, w których się dzieje coś nie tak, w których załamuje się nasze życie, czy jakaś sprawa, jest wynikiem takiej właśnie kolizji jednej lub wielu czasoprzestrzeni z czasoprzestrzenią naszych dążeń życiowych. Te kolizje mogą zachodzić zarówno w słabszy, jak i w gwałtowniejszy sposób, albo przez starcie, albo wręcz przez zderzenie. W świecie subatomowym konsekwencją takiego stanu rzeczy jest powstanie zupełnie innych cząstek elementarnych. I tak na przykład z dwóch powstaje jedna zupełnie inna, albo jedna rozpada się na dwie. Podobnie w naszym życiu często natrafiamy na niby dziwne zbiegi okoliczności, zdarzenia, które nieco, lub wręcz bardzo odmieniają nasze życie, jego kierunek. I to, że dzieje się nam coś niby nie tak, źle, jest wynikiem naszego subiektywnego, pesymistycznego spojrzenia. Tak naprawdę wszystko, co się zdarza w naszym życiu ma jakiś sens, konieczność, by mogła się przejawić w naszym życiu określona melodia. Wszystko to jest dziełem wyższych istot planetarnych, jak i kosmicznych, które aktywnie z Nami tworzą przenikającą Nas rzeczywistość, które pomagają Nam w nauce w tym systemie ziemskim, w ciągłym przyswajaniu sobie różnych lekcji życiowych. Koordynują one wszelkie przejawy naszej rzeczywistości. Dotyczy to różnych sfer życia, jak chociażby na przykład wynalazków, odkryć, czy to w formie pisarskiej, malarskiej, technicznej, czy innej. Zanim ktoś z Nas coś odkryje, muszą zajść określone zdarzenia. I tak na przykład nasze życie będące linią zdarzeń, co jakiś czas będzie przecinało się z linią określonej formy zdarzeniowej utworzonej, zainicjowanej przez wyższe istoty. Inaczej mówiąc, energetyczna forma czasoprzestrzeni stworzona, zaaranżowana przez te inteligencje, będąca różnymi zdarzeniami, zbiegami okoliczności, mającymi na celu doprowadzenie Nas do określonego pomysłu i zrealizowania go, będzie co jakiś czas przecinała naszą czasoprzestrzeń aktualnych dążeń życiowych. Nie znaczy to jednak, że nie mamy wpływu na własne życie. Ani to, że jesteśmy oddzielną jednostką, jak skrzypek grający sam sobie na skrzypcach. Każda jednostka ma przecież wpływ na życie całego Wszechświata. Każdy z Nas tak naprawdę gra ze wszystkimi na koncercie, tworząc wspólną melodię. Nasze życie jest wielkim laboratorium, w którym wyższe formy istot eksperymentują, a zarazem współdziałają. Wszelkie nasze prośby, marzenia, będące emanacją kwantowych energii są odbierane przez te istoty, które starają się Nas nakierować na określone tory zdarzeń, określone życiowe nauki nieraz smutne, by Nam coś uświadomić i przybliżyć do tego, co Nam w istocie jest potrzebne. Inteligencje te widzą nasze zdarzenia, jako proste linie, spirale, krzywe tworzące przecięcia, określone sieci. I tworzą nowe linie, by ukierunkować Nas na odpowiednie zdarzenia. Inicjują Nam sny, naprowadzają na Nas odpowiednich ludzi, zjawiska. Jest to wielkie dzieło, sztuka odbywająca się zgodnie z mechaniką kwantową. Przecięcia tych czasoprzestrzeni określają największe prawdopodobieństwa określonych zdarzeń, które jednak niekoniecznie muszą zajść, bo to od Nas zależy, czy odbieramy różne znaki i czy je wykorzystujemy.

 

No cóż, niby dziwny zbieg okoliczności, bo tak jak te istoty obserwują krzywe, tory przebiegu naszych żyć tutaj na Ziemi, tak ziemscy fizycy obserwują tory przeróżnych cząstek elementarnych. Zderzają jedne cząstki z innymi, badając jak ich tory będą dalej przebiegać. I tak cząstki te zakreślają linie, zarówno proste, jak i kręte, tworząc w ten sposób cudowną strukturę, misterną sieć czasoprzestrzeni.

To cudowna twórczość, eksperyment. Jak w górze, tak i na dole. Świat to fraktal. W jakąkolwiek przestrzeń byśmy spojrzeli, malutką, czy olbrzymią, będziemy mieli do czynienia z podobnym aktem twórczości, tańcem energii. Wszelkie istoty takie jak cząstki elementarne, rośliny, zwierzęta, ludzie, ciała niebieskie, galaktyki tworzą czasoprzestrzenie układające się w misterną sieć, określone bajeczne kształty.

 

Mało tego. Cała ta rzeczywistość jest wytworem naszych wspólnych myśli. Bo nie tylko fizycy mają wpływ swym nastawieniem na rezultaty eksperymentów, jakie przeprowadzają, ale i każdy z Nas swym podejściem wpływa na swoje życie. No, ale jak te czasoprzestrzenie układają się we Wszechświecie? Czy zachodzi to zgodnie z jakimś prawem? Oczywiście. Jest to prawo oktaw, prawo siedmiu wibracji, dźwięków, barw. Właściwie każdą czasoprzestrzeń, zarówno jej czas, jak i przestrzeń można podzielić na siedem podstawowych części. I każda z tych części drga swą częstotliwością. Gdy zadrgają one jedna po drugiej, zabrzmi oktawa. Każdy przejaw naszego życia, każdy proces w przyrodzie, akt kosmiczny, czy zdarzenie na poziomie kwantowym wybrzmiewa określone oktawy. Oczywiście jest ich nieskończenie wiele. Cała gama niezliczonych odcieni oktaw, manifestujących się w przeróżnych barwach, dźwiękach, ale wciąż mogących wydzielić się na siedem części.

 

 

Tą czasoprzestrzenią może być na przykład komórka ludzka, czy roślinna, nasze ciało, w którym żyjemy, planeta Ziemia, rozwój człowieka, wszelkie nasze dążenia w życiu, procesy przyrodnicze, a zarazem kosmiczne. Jasne jest, iż każdy etap w naszym życiu, będący cząstką określonej oktawy jest również oktawą. Tylko, że siedmiokrotnie mniejszą. A ona składa się z jeszcze drobniejszych takich części. No cóż, czas i materię można by było dzielić w nieskończoność na coraz to drobniejsze przejawy rzeczywistości. Różne nasze przeżycia moglibyśmy również łączyć w dłuższe przedziały życiowe w skali siedmiokrotnej w nieskończoność. Oczywiście, żeby tak mogło być musielibyśmy być wieczni. I tak w gruncie jest, bo nasze życie jest układanką fraktalową. Ta sama struktura powtarza się w nieskończoność.

Nasze ciało w którym żyjemy, również składa się z siedmiu części, ciał. W pewnym ogólnym sensie jest ono więc 7-wymiarowe. Jedno z tych ciał manifestuje się na poziomie fizycznym. Złożone jest tutaj ze szkieletu, mięśni, skóry, krwi, narządów, mózgu, czaszki i innych twardych elementów. Inne ciało, w którym przebywamy, ciało uczuć, inaczej mówiąc ciało astralne ma już inny zakres częstotliwości przejawu, o jeden dźwięk wyższy, chociaż z innej perspektywy o oktawę. Podobnie, jak ciało fizyczne ma swoje molekuły, cząsteczki, również ciało astralne ma takie molekuły. Są nimi nasze emocje, uczucia, pragnienia. One to przez jasnowidzów mogą być widziane, jako różnobarwne otoczki, aury wokół ciała ludzkiego. Oczywiście zmieniające swój zakres drgań w zależności od nastroju w danym momencie. Widać już, więc, iż nie tylko ciała fizyczne mają różne barwy, ich odcienie, ale i nasze ciała astralne. Kolejnym ciałem o jeszcze dźwięk wyższym, czy o oktawę, jest ciało myśli zwane ciałem mentalnym. Wszelkie nasze marzenia, projekty życiowe, myśli, wyobrażenia składają się na te ciało, które również jest wielobarwne i może być widziane zarówno przez jasnowidzów, jak i Nas.

 

Wymieniłem dotąd trzy sfery, części naszego pełnego ciała. Dochodzą do tego jeszcze subtelniejsze, o znacznie wyższym zakresie częstotliwości. I tak każdym z tych siedmiu ciał przejawiamy się w odpowiednim dla niego wymiarze, sferze, świecie, których również jest siedem. Stąd Wszechświat w którym żyjemy, tworzymy, podążamy, w ogólnym sensie również jest siedmiowymiarowy. Mało tego, każdy z tych wymiarów również składa się z siedmiu części, sfer. Stąd to wszechświat w szerszym aspekcie jest wielowymiarowy. I tak na przykład nasz świat fizyczny, twardą materię, którą obserwujemy w przyrodzie, kosmosie, w Nas, można podzielić na siedem części. Są nimi wydzielone przez fizyków ciało stałe, ciekłe i gazowe. Ale są i cztery jeszcze rzadsze, które mogą zaobserwować ludzie o zdolnościach jasnowidzących. Podobnie jest z pozostałymi naszymi ciałami. A każda z nich składa się z siedmiu sfer, części. Od gęstszych do coraz rzadszych.

 

I tak, jak nasze ciało jest siedmiowymiarowe, tak wszechświat jest siedmiowymiarowy. Zawarte są w nim światy o różnych zakresach drgań. I tak, mamy tu na Ziemi świat fizyczny oceanów, mórz, jezior, rzek, pustyń, gór, lasów. Świat ten rozszerza się na układ słoneczny, galaktykę i jeszcze szersze przestrzenie kosmiczne gwiezdnych pyłów i ciał. Całe bogactwo nieskończonej możliwości przejawiania się substancji twardych, cieczy, gazów, eteru i jeszcze rzadszych substancji maluje przepiękne krajobrazy na Ziemi i w przestrzeni kosmicznej. No, ale jest jeszcze wyższy świat zwany astralnym. To kraina naszych emocji, pragnień, uczuć, przywiązań. To całe mnóstwo przeróżnych światów, w których przebywamy w czasie snów, ale i po śmierci cielesnej. To cała gama różnych zaświatów, piekieł, czyśćców, nieb. Oczywiście piekła stwarzane przez nasze wyobrażenia mają większe molekuły, gęstszą materię, a zarazem niższe częstotliwości, zbliżone do czerwieni. Są światem cierpienia, niezadowolenia. Jednak nasze ciało astralne trafia tam, gdzie struktura energetyczna jest najbardziej zbliżona do aktualnych naszych uczuć, emocji. Gdy opuścimy ciało fizyczne, wówczas obawy, emocje, pragnienia dalej są w Nas. To nimi tworzymy otaczającą rzeczywistość. I to pod wpływem własnych przekonań pojawiamy się w piekle. Takie, jakie mamy o nim wyobrażenia, wierzenia, takie ono będzie. Gdy za życia myślimy, iż będzie to świat stworów, demonów, czy cuchnących wód, rozpalonych wulkanów, to tak będzie. Wszędzie ujawni się Nam świat przez Nas malowany. To wszelkie nasze lęki, fobie, cierpienia, niezadowolenie z siebie, poczucie winy materializują się w stwory, diabelskie istoty, straszliwe krainy geograficzne i to zgodnie z naszymi aktualnymi wyobrażeniami.

 

Z drugiej strony człowiek, który ma poczucie własnej wartości, poczucie postępowania zgodnie z sobą, który stara się czynić sobie i innym dobrze, po śmierci fizycznej ląduje w krainie przeróżnych rozkoszy zmysłowych. W zależności, jakie uczucia, myśli ma przy sobie, w takim zagęszczeniu świata astralnego przejawia się. Może to być niebo chrześcijańskie, islamskie, buddyjskie, czy inne. Zawsze takie, jakie sobie dana jednostka wyobraża. Inni pojawiają się, albo w krainie swoich znajomych, przyjaciół, przyjemnych stworów, albo też w przepięknym krajobrazie przyrodniczym, czy kosmicznym. Czymkolwiek się interesujemy, cokolwiek darzymy pasją, to pojawi się w naszym niebie. Oczywiście będzie tak wtedy, gdy zapragniemy tego i będziemy wiedzieli, że tak może być. Bo obawy, że może tam nie być niczego, stworzą Nam akurat taki świat. W tym przypadku mogła to by być pustka, ciemność, chłód i brak obecności czegokolwiek. To właśnie naszymi przekonaniami, wyobrażeniami zamykamy się na otaczającą rzeczywistość, która mieni się w nieskończony sposób. A każdy trafia tam, gdzie jemu to odpowiada, lub myśli, że tylko tak w istocie jest. I mogą to być zarówno miejsca, do których nie chcemy podążyć, jak i te, o których wciąż marzymy. Bo tak naprawdę, jaka jest różnica między tym, czego nie chcemy, a tym co chcemy? W obu przypadkach jest w umyśle te same wyobrażenie, które w końcu się realizuje, materializuje.

 

Niektórzy kochający bardzo fizykę mogą na przykład, (jeśli wiedzą, że są takie możliwości), wniknąć w świat cząstek elementarnych i obserwować ich budowę, światy, taniec z zupełnie innego punktu odniesienia. Pasjonaci astronomii mogą przemierzać nieskończone przestrzenie kosmiczne układów gwiezdnych, wnikać do różnych obiektów kosmicznych, badać je z bliska i z daleka. Po prostu mogą przerodzić się w podróżników kosmicznych. Jeszcze inni, na przykład miłośnicy przyrody mogą wnikać w ekosystemy leśne Amazonii, żyć ze zwierzętami, duchami przyrody. Mogą wniknąć w świat podwodny, obserwując żywe organizmy, zarówno roślinne, jak i zwierzęce. Geolodzy mogą wnikać sobą w struktury skalne Ziemi i obserwować całe bogactwo minerałów, kryształów, utworów geologicznych, nie tylko z perspektywy zwyczajnej, ale mogą zmniejszyć się, jak każdy, i wniknąć w świat mikro. Wtedy to ziarenka piasku, czy innych drobin skalnych, jawią się jako olbrzymie przestrzenie kosmiczne. Człowiek wiedzący, że istnieje życie na innych planetach, w innych wymiarach, może nawiązać kontakt z przeróżnymi istotami, inteligencjami. Może odwiedzić ich światy, poznać je, zaprzyjaźnić się z nimi, z ich kulturą, nauką, współpracować z nimi. Pasjonaci wiedzy, naukowcy mogą pojawić się w bibliotece, w której to są książki na każdy jego interesujący temat. Mogą studiować tu historię ludzi, Ziemi, Wszechświata, różne nauki przyrodnicze, jak i okultystyczne. Tam jest dostęp do wszystkiego, czego potrzeba. Można na całego rozkoszować się wiedzą. Mało tego, jeśli ktoś wie, że tak można, tekst można przetransformować w hologram. Wówczas wszelkie zjawiska, zdarzenia są jakby rzeczywistością obserwatora. Ale są i tacy, którzy w swym niebie będą woleli malować obrazy, a więc domy, krajobrazy, istoty i nie tylko, bo możliwości są nieskończone. Zaczną, więc stwarzać odpowiadające im środowiska, żywe istoty nieraz o fantastycznym zupełnie niespotykanym dotąd wyglądzie i cechach charakteru. Muzycy mogą z siebie wydobywać krainę przepięknych melodii. I tak można by było wciąż wymieniać. Każdy z Nas stwarza sobie swój świat, nie tylko tu na Ziemi, ale i po śmierci fizycznej w zaświatach, które to przenikają się nawzajem, egzystują na różnych częstotliwościach, pasmach energetycznych.

 

Wymieniłem dotąd trzy obszerne, mieniące się w nieskończony sposób światy: fizyczny, astralny i mentalny. Oczywiście są jeszcze i cztery subtelniejsze, lecz już ich nie jesteśmy tak świadomi. Większa część naszej świadomości jest bowiem aktualnie skoncentrowana w tych trzech niższych ciałach, a zarazem światach. Subtelniejsze światy to już znacznie wyższy zakres częstotliwości, do których niektórzy z Nas mają dostęp jedynie przez chwilę. Są to momenty doznania samoświadomości swej istoty, sedna rzeczywistości. I do nich nie mamy obecnie luźnego dostępu, choć mamy takie możliwości. Mówiąc określonym językiem, gdyby udało Nam się wniknąć w te światy, wydostalibyśmy się poza ziemskie koło wcieleń, stalibyśmy się mieszkańcami wyższych wymiarów. Mielibyśmy dostęp do większej możliwości przejawiania się, twórczości. Stalibyśmy się czynnymi istotami wszechwielowymiarowymi. No, ale jak to się dzieje, że tak trudno przeniknąć granicę tych trzech światów? To wszystko wynik prawa oktaw. Bo z jakąkolwiek czasoprzestrzenią mielibyśmy do czynienia, każda z nich składa się z siedmiu części. I właśnie kraniec tej trzeciej części, sfery mentalnej, jest pierwszym interwałem, tak wielkim zakrzywieniem czasoprzestrzeni, jakbyśmy stali na skraju przepaści i nie widzieli już dalszej drogi. Taka perspektywa sprawia wrażenie końca przestrzeni, życia. To w wyniku tego jest tak Nam trudno przekroczyć tę granicę. Zdaje się bowiem, iż dalej nie ma już nic. I tak kręcimy się w kółko, w ziemskim systemie wcieleń, z jednego wcielenia do kolejnego, poprzez trzy światy, dźwięki: do, re, mi.

 

Tworzy się nieskończona spirala drogi życiowej, bo powrót na Ziemię już nigdy nie jest ten sam. Stąd zawsze gdzieś w głębi, w podświadomości kryją się ukryte doświadczenia, przerobione już lekcje życiowe. To stąd niektórzy już od samego narodzenia mają wrodzony do czegoś talent. To wszystko wynik wcześniejszej jego pracy. Dotyczy to też warunków, w których się rodzi. Swymi myślami, pragnieniami, obawami tworzymy rzeczywistość, w której wciąż się czegoś uczymy. Podobnie, jak trudno jest Nam przekroczyć granicę tych trzech światów, bo w gruncie rzeczy nie uświadamiamy sobie, że istnieją subtelniejsze, tak samo często trudno jest Nam zrealizować jakieś przedsięwzięcie, w krótszym, czy dłuższym przedziale życia na Ziemi, podczas jednego wcielenia. Ktoś chociażby chce założyć firmę, czy związać się z płcią przeciwną, jednak po pewnym czasie tworzenia rzeczywistości pojawia się zakrzywienie czasoprzestrzeni, upadek firmy, czy pierwsze problemy finansowe, albo zerwania, czy rozwody. W każdym przejawie rzeczywistości, w każdym akcie życia natrafiamy na interwały, przez które nieraz tak trudno przebrnąć. Im większa będzie ta czasoprzestrzeń, im trudniejsza do przekroczenia granica, tym większa, solidniejsza bariera, większe jej zakrzywienie, jakbyśmy nagle stali na skraju przepaści, bo droga znika Nam z widoku, a ona wciąż jest, jedynie podąża w innym kierunku. Nasze dążenia życiowe, marzenia w trakcie niepowodzenia, klęski mogą zmienić swój tor nieznacznie i znacznie. A więc możemy po porażce nadal realizować swoje marzenie, cel, ale już nieco zmodyfikowany, zmieniony pod wpływem przeżytych doświadczeń. Nieraz to będzie zupełnie odmienny kierunek. I zgodnie z prawem bezwładności, im większe przedsięwzięcie, im większa czasoprzestrzeń, tym większa jej podatność na zakrzywienie.

 

To stąd nieraz mamy wrażenie, że życie jest jedno. Bo zakrzywienie jest tak wielkie, iż wydaje się, że podążamy po tej samej prostej drodze, która nagle się urywa. I właśnie ten fakt sprawia, że odbieramy to jako koniec życia. Podobnie w trakcie narodzin, gdy popatrzymy w przeszłość, nic nie zobaczymy, jedynie pustkę, jakbyśmy dopiero zaczęli żyć. A tak naprawdę to tylko przepaść, bardzo ostre zakrzywienie, po którym jesteśmy na Ziemi, i kolejne znaczne zakrzywienie, po którym jesteśmy w innych wymiarach. W ten sposób zataczamy kółka, a ściślej mówiąc spirale.

 

Ale nie tylko nasze życie, będące czasoprzestrzenią zatacza spiralną drogę. Czasoprzestrzenie to nie tylko określony czas życia danej jednostki, czy grupy istot przepełniony różnymi zdarzeniami. To również określona przestrzeń, w której owe zdarzenia się rozgrywają. I co ciekawe taka przestrzeń też zakręca się w kółko, a ściślej mówiąc w kulę. Tak, więc czy to przypadek, że wszelkie takie struktury fizyczne, jak: galaktyki, gwiazdy, planety, księżyce, planetoidy, nasza Ziemia, aż po atomy, cząstki elementarne wykazują kształt zbliżony do kuli? Każdy taki obiekt, ciało, czy inaczej mówiąc żywa istota, jako cały organizm jest czasoprzestrzenią, w której dwa dość silne interwały zaokrąglają znacznie jej strukturę. Wszystkie te struktury łączą się oczywiście w całość tworząc niesamowicie zróżnicowane, zaokrąglone kosmiczne drzewo. Niby nasze organizmy ludzkie, zwierzęce, roślinne, mineralne nie są idealnymi kulami, jednak wraz z aurą energetyczną jej zaokrąglone kształty są bardziej widoczne.

 

By jeszcze bardziej uwydatnić ten interwał, jako pewną granicę, którą nieraz tak trudno przekroczyć, przedstawię inną czasoprzestrzeń, tym razem nasz organizm fizyczny, również składający się z siedmiu części. Tymi obszarami, strefami są określone centra energetyczne zwane czakrami. Są one pewnego rodzaju wirami energii o odpowiadających sobie częstotliwościach. Przetwarzają one energie myśli, emocji na energie ciała fizycznego. To, co się dzieje na poziomie myśli, zaczyna manifestować się w postaci emocji, samopoczucia, by w końcu przenieść się na określone funkcjonowanie różnych części organizmu fizycznego. Energia optymizmu, zadowolenie, radość, zostaje przetransformowana przez czakry do ciała fizycznego na odpowiedni dla niego język, w postaci prawidłowego funkcjonowania różnych układów, narządów, części ciała. I odwrotnie, przebywanie ciałem fizycznym w warunkach naturalnych, w przyrodzie, dostarczanie mu zdrowych produktów żywnościowych, światła, jak i relaksujących ćwiczeń fizycznych, sprawia, iż harmonijna energia stworzona na poziomie fizycznym zacznie podążać przez czakry ku wyższym ciałom. Stajemy się przez to bardziej zadowoleni, spokojni, pełni optymizmu i radości. Niby ta sama energia o tym samym zakresie drgań, jednak w różnych ciałach manifestująca się w odmienny sposób. Przepiękna równoległość czasoprzestrzeni.

 

I tak mamy trzy pierwsze czakry: podstawową, płciową i splotu słonecznego. Pierwsza powiązana jest z funkcjonowaniem części stałych ciała fizycznego, a więc kości, skóry. Odpowiada za odporność organizmu, witalność, poczucie wigoru. Tak, jak na poziomie myśli i emocji poczucie optymizmu, wiary, radości, spokoju jest szkieletem, podstawową strukturą odpowiadającą za wszelkie nasze działanie, tak na poziomie fizycznym nasz szkielet fizyczny, wszelkie twarde struktury ciała stanowią oparcie dla poruszającego się ciała. Czakra ta brzmi dźwiękiem do i emanuje barwą czerwoną w nieskończonej ilości odcieni. Odpowiada za system odpornościowy, zarówno w sensie psychicznym, jak i fizycznym. Kolejną czakrą jest czakra płciowa. Ona to na poziomie emocji, marzeń odpowiada za nasze pragnienia, doznania, umiejętność podziwiania i zachwycania się przeróżnymi zjawiskami. Jest siłą napędową energii wznoszącej się od czakry podstawowej. Tutaj energia otrzymuje określoną motywację, jest zauroczona określonym celem. Tutaj chęć, pragnienie nadaje energii określony bodziec do działania. Na poziomie fizycznym energia ta zarządza narządami płciowymi. Emanuje barwą pomarańczową i brzmi dźwiękiem re. W końcu trzecia czakra splotu słonecznego, która brzmi dźwiękiem mi i promieniuje żółtą barwą. Na poziomie psychicznym odpowiada za przyswajanie zdarzeń, wszystkiego, co dzieje się w życiu, a na poziomie fizycznym za trawienie i przyswajanie fizycznego pokarmu. Tak, więc na poziomie subtelniejszym manifestuje się, albo w postaci spokoju, albo podenerwowania, emocji, niezrównoważenia. Tak więc, energia jest tutaj podatna na rozproszenie poprzez strach, lęk, niepokój, podenerwowanie i inne emocje. Jest to więc trzecia strefa, czakra pod koniec, której pojawia się niby pewna granica, interwał, niepozwalający swobodnie podążać energii ku wyższym czakrom. To stąd większa część energii gromadzi się w trzech niższych czakrach, w trzech nutkach: do, re, mi (chyba, że tylko w czakrach górnych, jak to jest w przypadku joginów i osób praktykujących różne formy religijne i okultystyczne). Dlaczego? No cóż, to wynik zakrzywienia czasoprzestrzeni. Coś sprawia, że spora część energii jest tutaj roztrwoniona na emocje, strach, lęk. Jest to lęk przed Bogiem, przed życiem po śmierci, przed samym życiem na Ziemi. Są to emocje wojen, kłótni, racji i inne. No, ale jak to się objawia, manifestuje na poziomie fizycznym? A mianowicie w postaci na przykład kłopotów z narządami trawienia, czy wydalania. Czy to nie przypadek, iż wielu wegetarian, weganów, frutarianów, aż po ludzi wcale niejedzących namawia ludzi do odrzucenia ciężkostrawnych produktów żywnościowych, by poczuć się pełniejszym energii, spokoju i radości? Bo cóż oznacza jedzenie coraz ciężej strawnych pokarmów, jak nie trwonienie coraz większej ilości energii na trawienie nadmiaru pokarmów i to często niepotrzebnych do życia? Sporo energii ulatuje przecież tu na odtruwanie organizmu. To nie przypadek i nie mit, czy legenda, że tacy ludzie są zdolni dokonać więcej w swoim życiu. Wynika to z tego, iż energia w niezakłócony sposób podąża ku wyższym czakrom. I właśnie to przyczynia się do znacznie większego potencjału twórczego danych ludzi. Jest to umiejętność przekroczenia tego interwału. Wszelkie płacze, niezadowolenia to kumulacja nadmiaru energii w okolicach brzucha i to nafaszerowana energiami produktów rozpadu i substancjami trującymi. To stąd głodówki, posty, czy diety są wyzwoleniem sporej dawki energii życiowej. Tak, czy siak, o uzdrawiającej sile głodówek, lekkostrawnych diet się nie mówi wśród lekarzy medycyny konwencjonalnej i nie tylko, bo straciliby pracę. W pewnym sensie nieraz świadomie, a nieraz nie, reklama słodyczy, pełnowartościowego białka w mięsie, i innych produktów ma na celu nabycie klientów w ośrodkach opieki zdrowia. Ja gdybym miał do tego odpowiednie warunki, odrzuciłbym jedzenie i przeszedłbym na praniczne odżywianie. No, ale na razie nie mam takich możliwości. Obecnie jestem na etapie weganizmu, który sprawia mi olbrzymią radość, gdyż traktuję to, jako alchemiczny wzrost mego wielowymiarowego ciała, a zarazem świadomości. Poza tym praca nad trzecią czakrą poprzez diety, posty, głodówki ujawnia różne zdolności metafizyczne. Daje poczucie tak dużej energii, że można nie tylko ulec samouzdrowieniu, ale i innych uzdrawiać. Rezygnacja z jedzenia mięsa, jaj, nabiału, słodyczy w moim języku nie jest rezygnacją z przyjemności. Dzięki temu przecież odczuwam większy spokój, a zarazem odbieram większą gamę wrażeń cudownego i złożonego Wszechświata. Po cóż mam te odczucia otępiać. To tak jakby odebrać sobie życie pełne niesamowitych wrażeń. Z tych korzyści czerpię większą satysfakcję, aniżeli z chwilowej rozkoszy smakowej, po której chce się spać. Wiem, że gdybym zaczął normalnie jeść, jak kiedyś w przeszłości, wówczas bym zwariował. Jestem z natury, bowiem bardzo wrażliwy i przykładowo zjedzenie mięsa, czy wypicie kawy wywołałoby we mnie tak niekontrolowaną eksplozję energetyczną, że bym po prostu musiał chyba przez cały dzień biegać, albo wskoczyć zimą do morza, po czym bym wylądował nieprzytomny w łóżku. A tak dzięki wzmożonej wrażliwości i spokoju mam wyostrzoną intuicję, zdolność widzenia innych wymiarów energetycznych, przewidywania „przyszłości’ oraz ściągania nietypowych informacji niewiadomo skąd. Jakże cudownie mieć sprawnie funkcjonujący umysł, którym odkrywa się „nowe” zjawiska, prawa. To cudowne być eksploratorem odmiennych otchłani rzeczywistości. To dlatego nie pociąga mnie jedzenie tylu smacznych potraw. Samo życie jest smaczne, a spożywanie jedzenia głównie dla smaku sprawia, że życie staje się głębokim snem. Zdaję sobie sprawę, iż rezygnacja z kolejnych grup pokarmów mogłaby moje zdolności metafizyczne nasilić. No, ale cóż, nie jestem jeszcze przygotowany do czerpania energii kosmicznej w odmienny sposób. Tak naprawdę nigdzie się nie spieszę i nie mam pojęcia, czy będę chciał podążać kiedyś ku niejedzeniu. Teraźniejszy etap, weganizm dostarcza mi całkowitej satysfakcji. Jestem po prostu ciekaw czegoś nowego.

 

W pierwszej książce „Szczęście jest w nas” ukazuję, jakie są możliwości podczas niejedzenia. Jakże różne paranormalne zdolności mogą ulec wielkiej eskalacji. Jakże to wielka mistyka, niecodzienność może wkroczyć w nasze życie. I to tylko w wyniku na przykład miesięcznego pobytu na sokach. Gdzieś w głębi mnie istnieje świadomość, że ludzie, którzy potrafią odejść od jedzenia, automatycznie stają przed możliwością wkroczenia w nieskończenie wielowymiarowy Wszechświat. Tak, jak na poziomie mikro mogą przekroczyć interwał tkwiący pod koniec trzeciej czakry, tak zgodnie z naturą fraktalową rzeczywistości, na poziomie makro mogą przekroczyć trzy światy: fizyczny, astralny, mentalny i wkroczyć do zupełnie odmiennej rzeczywistości, gdzie możliwości ulegają eskalacji. Ale to już zależy od ich wiedzy, przekonań, otwartości na to, co nowe. Od ich nastawienia na życie, od tego jak swoimi myślami tworzą sobie świat.

 

Ale przecież w te światy możemy wkroczyć nawet w tej chwili. Aby tego dokonać, nie musimy wcale nie jeść, czy być wegetarianinami. Możemy to zrobić w zupełnie inny sposób, i to po swojemu, Nie musimy wcale czekać na śmierć swego ciała fizycznego. Wystarczy po prostu myśl, przekonanie, odpowiednie nastawienie, i już możemy tam być. A sposobów na to jest nieskończenie wiele. Swój własny sposób, być może pierwszy raz odkryty, jest najlepszy, bo w pełni zrozumiały. Nie musimy nikogo naśladować. Najlepiej po prostu zrobić to po swojemu.

 

 

Ważne jest to, by każdy z Nas postępował w zgodzie ze sobą, innymi i całym Wszechświatem.

 

 

 ROZDZIAŁ ÓSMY: WOLNOŚĆ OD AUTORYTETÓW

 

       Jak to jest, że z każdej strony jest ktoś, kto mówi Nam jak mamy postępować, co mamy robić? Astrolodzy, numerolodzy, wróżki, psycholodzy, lekarze, w ogóle dziedziny te i im podobne, stają się ekspertami od naszych wnętrz. My zadajemy pytania, a one odpowiedzi. Są pośrednikami naszego życia. To one mówią, jaka jest prawda, jacy jesteśmy, jakie jest nasze powołanie, czym mamy się zajmować. Wystarczy, że sięgniemy po jakąś kartę Tarota, kartę Majów, wystarczy, że spojrzymy w horoskop, czy policzymy jakieś liczby daty urodzenia, imion i już mamy odpowiedź. Narzuconą jednak z zewnątrz. To jest przecież kogoś interpretacja rzeczywistości. To ktoś z zewnątrz ustalił taki sposób patrzenia na świat, takie narzędzie, taką interpretację. Dla kogoś, kto to wymyślił, mogło to być czymś w sam raz. Jednak, gdy wszyscy rzucą się na ten sam sposób patrzenia na świat, przestają być sobą. Stają się zautomatyzowani. Choćby to była naprawdę piękna wiedza, idee jakże wnoszące ludzi na wyżyny, jeszcze większe rozumienie, choćby jak by trafne, w końcu stają się hamulcem. Ludzie zamiast coś nowego odkrywać, poznawać, zatrzymują się na tej interpretacji rzeczywistości, mało tego, tak naprawdę do końca jej nie rozumieją, bo nie jest ich.

 

I tak ludzie sięgają po kalendarz Majów, patrzą, jaki jest dzień, jakie są energie dnia, co należy robić w tym dniu, czym najlepiej się zająć i już odpowiedź. I tak tłumy ludzi robią to samo. Kręcą się w kółko wokół tych samych odpowiedzi. Teraz można zrobić to, teraz tamto, jak na komendę. Człowiek nie potrafi zadać sobie pytania i na nie samemu odpowiedzieć. A tak naprawdę wystarczy jedynie myśl i już odpowiedzi są. Gdy polegamy na narzędziach, które za Nas odpowiadają na różne pytania, które za Nas mówią, co najlepiej w danym okresie robić, stajemy się zbiorowymi maszynami. Jesteśmy kontrolowani. Jest ustalony wtedy jakiś obszar, jakieś granice, poza które nie można się wydostać. Narzędzia tamte mogą Nam powiedzieć, co robić teraz, co później, kim jesteśmy, jacy jesteśmy, jak możemy się spełnić, ale to utrzymuje Nas w określonym zawężonym światku. Religie wmawiają Nam, że istnieją aniołowie, diabeł, Bóg, nieba, piekła i nic więcej. Nauka wmawia Nam, że nie możliwe jest zbudowanie silnika perpetum mobile, że nie możliwa jest dematerializacja, materializacja, lewitacja, podróże w czasie. Po prostu podawane przez nią wzory, prawa, definicje utrzymują Nas w określonym zawężonym myśleniu i działaniu, stawiają jakieś granice. Podobnie istnieją nauki ezoteryczne tj. astrologia, numerologia, tarot, wróżbiarstwo, kalendarz Majów, karty anielskie itp., które mówią Nam, jak jest, co robić, trzymając Nas w ten sposób w zawężonym polu działania. Nawet przez chwilę nie pomyślimy, że może być inaczej. A tak naprawdę istnieją nieskończone możliwości. Polegając na autorytetach, czy to ludziach, czy opracowywanych przez kogoś metodach, nie potrafimy samemu sobie odpowiedzieć na różne pytania. Potrzebując wciąż z zewnątrz pomocy, będziemy wciąż niemalże stali w miejscu, a przynajmniej kontrolowani. Dawane będą Nam tylko te informacje, które będą Nas utrzymywać w tym samym światku, może nieco już szerszym. I tak utrudniamy sobie w ten sposób życie. Poleganie wciąż na innych, na czymś z zewnątrz, sprawia, że nie potrafimy telepatycznie sięgać po wiedzę z kosmosu, z ziemskiej Kroniki Akaszy, że nie potrafimy telepatycznie rozmawiać z istotami natury, kosmosu. Że nie potrafimy zarejestrować w swoim umyśle odpowiedzi na zadane przez Nas pytania. A tak naprawdę to takie proste. Wystarczy myśl i już odpowiedź. W ten sposób nasze działania są nieograniczone. Możemy robić wszystko, co czujemy. Nikt Nas z zewnątrz nie kontroluje. Bo to my decydujemy, co warto robić. I tak każda myśl, każde nowe pytanie, poprzez rezonans łączy się z jakąś myślą, obrazem, wiedzą, której nagle stajemy się świadomi.

 

Poprzez samodzielne zadawanie pytań, poprzez samodzielne uzyskiwanie odpowiedzi, drogą telepatii mamy dostęp do nieograniczonej wiedzy. Gdy są pośrednicy, już tego dostępu nie mamy. Jesteśmy kontrolowani, trzymani w określonym zawężonym światku.

 

No cóż, czy takim pośrednikiem życia nie jest również telewizja, radio, prasa? Z góry narzucony świat, z góry narzucone zasady życia. „Życie jest takie, jakie jest.”. „Tak to już jest”. „Życie jest monotonią”. Życie jest smutne, pełne brutalności i braku sprawiedliwości”. W ten sposób telewizja, gazety próbują utrzymać Nas wokół określonych myśli, obrazów, wokół określonych reakcji, działań, a tylko po to, by człowiek nie pomyślał inaczej. By człowieka można było wyzyskiwać. Ten system nie chce byśmy wpadli na pomysł, że życie może wyglądać inaczej. Że nie musimy nikomu za nic płacić, że możemy w mgnieniu oka przenieść się w równoległą rzeczywistość, czy stworzyć myślą jakąkolwiek materię. Jednak z każdym dniem, telewizja, prasa, mają coraz mniejszą siłę aby kontrolować świat umysłu ludzkiego, aby trzymać go w życiu pełnego rywalizacji, cierpienia, problemów, emocji, braku satysfakcji. Aby trzymać ludzki umysł w ryzach, w niewoli. W końcu coraz więcej ludzi odkrywa, że może być inaczej. Że wszystko może być inaczej. Że każda chwila może być wypełniona radością, że mamy w dosłownym tego słowa znaczeniu nieograniczone możliwości, że możemy robić tak naprawdę wszystko. Że istnieje coś innego poza tym wszystkim.

 

Mało tego, rozpada się kalendarz gregoriański, który próbuje jeszcze utrzymać Nas w linearnym pojmowaniu rzeczywistości. Który próbuje jeszcze narzucić Nam, że teraz jest taki dzień, że teraz jest taka godzina, że jutro, czy za miesiąc będzie taki dzień, i że tydzień temu odbyło się takie zdarzenie. Próbuje sprawić, aby nasza świadomość, nasze myśli ograniczyły się tylko do tego wąskiego strumienia czasu. By była przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, a my żebyśmy przemierzali swoją podróż życiową od przeszłości do przyszłości. Narzuca Nam zawężone pojmowanie rzeczywistości. Wtedy nawet nie wpadniemy na pomysł, że możemy być świadomi wielu równoległych rzeczywistości, że możemy cofnąć się w przeszłość, w przyszłość. Że możemy współistnieć z równoległymi cywilizacjami kosmicznymi, czy istotami natury. No bo jak? Narzucony jest Nam przecież tylko jeden z nieskończonej ilości strumieni czasu. Trzymani jesteśmy w bardzo wąskim świecie. A tylko po to byśmy nie stali się wolni, by można było Nas kontrolować. A przecież czas nie jest czymś absolutnym, czas nie jest czymś, co płynie, to my swoją świadomością płyniemy przez czas, i my możemy to kontrolować. Możemy ruszyć nie tylko do przodu, ale i do tyłu, w bok, równoległe czasy, możemy przyspieszać, spowalniać, robić naprawdę wszystko. Jednak kalendarz gregoriański narzuca Nam akurat taki rytm życia. Jest przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. My możemy być tylko w teraźniejszości, tylko w tym zawężonym obszarze rzeczywistości. I podobnie jest z kalendarzem Majów. To przecież linearne pojmowanie rzeczywistości, które z czasem stopnieje, jak lodowiec na pustyni. Narzuca ono Nam, co jest dziś, co jutro, ustala rytm, strumień życia tylko w jednym kierunku, od przeszłości do przyszłości. Ustala Nam, jakie są teraz dla Nas energie, czym możemy się teraz zajmować. Wszystko już jest z góry ustalone. Jedne wielkie zautomatyzowanie, zmechanizowanie, a zarazem ograniczenie, w jednym malutkim światku, kropelce oceanu, malutkim strumieniu czasu. Nasza świadomość jest ograniczona wtedy do tak małej przestrzeni. Nawet nie pomyślimy, że może być inaczej. Że istnieją równoległe światy, istoty z równoległych wymiarów. Nie mamy szerokich perspektyw, nie jesteśmy wolni. Po prostu postawione Nam są bardzo solidne ramy, granice, bariery.

 

Aby poza nie wyjść, trzeba polegać na sobie. Trzeba w sobie odnajdywać odpowiedzi. Pośrednicy nie są Nam już potrzebni. Poprzez telepatię, podróże mentalne, astralne, wielowymiarowe, poprzez bezpośrednie odpowiedzi na nasze pytania, możemy dowiedzieć się wszystkiego. Nasze myśli wtedy mogą sięgać wszędzie. Nie ma dla nich granic. Uzyskujemy wtedy takie odpowiedzi, tyle informacji, na ile poszerzona jest nasza świadomość, tyle ile jesteśmy w stanie przyjąć. Sami dla siebie możemy być, więc i psychologiem i lekarzem i wszystkim. W Nas jest wszystko. W ten sposób nikt Nas nie będzie mógł kontrolować, ograniczyć, a tym samym wykorzystywać. Bo stajemy się wolni.

 

 Czym jest tak naprawdę astrologia, numerologia, kalendarz Majów? Czy to są podstawowe prawa, według których funkcjonuje ten świat? Być może tak do niedawna było. I dalej jest. Jednak czyż nie tylko w życiu tych ludzi, którzy żyją zgodnie z tymi naukami, narzędziami, albo inaczej mówiąc zgodnie z tymi drogowskazami? Układy planet, gwiazd, układy numeryczne dnia urodzenia, imion, według kalendarza Majów zamki, fale, tony, to jakby znaki drogowe. Skręt w prawo. Zakaz zatrzymywania. Droga jednokierunkowa. Ale czy tak musi być? Cały tłum ludzi żył dotąd, być może niektórzy jeszcze żyją, według tych schematów, według tych znaków, traktując je jako coś niepowtarzalnego. Nie ma nic takiego. Zawsze istnieje coś więcej. Zawsze istnieje rozszerzenie tego, co jest. Astrologia, numerologia, kalendarz Majów to programowanie, to wizualizacja naszego życia. Myślimy w ten sposób, i już tak się dzieje. Każda nasza myśl się realizuje. I tutaj nie ma granic. Kto powiedział, że musisz iść tą asfaltową drogą zgodnie ze znakiem, który nakazuje iść prosto? Wyobraź sobie. Na prawo przed Tobą rozciągają się góry, lasy, jeziora, po lewej cudowny orzeźwiający ocean, a ty idziesz tą asfaltową drogą wzdłuż pustyni. Jest gorąco. Wciąż narzekasz. Wciąż upierasz się, że ta droga jest tą twoją jedyną prawdą. Ta astrologia, numerologia, kalendarz Majów, karty, przepowiednie, wróżenia czy jakiekolwiek inne znaki kosmiczne. Oczywiście! Jest to prawda! Ale czy to znaczy, że nie można pójść inaczej? Czyż nie można skręcić i podążyć w zupełnie innym kierunku? Astrologia, numerologia, kalendarz Majów, karty to tylko cząstka tego, co możemy zrobić. Wszelkie prawa tych dyscyplin potwierdzają się, gdyż taki jest właśnie umysł. Wszelkie przekonania się realizują, materializują. Wszelkie prawa ezoteryczne, prawa fizyki. Wszystko jest tak, bo tak myślisz. Możesz poza te prawa wyjść. Wtedy nagle odmienia się twoje życie. Żyjesz tak, jak pragniesz, robisz to, co czujesz. Nie ma już dla ciebie ograniczeń, narzucanych przez kogoś zewnątrz. Tymi granicami mogą być religia, astrologia, nauka, wszystko. To mogą być nauki guru. To mogą być twoje myśli. To mogą być interpretacje kogoś na temat twojego życia rozłożonych kart, horoskopu, portretu numerologicznego, portretu według kalendarza Majów I tak żyjesz w swoim określonym świecie. Czy wiesz, że ten świat możesz przekroczyć? Kto powiedział, że trzeba iść tą określoną drogą? Przez ten jeden wielki labirynt uliczek? Na co iść tą asfaltówką? Czyż nie można wkroczyć w las, na łąkę, popłynąć przez ocean, albo wzbić się swoim pojazdem lub umysłem w kosmos? Są miliardy i innych możliwości. Dlaczego się ograniczasz? Otwórz się na nowe możliwości. Właśnie takie są nadchodzące czasy. Wraz z rozszerzającą się świadomością możliwości jest coraz więcej.

Czas to też przestrzeń. Dlaczego mielibyśmy iść jedynie w tym jednym przez kogoś wytyczonym kierunku, od przeszłości do przyszłości? Czy czas jest naprawdę tylko linearny? Cała ta przestrzeń, czasoprzestrzeń nie jest przecież płaską przestrzenią, ani kulą. Jest czymś więcej. Jest wielowymiarową rzeczywistością, wciąż się rozszerzającą. To my ją rozszerzamy. Odkrywamy coraz to nowsze przestrzenie, coraz to nowsze czasy. Możemy tańczyć w czasie, w przeszłość, w przyszłość, w równoległe czasy. Możliwości jest nieskończenie wiele. Tak jak myślisz, tak się dzieje.

 

 Książka ta, zawarte w niej myśli, odkrycia, niech staną się dla Ciebie jedynie inspiracją, a nie kanonem Twego życia. Bo to Ty jesteś swoim nauczycielem. Od siebie najwięcej możesz się nauczyć.

 

Miłej podróży.

Jarosław Ziółkowski

 

 

 ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY: PIEŚŃ KOSMICZNA Z INNYCH WYMIARÓW

  

Kim jesteś, skąd pochodzisz?

Czy wiesz, kim jesteś dziś?

Czy pamiętasz, jakie są Twoje możliwości?

Czy wiesz, że żyjesz w cudownej krainie obfitości?

To od Ciebie wyłania się ten cudowny świat,

Ten cudowny kolorowy kwiat,

Z niego to rodzi się ten cudowny owoc,

Owoc Twoich myśli, lęków, marzeń,

To Ty masz wpływ na swoje życie, na twą przestrzeń.

Tak, jak myślisz, tak się dzieje,

Wiatr Twych myśli przez cały Wszechświat wieje,

Porusza materią, to i owo,

Nic nie dzieje się przypadkowo,

My wszyscy razem stanowimy całość,

Jednocząc się w jedno wydobywamy z siebie miłość, radość,

W tych czasach miłość i zabawa jest bardzo wskazana,

Ciesz się już życiem od samego rana,

Nie zmuszaj się do tego, do czego nie czujesz się stworzony,

Twoje życie, Wszechświat nie jest w tym celu przeznaczony,

Wydobądź z siebie Twoje niepowtarzalne talenty,

Już nie potrzebne są Tobie innych nauczycieli, mistrzów duchowych patenty,

To Ty jesteś twórcą, to w Tobie kryją się wielkie możliwości,

Być może jeszcze nie wiesz, jak w wielkiej obfitości,

Postępuj zgodnie ze sobą, z tym, co czujesz,

Rób to, co lubisz, w czym dobrze się czujesz,

Bądź sobą i oddaj się w miłości kosmicznej całości,

Wtedy powróci do Ciebie potok obfitości,

Wszystko dobrze, wręcz idealnie się dzieje,

Takie są już czasy, takie są już dzieje,

Kiedy to od naszych myśli tak dużo zależy,

To w naszym nastawieniu cały ten sekret leży,

We Wszechświecie otrzymujesz to, na czym jesteś skoncentrowany,

Bez różnicy czy to są lęki, marzenia, czy inne stany,

Obraz Twych myśli chciany, czy niechciany,

Zawsze do Twojego życia jest przywoływany.

Tak, więc skoncentruj się jedynie na tym, co chcesz, by się pojawiło,

A wtedy przez cały czas będzie Tobie miło,

Zanurz się w cudownym wodospadzie miłości,

Kryją się tu naprawdę niesamowite możliwości,

To w miłości do wszystkich kryje się szczęście prawdziwe,

Nie w rywalizacji, to przecież niemożliwe.

Tak, więc otwórzmy swe serca na cały Wszechświat,

Na ludzi, zwierzęta, kamienie, rośliny, każdy kwiat.

Pokochaj te wszystkie żywe stworzenia, jak matka i ojciec kochają swe dzieci,

Niech cudowna gwiazda pokoju, miłości w Twoim życiu zaświeci,

I wskaże Tobie drogę do cudownej wielowymiarowej rzeczywistości,

W której kryją się radość, zabawa, miłość i wiele innych możliwości.

 

 

Jarosław Ziółkowski

 

Powrót do poprzedniej strony